Festiwal Nowe Horyzonty, już za nami, a mnie naszło na wspominki…

 

Jednym z filmów, jakie miałam przyjemność zobaczyć, był film Leosa Caraxa „Kochankowie z Pont Neuf”.

 

Carax, znany z oryginalnego przedstawiania na pozór prostych tematów, opowiedział losy kochanków w sposób bardzo przewidywalny. Zaznaczyć jednak należy, że film ten pochodzi z 1991 roku, a na przestrzeni ponad 20 lat, reżyser nie tylko dojrzał, ale też wypracował sobie charakterystyczny dla siebie styl. Nie mniej jednak, miło było cofnąć się w czasie, by poznać młodego, zapewne przepełnionego ideami reżysera oraz jego młodzieńczą perspektywę.

 

 

Obraz, który razi zapachem.

Było kilka takich momentów, podczas których moje myśli krążyły wokół decyzji o wyjściu z seansu. Bezdomność, alkoholizm oraz całokształt barwy paryskiego marginesu społecznego, został pokazany tak wiernie, intensywnie i szczegółowo, iż w kinie czuło się zapach „żulerni”. Moja niepodjęta koniec końców decyzja o wyjściu, wiązała się z obawą, że „nie dam rady”, że jest to za mocne, a nie z ogólnym stosunkiem do obrazu. Owe nie dam rady, to po prostu zmęczenie tematem bezdomności, marginalizacji, uprzedmiotowienia… oraz bezsilność człowieka, który mimo że ma kredki, to nie potrafi nic sensownego narysować.

 

 

Motyw oka.

 

Były też momenty, kiedy to zaciskałam powieki lub tępo patrzyłam na swoje kolana, wszystko przez wszechobecny motyw oka. Oko, moja pięta achillesowa, zawsze mnie osłabia. Nie będę się nad tym rozwodzić, gdyż być może nie dotrwam do końca akapitu. Jeśli jednak kogoś oko, jego choroby i metafory z nim związane, nie przeraża, to film zapewne bardzo mu się spodoba.

 

 

Miłość, która wzrusza, mnie napawa lękiem.

 

Wychodząc z kina zauważyłam kilka par, trwających w namiętnym uścisku, tudzież wymieniających pocałunki w sposób żarliwy i pełen ideologicznego charakteru względem zjawiska miłości właśnie. Cóż, film był o miłości, prawda. Może i był happy end. Dla mnie jednak ta historia miała tak zwany ciąg dalszy, któremu daleko będzie od happy endu. Zaborczość i zazdrość manifestująca się wcześniej podpalaniem, kłamaniem czy zepchnięciem do wody, powróci ze zdwojoną siłą bumerangu, przy każdej różnicy zdań. Ludzie się nie zmieniają, miłość też nie zmienia ludzi. Jest już o tym jakiś film?

 

 

Pozdrawiam,

 

Spryciara