Wpisy w kategorii: C’est ca

Czarny czwartek, czarny protest i różowa książka. Wspaniała. Jej barwny wydźwięk nie poprawił mi humoru, ale skłonił do refleksji. Dlatego właśnie przedstawiam Wam „Długą Bertę” ze składu książek, #3,50.

Długa Berta

Myślę, że przypadki nie chodzą po ludziach, one naumyślnie ich wybierają, podobnie jak zdarzenia, stany, rzeczy, okoliczności… Dziś, kiedy wszyscy mądrzy ludzie, którzy w tym kraju jeszcze pozostali, walczą o prawa kobiet czarną falą zalewając plac przed Sejmem, cała reszta łączy się z nimi sercem i czarnym selfie w mediach społecznościowych, w moje ręce wpada książka cienka (tylko 160 stron!) i niezwykła. „Długa Berta”  Cucy Canals- przeczytałam ją szybko i na jednym oddechu, zamiast oczywiście skupić się na robocie zleconej przez bibliotekę, baśniowy klimat, czarny humor, brak logiki i ludzka głupota. Zupełnie jak dziś.

Mam prawie trzydzieści lat i kiedy ktoś mnie pyta, kiedy urodzę dzieci mam ochotę mu odpowiedzieć dosadnie, że w tym kraju ciężko o szczęśliwe życie, zwłaszcza dla dziewczynek, gejów i kobiet. Wydawać by się mogło, że bezpiecznie można mieć jedynie kota. Choć sympatia do tego gatunku zwierząt człowieka u władzy niespecjalnie przekłada się na walkę w obronie praw zwierząt… I tu znów klops, nie ma się czego chwycić. Strach się rozmnażać i zakładać rodzinę. Społeczeństwo bardziej oburza fakt, że ktoś domaga się przynależnego mu prawa wyboru i ochrony zdrowia, niż zbrodnia wykorzystania seksualnego 11- letniego dziecka oraz zmuszenie go do porodu- bestialstwo! Dygresja jak zwykle za długa, do książki wrócić należy.

Cała poetycka opowieść Canals rozgrywa się w większości w malowniczej,  bogatej w ubóstwo i wyjątkowych mieszkańców wiosce Navidad. Poznajemy „Długą Bertę”, jej szalonego ojca i na pozór spokojną matkę Robertę, przygłupiego Amadeusza Głuptaka i księdza Federico. Wszyscy są jednocześnie bardzo zwyczajni w swoich pragnieniach, troskach i marzeniach oraz nadzwyczajni zarazem. Wszystko za sprawą tęczy, zakazanej miłości, Różowej Najświętszej Panience i rywalizacji o władzę na mapie z miejscowością na P.

Autorka powieści w sprytny, humorystyczny sposób przemyca informacje na temat ludzkich błędów, przywar i głupot. „Długą Bertę” kończy wojna, jednak nie polsko- ruska, a różowo-niebieska. Wojna, jak to wojna- jest bezsensowna i krwawa. Ofiar dużo, zysków brak…

I to właśnie dziś, kiedy kolor czarny zasmuca, w ręce wpadł mi różowy, który mimo powierzchownej szaty, jest równie smutny… Tak, jak kiedyś Juan Quintana w obawie przed utratą córki, pobił ją… a w dalszej konsekwencji stracił życie, tak dziś Polska, okłada ciosami nas Kobiety… Zapłaczmy, a z nieba spadnie deszcz, tylko czy to coś zmieni?

 

Głupi jak osioł? Zastanów się czy warto tak mówić, kiedy osioł Federico ucieka od ludzi, ma rację!

Cuca Canals 

 

Wolności i godności,

Spryciara

czarnyprotest

Londyn, teatr i niesamowicie dobra narracja- to wystarczyło, abym pokochała „Buddę z przedmieścia” autorstwa Hanifa Kureishi. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, iż aby Was- Drodzy Czytelnicy zachęcić do sięgnięcia po tę niezwykłą książkę, muszę opowiedzieć nieco więcej. Proszę bardzo- to dla mnie wielka przyjemność!

Budda z przedmieścia

Mężczyzna- osobnik płci męskiej, dowolnej rasy. Jaki powinien być, aby wzbudzać szacunek, sympatię, a nawet zachwyt? Zdania mogą być podzielone. Czy ów mężczyzna powinien być przystojny, bogaty, a może niezwykle inteligentny? Najlepiej pełen pakiet! Czy jednak nie straci w naszych oczach, gdy rzeczywista sytuacja obnaży jego absolutny brak umiejętności podstawowych, chociażby takich jak przygotowanie śniadania? Cóż, Karim- główny bohater powieści „Budda z przedmieścia” zderzając te dwa odległe światy, jakim była rzeczywistość, a więc proza życia i super ego człowieka doskonale mu znanego, stwierdził, iż jego ojciec jest po prostu żałosny i kompletnie mu nie imponuję. Wówczas w Londynie, w jednym z mieszkań bezpowrotnie upadł MIT mężczyzny, jaki wykreowały Indie.. W Londynie nie obowiązywał bowiem system kastowy… obowiązywał jednak klasowy; dobrze urodzeni, inteligenci kontra klasa robotnicza, zamieszkująca na przedmieściach Londynu…

Zupełnie niesłusznie, imigranci zostali wykluczeni z tej pierwszej, pomimo oficjalnie przyjętej poprawności politycznej. Nie mogli być jak rdzenni mieszkańcy, więc przyjęli pozycję po przeciwnej stronie bieguna. Często szczycili się tym, iż się nie uczą, nie rozwijają, nie pracują… zupełnie nieświadomie zamykając sobie drzwi do lepszego świata, o którym przecież marzyli- oni, ich rodzice, dziadkowie , a także krewni, którzy planowali rozpocząć życie w lepszym świecie- UK!

Czy o tym jest tak książka? I tak, i nie. Losy Karima- potomka rdzennej Brytyjki i Hindusa, ocierają się podobny zarys rzeczywistości- jednak nie wyczerpuje on tematu. Bohaterowie Kureishi są autentyczni, chwytają się ludzkich umysłów i na długo zapadają w pamięć. Każdy z nich jest inny; zarówno w zbiorze, jak i pomiędzy zbiorami- a wiec zupełnie inny niż Czytelnik. W każdej wariancji. To właśnie ta „inność” sprowadza na Czytelnika natrętne myśli dotyczące podobieństw i nierzadkiej niesłuszności własnych postaw i przekonań. Dodam, iż cieszy mnie punkt widzenia autora- nie dzieli on bowiem społeczeństwa na dwa zbiory MY-ONI, a wskazuje nawet na wewnętrzne konflikty, chociażby pomiędzy imigrantami , którzy jak się okazuję, również bywają uprzedzeni chociażby względem Pakistańczyków.

 

„Budda w z przedmieścia” skłania do refleksji, ale co ważniejsze dodaje odwagi w pogoni za własnymi marzeniami i ich realizacją, jednocześnie boleśnie przestrzegając, iż samo spełnienie marzeń, nie uczyni nas szczęśliwymi ludźmi.

Mnie osobiście wątek Karima- chłopaka, który na początku zupełnie od niechcenia staję się aktorem, uwiodła najbardziej. Podobnie z resztą jak ten cały egotycznie i seksualnie rozbuchany świat artystów. Sceptycyzm i pożądanie czasem nie mogą się wykluczać. Zwłaszcza jeśli mowa o sztuce przez wielkie „S”- ktoś musi poświęcić swój tyłek…w przenośni i dosłownie, warto zatem nosić przy sobie wazelinę.

Kureishi nie kończy optymistycznie, ale daję nadzieję i poucza. Zmiana i chaos, a także mieszane uczucia względem otaczających nas osób stanowią stały element naszego życia. Czy to w Londynie, czy w Nowym Jorku, czy też we Wrocławiu… Serdecznie polecam lekturę „Buddy z przedmieścia”!

 

Powyższy wpis dotyczy książki Hanifa Kureishi „Budda z przedmieścia”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa ZNAK w 2015 roku.

Lala, Laleczka, Lalunia… Helena Bieniecka z nazwiska, kobieta silna, mądra i fascynująca z opowieści…

"Lala" J. Dehnel

„Lala” J. Dehnel

Skąd to wszystko wiem? Cóż, z powieści,  którą miałam okazję niedawno przeczytać. „Lala” autorstwa Jacka Dehnela zauroczyła mnie i przeniosła w odległe czasy, pogłaskała życiową pokorę i psikusem obudziła dawno uśpiony podziw dla kobiet, tych znanych i zupełnie mi obcych. Kobiet przewrotnych, urokliwych i silnych duchem, choć wątłych figurą. Matek, ciotek, babć i prababek, które mimo przeciwności losu i egoistycznych pobudek kurdupli zwanych „władcami”, żyły jak ta lala i życia uczyły innych…

„Lalę” czyta się z uwagą należną każdej ciekawej historii. Historii, którą choć można by przypisać nie jednej polskiej rodzinie, po przeczytaniu powieści Dehnela niezmiennie odtąd kojarzyć się będzie już tylko z jedną, wyjątkową i tak polsko krnąbrną rodziną. Ta wspomniana typowa polska krnąbrność to splot genów polskich, niemieckich i rosyjskich, które dają się bliżej poznać na przestrzeni życia uroczej wnuczki Pana Brokla- Heleny,  której wnuk słowami wybudował pomnik na jej właśnie cześć „Lala”  imię mu nadając.

Mimo niespójnej struktury i braku silnej linii narracji, która wpędza Czytelnika w odległe w czasie zakamarki tajemnic rodzinnych, tylko po to by za moment przywrócić go do teraźniejszości, „Lala” ma swój urok. Roztkliwia wspomnieniami, czułością ludzką i piękną polszczyzną. Dawno już nie czytałam książki, której autor w tak umiejętny sposób splatałby ze sobą słowa z języka codziennego z tymi zaczerpniętymi ze sztuki i nauki.

Wiele jest tu spraw, wiele wątków i bohaterów też wielu. Trudno to wszystko spamiętać, ale nie trzeba… najważniejsze i tak pojawia się na koniec. „Lala” pokazuje, że nieuchronnie nadchodzące pożegnanie zaprosić może do wspólnego przeżywania w teraźniejszości, przeszłości i poniekąd przyszłości… słowo zapisane posiada bowiem gen nieśmiertelności.

Przepis na pyszną zupę z Lisowa, czy słodką kawę za czasów okupacji przetrwa zatem kolejne lata..

Piękna polska jesień w towarzystwie „Lali” to doskonale dobrana kompozycja smaków, barw, kolorów, słów, znaczeń, metafor i opowieści. Przekonajcie się sami.

"Lala"

„Lala”

 

Spryciara

Dziś opowiem o książce, która jeden dzień cieszyła moje spragnione słów spisanych, więc wyrazów oczy, zaś znacznie dłużej zagościła w serca mego pamięci. „ Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego kusi i bawi słowem dosadnym, smutnym, ludzkim i krnąbrnym, bo przeistaczającym się w obraz. Widać taka dola reżysera, iż tworzy słowem obrazy, nawet na papierze ;-)

"Dwanaście słów"

„Dwanaście słów”

Do narracji wracając, artystycznego wyrazu i bohaterów… przyznać muszę, iż wielki problem sprawiłoby mi opisanie tej książki jedynie i aż w 12 słowach. Mimo to, 12 słów nie przypadkowo dobrane, pasuje jak ulał do dialogów głównych bohaterów. Nie mówić za dużo, by zbyt wiele nie zdradzić, by mieć ochotę na więcej, jednocześnie tak bardzo nie obnażając pragnienia miłości… miłości ludzkiej, której ani drewniany Jezus na krzyżu, Bóg, ani muzyka i idee nie są w stanie zaspokoić w sposób, jaki potrafi to zrobić drugi człowiek.

O tym właśnie jest ta książka; o ludzkim pragnieniu miłości, chęci jej okazywania i obdarzania nią, pragnieniu tak głupio tłumionym przez te wszystkie schematy, obrządki, wstyd i poczucie niższości, sprytnie maskowanej wyniosłością…

W tym kontekście „(…) chciało jej się ruchać.” nie razi tak bardzo, a jedynie dosadnie przedstawia ludzkość z całym jej inwentarzem. Czy to dobrze, czy źle? Nie o tym tu należy dyskutować. Książkę polecam, a Kolskiego podziwiam za zmysł obserwacyjny i przedstawienie historii nie gorzej od jednego uczonego psychologa, co to w ludzkich historiach siedzi po uszy. Struktura bohaterów, ich charakterów, schematów poznawczych, pragnień i zachowań… jest nieskromnie doskonała i trafiająca w sedno. Kto się bowiem kocha tak czule i tęskno jak nie narcystyczno oralni…

CAM02175

„Moją matką bądź tylko w lepszej, kobiety mej odsłonie.
Napraw to, co ona zepsuła.”

 

To moje… i aż 14 słów;)

Pozdrowienia śle

Spryciara

„Smak miodu”

1
IMG_20140727_185421

książka

erotyczne spazmy,

myśli namiętne

mimo, że ze słownika skreślone

i z życia wyklęte

wciąż obecne

… na szczęście

 Są kultury, w których nie można mówić otwarcie o seksualności, potrzebie miłości, czy hedonizmie. Człowiek jest czysty, odziany w białe szaty i obmyty świeżą wodą, jego język jest pozbawiony wszelkich słów z seksem związanych, nie mówi się „uprawiałem seks”, „kochałam się”, tylko „spałem z nią”, bez względu na to, czy to tylko sen, czy aż spółkowanie.

„Gdy ci go wetknie, zalewaj się łzami i wypowiadaj nieprzyzwoite słowa- to zawsze wzmaga głębie przeżycia i siłę orgazmu”. Jego orgazmu. Takiej instrukcji czasem udziela matka, wychodzącej za mąż arabce. Podobnego typu przekonania, które śmiało można zatytułować „szczęśliwy i spełniony mężczyzna-instrukcja obsługi”, dbają o męskie rozkosze, potęgując anorgazmie i pochwice u kobiet. Udawany orgazm zmywa bowiem chęć przeżycia tego prawdziwego dość skutecznie. Salwa an-Nu’jami autorka książki „Smak miodu”, zdająca sobie sprawę z braku świadomości i edukacji arabów w dziedzinie seksuologii, gorzko zauważa, iż pozorna wstrzemięźliwość, cenzura i o zgrozo, bolesna niewiedza w obszarze ludzkiej seksualności, ” (…) to norma w czasach seksualnego upadku, jaki moja kultura teraz przeżywa”.

„Smak miodu”, to delikatny erotyk, będący kobiecym manifestem: tak jesteśmy, tak kochamy się, tak lubimy przeżywać orgazmy i chcemy się uczyć, poznawać, smakować życie nie tylko to duchowe, ale i cielesne, chcemy to robić bez zakazów, poczucia winy, czy wstydu. W kontekście tego, co wiemy na temat kultury arabskiej, która po 11 września daleka jest od historii opisanych w baśniach z 1001 nocy, jest to manifest niezwykle odważny. Za tę odwagę i poznawczy głód, winno się zatem docenić autorkę, bowiem dzięki takiej postawie, coś może sie zmienić na lepsze.

Bohaterka powieści jest kobietą świadomą zarówno zakazów i hipokryzji, jak i własnej seksualności, którą z radością poznaje i przeżywa. Jest sama dla siebie wartością, a swojego życia nie podporządkowuje normom, do których przestrzegania nakłania społeczeństwo. Jej spotkania, przyjaźnie, seksualne relacje, czy przytoczone rozmowy, odkrywają prawdziwą naturę arabskich kobiet, które mimo nakazów, zakazów i uciśnień, czasem myślą o sobie i swojej przyjemności, nie mając do końca odwagi by powiedzieć, to co czują głośno… Przyjdzie jednak i na to pora.

 

„Tego bardziej kocham, kto więcej mnie nauczy”.

” Jesteś piękna, mówił (…). Nie jestem piękna, po prostu żyję”

 miłość w słowa ubrana

„Poszukiwanie błony dziewiczej w świecie arabskim jest teraz niczym szukanie igły w stogu siana,
a oczekiwanie na wzrost świadomości i kultury seksualnej arabskich dziewcząt to czekanie na Godota”.

Wydaję się iż, niniejsza książka ma szansę obudzić świadomość seksualną arabskich kobiet, by czekanie stało się działaniem, a wiedza zawładnęła umysły. Najbardziej seksualnym narządem, jaki posiada człowiek jest mózg, od niego wszystko się zaczyna...„Oprócz miłości najcudowniejsze jest mówienie o niej” -Loise Labe.

 Dla zainteresowanych: Salwa an-Nu’jami, „Smak miodu”, Grupa Wydawnicza Foksal, MMIX, wydanie II. Warszawa.

Autor: Spryciara

Przyciemnione światła, błysk w oczach widowni, wreszcie zaczyna grać muzyka, tancerze wyskakują z za kulis, światła kierują się na środek sceny, na której Ty stoisz i śpiewasz! To Twój ulubiony HIT..od lat wykonujesz go przed lustrem podczas codziennej toalety. Pierwsze występy sięgają jednak okresu dziecięcego, kiedy stojąc na krześle machałeś nieporadnie głową i rozciągałeś usta w niemym krzyku gwiazdy disco,  a znajomi spod trzepaka wdzięcznie bili brawo.

Każdy może być gwiazdą rocka, czy gwiazdą disco..od czego jest fantazja i dubbingowe wygłupy! Przecież większość wykonawców, uznanych za gwiazdy, wyprodukowane hurtem z wytwórni muzycznych, robi karierę aktywnie korzystając z tego właśnie patentu!

„We will dub you”! Oh yeah…

W cudny nastrój wprawił mnie pantomimiczno- akrobatyczny występ zespołu AIRNADETTE, goszczącego na 35 Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Grupa aktorów o doskonałych zdolnościach tanecznych, swoim performance wprawiła widownie w euforyczny stan; był biały proszek, konfetti, cekiny, dzika panterka i bahranowe majtki! Takiej dawki humoru, dystansu i pozytywnego flow dawno nie widziałam na polskiej scenie. Szkoda, iż polscy artyści nie mają w sobie takiego procentu bezkompromisowości i odwagi. Cudownie było móc zobaczyć performance, który w zabawny sposób odarł kulturę POP-u z „sacrum” , obnażając  śmieszne i małe profanum. Intencja twórcy muzycznego hit-u traci moc sprawczą, utwór zaczyna żyć swoim życiem, pokazując swoje różne oblicza, staję się karykaturalny… „Śpiewać każdy może”, nawet ten, kto nie potrafi, od czego jest dubbing!?

Duży szacunek dla scenarzysty i reżysera, stworzona z dźwiękowych wycinków różnego-filmowego i muzycznego pochodzenia, fabuła była lekka spójna i absorbująca uwagę, oddała istotę rozrywki naszych czasów: disco, pop, rock, art-pop… nevermind! „We will dub you!”

Poznajcie zespół:
http://www.airnadette.com/
i rozglądajcie się za biletami na ich kolejny występ!

 

Spryciara

 

Drodzy Moi Czytelnicy,

Dziś nieco sentymentalny wpis, otóż zamierzam się z Wami podzielić częścią siebie i tego co miałam w głowie, kiedy jeszcze byłam studentką..o szlachetnym sercu:) Przedstawiam Wam:

MANIFEST POMAGANIA

1.Kieruj się sercem i rozumem.

Staraj się dowiedzieć jak najwięcej o osobach/ organizacjach, które zamierzasz wesprzeć, tak aby twoja pomoc trafiła do prawdziwie potrzebujących.

2.Podaruj wędkę zamiast ryby.

Przyznawaj niewielkie sumy pieniędzy, wspieraj konkretne realne programy. Ucz potrzebujących samodzielności. Wspieraj w działaniu, nie wyręczaj.

3. Poświęć swój czas i energię.

Będąc filantropem, wzbogacasz nie tylko potrzebujących, ale i siebie.

4. Ustal priorytety.

Zamiast prestiżu, pożytek dla społeczeństwa.

5.Bądź przykładem.

Zarażaj swoją filantropią innych, zwłaszcza najmłodszych. Wypracowane w dzieciństwie pozytywne nawyki, zaowocują w przyszłości.

6.Bądź odpowiedzialnym człowiekiem.

Pomagaj w miarę możliwości i zasobów twojego portfela. Instytucje państwowe często zawodzą, ale to nie znaczy, że i ty musisz. Samo współczucie nie niesie pomocy, potrzebne są także twoje działania.

7.Czerp radość z dzielenia się.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale mogą dopomóc zdrowiu, życiu czy edukacji innych.

8.Bądź pokorny wobec życia i życzliwy dla innych.

Los bywa kapryśny. Nigdy nie wiesz co cię czeka za rogiem, ani kiedy Ty sam będziesz potrzebował pomocy.

9.Pomagaj jak potrafisz.

Pomoc potrzebującym nie ogranicza się jedynie do wsparcia finansowego. To także wszelkiego rodzaju zbiórki żywności, bądź odzieży, organizacja kiermaszu na cele dobroczynne, a także bezpłatne prace społeczne- wolontariat.

10.Miej oczy dookoła głowy.

W sklepach z artykułami codziennego użytku, znajduję się kilka marek, które przekazując cześć dochodu ze sprzedaży produktów, aktywnie wspierają działalność organizacji charytatywnych. Kupując produkt danej marki, wspierasz potrzebujących. Uważnie śledź, które marki i sklepy są przyjazne działalności charytatywnej i wspieraj potrzebujących, kupując oznaczone produkty.

 

Pozdrowienia,

Spryciara

 

 

Niejednokrotnie natknęłam się na informacje, iż swingersi oburzają się gwałtowanie, gdy ich styl życia jest charakteryzowany w sposób pozbawiający zabarwienia emocjonalnego. Ba, uczuciowego. Dla laika, swinging oraz poliamoria nie różnią się zanadto, zakładają bowiem związek otwarty na polu uciech cielesnych. W swoich różnych wariantach poliamoria faktycznie czasem może przypominać swingerstwo, jednak filozofia od której się wywodzą oba zjawiska, jest zgoła inna.

Swinguj, ale kochaj tylko mnie

Poliamoria oparta na uczciwości i wolności zakłada, iż para otwierając swój związek na doznania seksualne z innymi osobami, otwiera również swoje serca na miłość. Co więcej poliamoria zakłada także możliwość zakochania się w innych osobach bez konieczności uprawiania z nimi miłości fizycznej. Swingerstwo z kolei bazuje na monogamii emocjonalnej, przy jednoczesnym przyzwoleniu na seks z wieloma partnerami. Rodząca się pomiędzy parami przyjaźń nie jest wykluczona, natomiast zawsze poprzedza ją seksualne zaspokojenie.

Więcej:

Anapol, D. (2013). Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam

 

Więcej żon, to więcej dzieci? Cóż, najnowsze badania wskazują na omylność tego przekonania. Poligamia nie sprzyja płodności kobiet, które dzielą zarówno harem, jak i męża.Bowiem z ewolucyjnego punktu widzenia jeden mąż nie zrealizuje potrzeb kobiet oraz ich potomstwa, mimo że tak zapewnia kultura.

Zachód lubi mono.

Czym jest monogamia? Według definicji jest to „stan, zasada lub zwyczaj pozostawania w związku małżeńskim tylko z jedną osobą”. Przytoczona definicja wskazuje na stan raczej prawny, aniżeli duchowy czy cielesny, nie ma więc mowy ani o zdradzie, ani o zazdrości. Monogamia nie gwarantuje też wierności, mimo to znaczna większość europejskiego społeczeństwa oraz społeczeństwa amerykańskiego, uważa iż związki monogamiczne są najbardziej optymalną formą relacji. W kontekście przytoczonych danych, trudno uwierzyć, że aż w 84% kulturach, poligamia oraz społeczne przyzwolenie na harem są powszechne. Odpowiednik poligamii, a więc poliandria nie jest już tak popularny, bowiem tylko 0,5 % wspólnot zezwala na posiadanie kilku mężów, co po raz kolejny wskazuje na nieuzasadnioną dominację pierwiastka męskiego w świecie.

Harem, komu, po co i dlaczego?

Popularność haremów tłumaczy się często potrzebą opieki nad kobietami, których jest więcej niż mężczyzn oraz zapewnieniem biologicznej nieśmiertelności poprzez posiadanie licznego potomstwa. Jak się jednak okazuję poligamia nie sprzyja płodności. Przeprowadzone badania dowiodły, iż kobiety pozostające w monogamicznych związkach były bardziej płodne, niż te ze związków poligamicznych. Wyjątek stanowiła jedynie pierwsza żona w haremie. Co prawda instytucja haremu doskonale sprawdza się w świecie zwierząt, na przykład koni czy goryli, dla świata ludzi monogamia, dziś seryjna monogamia, pozostaje naturalną formą reprodukcji.

monogamia

Podsumowując, poligamia stanowi wtórną i raczej oportunistyczną strategię reprodukcyjną, powstałą w wyniku zaspokojenia męskiej potrzeby władzy i dominacji, strategii, która zawodzi w obszarze, dla którego teoretycznie została powołana, a mimo to nadal funkcjonuje.

Więcej:

Anapol, D. (2013) Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam Pasek

Ciekawość moja nie zna granic, tym razem padło na relacje damsko- męskie. Uczciwie dodam, iż pierwiastek męski częściej mnie zajmuje, a to za sprawą zmienności w jego osobistym zbiorze kobiet, kobietek, dziewcząt, panienek…etc.
Kiedy pytam mężczyznę o kobietę: „Jak tam X-Panna?”, zdarza się, że zapytany delikwent odpowiada: „Nie przypominam jej sobie”, „To nic takiego”, „Co?”, „To nic poważnego” lub co gorsza „Weź przestań…”. Okay,rozumiem. Jednak przypominając sobie wpatrzone w owego delikwenta oczy X-Panny, tak zwane oczy cocker spaniela, śmiem sądzić, że ona na podobne pytanie odpowiedziałaby nieco inaczej… chociażby „Poznajemy się”, „Jest cudowny”albo „Zobaczymy”.
Opisana sytuacja zmusza do zadania kilku pytań:
1. Skąd dana dziewczyna ma wiedzieć, że w uznaniu faceta jest „tą na teraz”, „ było miło”, „nie, to nie ta”?
2. Czy kobiety szybciej angażują się w relacje, niż mężczyźni? Czy tylko grają?
3. Dlaczego oko cocker spaniela przylgnęło do płci pięknej?

Pytania niby głupie i pewnie nigdy bym ich nie zadała, gdyby nie wyniki badań, do których dotarłam dzisiejszego wieczoru.

Doctor Helen Fisher, autorka modelu dzielącego miłość na trzy rodzaje:pożądanie, miłość romantyczną i więź, przestrzega: „Nie kopulujcie z osobami, w których nie chcecie się zakochać!”
Dlaczego? Cóż, jak tłumaczy Fisher, testosteron odpowiedzialny za pożądanie, może uruchomić neuroprzekaźniki, które odpowiadają za miłość romantyczną. Co więcej, sam orgazm uwalnia oksytocynę, hormon odpowiedzialny za budowanie więzi… Pójdźmy dalej! Wazopresyna, inny hormon prężnie działający w obszarze więzi,  zwany jest „ monekułą monogamii” (Robi się niebezpiecznie…). Jednak jego działanie jest w większym stopniu uwarunkowane genetycznie, jak zauważył Hasse Walum, mężczyźni u których wazopresyna działała słabiej, gorzej sprawdzali się w roli mężów. (I oto cała filozofia; hormon, nie charakter czy brak odpowiedzialności;)).
Z kolei Maria Robinson, autorka „Peace between the sheets”, przekonuje, iż orgastyczna wstrzemięźliwość, może zapobiec jałowości i rutynie w związku. Zdaniem badaczki, powstrzymywanie się od uwalniających dopaminę orgazmów, które zostanie wzbogacone o  pieszczoty, np. głaskanie, wpływa pozytywnie na budowanie więzi oraz budowanie relacji odpornej na seksualne pokusy. Są to raczej spekulacje, jednak jeśli okażą się prawdziwe, pozwolą na wyjaśnienie innej zależności pomiędzy kobietami, orgazmem, a przywiązaniem. Otóż kobiety, które stosunkowo rzadko osiągają orgazm podczas seksualnego zbliżenia, bardziej się przywiązują do swojego partnera! Tymczasem mężczyźni osiągający orgazm w akcie miłosnym zawsze i bez problemów, z biegiem czasu mogą doświadczyć spadku intensywności pożądania wobec tej konkretnej partnerki.
Wnioski są następujące:
1. Dla dobra relacji kobiety i mężczyźni winni czasem powstrzymywać się od orgazmu.
(Chociaż szczerze wątpię, by frustracja mogła przerodzić się w chęć głaskania i przytulania… czego nie robi się w imię miłości:D)
2. Kobiety, nie osiągające orgazmów w czasie stosunku, dla równowagi powinny ów orgazm osiągnąć i kochać się bez syndromu cocker spaniela, zwłaszcza nieodwzajemnionego.
kiss

Oczywistym jest, że związki miłosne i relację międzyludzkie zależą od większej ilości złożonych czynników niż geny, hormony, czy neuroprzekaźniki. Głupotą byłoby jednak ignorować biochemię zwłaszcza, że tak wiele piszę się teraz o chemii miłości:)

Polecam: http://www.psychologia-spoleczna.pl/aktualnosci/1369-pachnaca-atrakcyjnosc.html

Wszystkim zainteresowanym orgazmami kobietkom polecam artykuł dla dorosłych: http://seksualniesensualnie.uchwycone-chwile.pl/2013/05/07/cwicz-swoj-orgazm-olimpiada-dla-napalonych-kobiet/


  • RSS