„Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” Mario Vargasa Llosy


Przeczytałam. Refleksja jaka mi się nasuwa po tej niezwykłej lekturze ma w zasadzie formę pytającą. O co kobietom chodzi w życiu?

Historia kobiety o wielu paszportach, dowodach i nazwiskach, nie dotyczy jej samej konkretnie. Mam wrażenie, że jest to pewien prototyp osobowości kobiet, kobiecych wyborów miłosnych i życiowych.

Dlaczego zawsze bardziej atrakcyjny dla kobiety  wydaję się być partner toksyczny, często obiektywnie mało przystojny, ale pewny siebie i władczy, nawet jeśli niszczy? Dlaczego kobiety stronią od mężczyzn dobrych, spokojnych, przewidywalnych, a jeśli już wybierają życie przy ich boku, to najczęściej z litości, nudząc się przy tym okropnie? Tego nie wiem, ale  nie mogę uwierzyć, że jedynym motywem są pieniądze. Nie ma bowiem nic gorszego nic pieniądze zamożnego małżonka. Kobieta jest nimi otoczona i nie może ich dotknąć, zarządzać nimi i ich wydawać. To ten sam dramat, co dramat dziecka obserwującego ciastka z wystawy pobliskiej cukierni. Czy więc gra jest warta świeczki? Mmm, być może zależy to od tego, co kobieta ma do stracenia. Jeśli jak w przypadku Niegrzecznej Dziewczynki, na początku- nic, ryzykować można wiele. Potem ryzyko wchodzi w krew.

Interesująca powieść, pokazująca skomplikowaną naturę kobiety o osobowości nieco psychotycznej. Kobiety doskonale kłamiącej, żyjącej urojeniami, pozbawionej większej empatii, ale też dążącej do niezależności i przyjemności, kobiety uszczęśliwiającej mężczyzn, kobiety, którą mężczyźni pożądają.

To, czego zawsze można się spodziewać, gdy powieść dotyczy silnego charakteru, płci żeńskiej, to smutne rozliczenie i nieciekawy koniec życia bohaterki. Tak jak w przypadku Markizy i Nany była oszpecająca ospa, tak w przypadku Niegrzecznej Dziewczynki, jest rak, pozbawiający ją kobiecych przymiotów: piersi, macicy, piękna. Szkoda, że tylko z  kobietami pisarze rozliczają się w ten sposób. Ile jest męskich charakterów, łamiących serca, lubujących się w namiętnościach, seksie i pieniądzach, którzy nie giną w ten sposób. Piętno katolicyzmu. Być może..była kara i jest pokuta, szkoda, że wybiórcza. Przez zakończenie, książka traci wydźwięk i staje się beznadziejnym romansem z przodującym motywem poświęcenia i wybaczenia. Tak go skrzywdziła, ale on i tak był z nią w chorobie do końca jej dni, ach, zaraz uronię trzy łzy na cześć jakże wzniosłej męskiej postawy… postawy,  którą dotychczas obserwować mogłam jedynie na łamach zapisanych drukiem stronnic.

 

Czy ktoś z Was jest po lekturze szelmostw? Jeśli tak, podziel się Drogi Czytelniku swoją refleksją.

 

Autor: Spryciara