Wpisy z okresu: 9.2016

Czarny czwartek, czarny protest i różowa książka. Wspaniała. Jej barwny wydźwięk nie poprawił mi humoru, ale skłonił do refleksji. Dlatego właśnie przedstawiam Wam „Długą Bertę” ze składu książek, #3,50.

Długa Berta

Myślę, że przypadki nie chodzą po ludziach, one naumyślnie ich wybierają, podobnie jak zdarzenia, stany, rzeczy, okoliczności… Dziś, kiedy wszyscy mądrzy ludzie, którzy w tym kraju jeszcze pozostali, walczą o prawa kobiet czarną falą zalewając plac przed Sejmem, cała reszta łączy się z nimi sercem i czarnym selfie w mediach społecznościowych, w moje ręce wpada książka cienka (tylko 160 stron!) i niezwykła. „Długa Berta”  Cucy Canals- przeczytałam ją szybko i na jednym oddechu, zamiast oczywiście skupić się na robocie zleconej przez bibliotekę, baśniowy klimat, czarny humor, brak logiki i ludzka głupota. Zupełnie jak dziś.

Mam prawie trzydzieści lat i kiedy ktoś mnie pyta, kiedy urodzę dzieci mam ochotę mu odpowiedzieć dosadnie, że w tym kraju ciężko o szczęśliwe życie, zwłaszcza dla dziewczynek, gejów i kobiet. Wydawać by się mogło, że bezpiecznie można mieć jedynie kota. Choć sympatia do tego gatunku zwierząt człowieka u władzy niespecjalnie przekłada się na walkę w obronie praw zwierząt… I tu znów klops, nie ma się czego chwycić. Strach się rozmnażać i zakładać rodzinę. Społeczeństwo bardziej oburza fakt, że ktoś domaga się przynależnego mu prawa wyboru i ochrony zdrowia, niż zbrodnia wykorzystania seksualnego 11- letniego dziecka oraz zmuszenie go do porodu- bestialstwo! Dygresja jak zwykle za długa, do książki wrócić należy.

Cała poetycka opowieść Canals rozgrywa się w większości w malowniczej,  bogatej w ubóstwo i wyjątkowych mieszkańców wiosce Navidad. Poznajemy „Długą Bertę”, jej szalonego ojca i na pozór spokojną matkę Robertę, przygłupiego Amadeusza Głuptaka i księdza Federico. Wszyscy są jednocześnie bardzo zwyczajni w swoich pragnieniach, troskach i marzeniach oraz nadzwyczajni zarazem. Wszystko za sprawą tęczy, zakazanej miłości, Różowej Najświętszej Panience i rywalizacji o władzę na mapie z miejscowością na P.

Autorka powieści w sprytny, humorystyczny sposób przemyca informacje na temat ludzkich błędów, przywar i głupot. „Długą Bertę” kończy wojna, jednak nie polsko- ruska, a różowo-niebieska. Wojna, jak to wojna- jest bezsensowna i krwawa. Ofiar dużo, zysków brak…

I to właśnie dziś, kiedy kolor czarny zasmuca, w ręce wpadł mi różowy, który mimo powierzchownej szaty, jest równie smutny… Tak, jak kiedyś Juan Quintana w obawie przed utratą córki, pobił ją… a w dalszej konsekwencji stracił życie, tak dziś Polska, okłada ciosami nas Kobiety… Zapłaczmy, a z nieba spadnie deszcz, tylko czy to coś zmieni?

 

Głupi jak osioł? Zastanów się czy warto tak mówić, kiedy osioł Federico ucieka od ludzi, ma rację!

Cuca Canals 

 

Wolności i godności,

Spryciara

czarnyprotest

Wyobraź sobie, że stoisz na rozgrzanym placu i bierzesz udział w jakimś szkolnym konkursie, niech będzie z „przysposobienia obronnego”.  Masz kilkanaście lat. Ładujesz broń, wykonujesz rozkazy, przyjmujesz pozy, a wszystko to według określonego schematu, z precyzją i szybkością. Szorstki mundur drażni twoje pokryte pryszczami plecy, równie pryszczata skóra na twarzy piecze jak cholera, pot się leje, ale jakoś ci idzie. Inni się wykruszają, po pewnym czasie zostaje  już tylko jeden przeciwnik. Niestety jest to prymus, ulubieniec dziewczyn, nauczycieli, ukochany syn, którego starzy kibicują z trybun. Jednym słowem godny przeciwnik, który jednak popełnia błąd i to Ty zwyciężasz konkurencję, co zostaje ogłoszone. Hurra!?

Tłum gromadzi się przy przegranym, pocieszając go i chwaląc jego wysiłki, nauczyciel także mu gratuluje walki do końca, a Ty stoisz sam, bo jesteś Henry Chinasky i nawet twoi starzy nie ruszyli tyłków z domu, by cię zobaczyć. Masz pryszcze, wdajesz się w bójki, pijesz i jesteś dziwny. Nikt Cię nie lubi. Codziennie dostajesz mega lanie odkąd stanąłeś na swoich wątłych nóżkach kilkulatka. Jesteś workiem treningowym swojego popieprzonego i sadystycznego ojca i nikt nie przychodzi ci z pomocą w tej cudownej Ameryce, w której spełnia się wszystkim „amerykański sen”. Tak proszę Państwa rodzi się mroczny, cyniczny talent Charlesa Bukowskiego….

 

„Piękne myśli i piękne kobiety nigdy nie zagrzewają miejsca”

Charles Bukowski

 

-Co czytasz?

-Teraz- Bukowskiego „ Historie o zwykłym szaleństwie”

-Aaaa to muszą być bardzo smutne opowieści …

 

W rzeczy samej, smutne, ale jakże prawdziwe, zaś sama poszarpana fabuła cholernie wciągająca. Charlesa poznałam „za dzieciaka”, tzn. zaczęłam od książki „ Z szynką raz” i potem jakoś trudno było mi wybić sobie z głowy to, co tam przeczytałam. Ta pierwsza z przeczytanych przeze mnie książek tego autora kładzie się cieniem na pozostałe, wpływa na odbiór i interpretacje, dlatego też w tym wpisie zaprezentuje Wam klasyczny subiektywny obiektywizm;-)

 

Charles Bukowski

Charles Mc Boski Bukowski jest autorem wymagającym. Dlaczego? Otóż jego opowieści przesycone są taką ilością alkoholu, iż nie sposób przeczytać ich na trzeźwo! Być może z tego względu czytając Bukowskiego dzierżę w jednej dłoni książkę, a w drugiej szklaneczkę whisky (na bogato) lub wina (gdy portfel groszem nie śmierdzi). Jak to dobrze się pośmiać, czy oburzyć kiedy Hank, Henry lub jakiś tam przypadkowy bohater jednej opowieści wda się w głupią bójkę, przyciśnie do ściany w chuci jakąś wątpliwej urody damę noszącą za to różowe majtki, zaś sam Bukowski puści pawia tuż przed spotkaniem z czytelnikami. W odpowiednich ilościach  ta proza jest na swój sposób relaksująca. Ba, nawet pouczająca. Bukowski jest bowiem facetem mrocznym, zapitym, ale też okrutnie inteligentnym, jego złote myśli wzbogacają Czytelnika i dają mu na wstrzymanie, jeśli chodzi o głupią życiową pogoń za czymś tam… istotnie ważnym.

 

„Różnica między sztuką, a życiem polega na tym, że sztuka jest znośniejsza”

 

Człowiek fascynujący, ale z daleka. No bo powiedz Drogi Czytelniku, czy chciałbyś się z Bukowskim  spotkać, przeżywać dłużej niż tydzień, wytrzeć jego pawia, zmyć jego gary, zrozumieć go? Byłoby to trudne, zwłaszcza jeśli jesteś pedantem. Być może właśnie dlatego świadomy swego naznaczenia Bukowski spędził życie w otoczeniu wielu osób, przyjaciół od kieliszka i interesu, jako człowiek samotny. Cenię go za dystans, czarną barwę poczucia humoru i skromność. Lubię to, co wyszło spod jego pióra. Zabawne, że dzięki niemu inaczej przechodzę obok otulonych oparami alkoholu, śpiących na gwoździa dżentelmenów. Trochę to głupie, wiem.

 Charles Bukowski

 

„Prawie każdy człowiek rodzi się geniuszem i jest pochowany jako idiota”

 

 

 

 

 

 

Serdeczności,

Spryciara

 

Wpis zawiera cytaty Charlesa Bukowskiego

Zawsze uważałam, że podróże dookoła świata muszą być fascynujące. Wydawało mi się, że podróżowanie czyli poznawanie nowych kultur, krain geograficznych, zmaganie się z przeciwnościami losu i bycie w drodze jest wspaniałe… jednym słowem PRZYGODA! Przygoda zarezerwowana tylko dla odważnych, na szczęście dla reszty pozostaje jednak równie interesująca alternatywa, mianowicie KSIĄŻKA. Nie muszę chyba dodawać, że zaliczam się do tego drugiego zbioru. Jako przedstawicielka osób bojących się dzików, wysokości i krwi nawet nie marzę o tym, by z plecakiem wybrać się w podróż do Tybetu.  Udało mi się jednak poznać tę niezwykłą krainę od pięknej, fascynującej strony, a to za sprawą malarki i pisarki, Aya Goda i jej magicznemu „TAO”. Tutaj powinno pojawić się „serduszko” .

Aya Goda

Aya Goda

„TAO” to opowieść o dwóch pokrewnych duszach, które los zetknął w podróży i połączył wspólną przygodą i uczuciem. Nie brakuje w nim ważnych w kulturze Chin i Tybetu zwrotów i faktów historycznych, uczuć, które nie wymagają nazywania pasji-pasją, a miłości- miłością (Azjaci są w tym temacie wyjątkowo oszczędni), jest za to wspólne przebywanie, empatia i wyrozumiałość. Dla zepsutego wzniosłym „Ja” świata zachodu  jest to zjawiskowo piękne, ale też tak bardzo „egzotyczne” i niezrozumiałe do końca.

W opowieściach Aya i Cao o Tybecie najbardziej ujęła mnie historia „mistrza ceremonii w pochówków przez powietrze”. Tseren, którego poznajemy w czwartej części powieści, zajmuje się  pochówkiem przez powietrze, jest więc grabarzem, ale jakże wyjątkowym.

Mieszkańcy Tybetu z uwagi na trudne warunki, w jakich przyszło im żyć, wydają się obcować w 100% w zgodzie z naturą, przystosowując się do łańcucha, jaki jest w przyrodzie przypisany. Zjadanie się, umożliwiające przetrwanie jest czymś naturalnym. Robaki i ryby jedzą ludzkie ciało, psy jedzą kupy i padlinę, odchodami jaka pali się w piecu, etc.  Nic nie może się zmarnować, nawet ludzkie odchody,  które ze smakiem są zjadane właśnie przez psy.

Wracając do pochówku; otóż występują jego cztery rodzaje; poprzez spalenie- tylko dla najbogatszych, poprzez ziemię- dla zmarłych na choroby zakaźne, w wodzie- dla niemowląt i samobójców oraz przez powietrze- dla wszystkich pozostałych. Ostatni jest najciekawszy! Wysoko w górach na specjalnej platformie odbywa się ta interesująca i przez Europejczyków być może nazwana „makabryczna” ceremonia.  Przywiezione na specjalnym wózku owinięte w płótno nagie zwłoki układa się na kamieniu rzeźniczym, przywiązując jednocześnie głowę za pomocą liny do dużego kamienia. W tym samym czasie zapala się ogień, by dymem dać sygnał ptakom. W  dalszej kolejności mistrz ceremonii odkrawa części ciała ludzkiego i rzuca je sępom na pożarcie. Makabryczne? Wydaje się, że tak jednak poznając bliżej kulturę i warunki panujące w Tybecie, wydaję się to być nieco bardziej naturalne rozwiązanie. Żywi, mają szanse przeżyć, a martwe ciało zostaje wykorzystane w 100%. Poza tym Tybetańczycy wierzą, że dusza nieboszczyka, którego ciało nie zostanie w całości zjedzone przez sępy, będzie się tułać po świecie i cierpieć, dlatego też dbają o solidną zapłatę dla mistrza ceremonii, którego jednak wolą omijać na ulicy- za paznokciami może mieć bowiem nadal strzępki ludzkiego ciała…

TAO na swoich niespełna trzystu stronnicach mieści wiele równie interesujących i prawdziwych historii. Wybrałam tę, ze względu na osobiste zainteresowania lękiem egzystencjonalnym, od lat badanym w ramach Terror Management Theory.

Nie mogę zakończyć tego wpisu nie zwracając uwagi na trudną sytuację Chińczyków zmuszonych do życia w socjalistycznych Chinach. Kiedy Cao Yong wreszcie ucieka w tego kraju, w którym rządzi zakaz, bezpieka i donosicielstwo, dręczy mnie lęk… widziałam bowiem „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego, ostatnie wyrazy do momentu, w którym pojawia się hasło „wylądowaliśmy”, czytałam  niemal na bezdechu w obawie przed awarią samolotu. Yong miał  więcej szczęścia, niż Witek- główny bohater filmu Kieślowskiego, dzięki czemu cały świat mógł się poznać na jego wspaniałym talencie. Wielka w tym również zasługa Aya Gode, bez której to wszystko mogło się po prostu nie udać.

Podsumowując, wspaniała książka! Dzięki niej poszerzyłam swój horyzont, poznałam magiczne krainy i obowiązujące w nich normy społeczno- polityczne. Śmiem twierdzić, że rozumiem więcej, ale wiem wciąż za mało… Ot, magiczna moc lektury!

 

praca wre by Spryciara

praca wre by Spryciara

Dla zainteresowanych przekazuję link obrazujący twórczość Cao Yonga. Prawda, że wielki artysta?:)


http://caoyong.us/

 

Mieliście  w rękach tą magiczna książkę?!
Jakie są Wasze odczucia po jej lekturze.
Dzielcie się proszę swoimi spostrzeżeniami w komentarzach!

 

Serdeczności!

Spryciara


  • RSS