Wpisy w kategorii: Myśl ulotna

Bywa suką, kiedy spogląda w lustro, kiedy się kocha z przypadkowo poznanym mężczyzną i także wtedy, gdy zwalnia lub awansuje swoich ludzi. Tak często o niej mówią „suka”, że sama tak o sobie myśli, a co gorsza w to wierzy… Tymczasem Ewita Szot to inteligentna, odważna, atrakcyjna kobieta, którą życie nie rozpieszczało, a ona i tak okiełznała jego żywioły i ocaliła w sobie dobro.

 #suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka  #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

#suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

Suka mała w koncie stała i tak się przechwalała: zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie, umiem wiersze opowiadać,  tyra ryra ryra tyra, tańczę, kiedy gra muzyka..- tańczyć to
i ona może potrafi ale jak jej zagra ten jej facet! Skubana suka złapała takiego, to już go nie puści. Przystojny, bogaty, przyrodzenie ma niczym dobry kruszec warzące i na swoim miejscu zamocowane. Co za suka zabiera kobietom w wieku dojrzałym, pięknym, inteligentnym
i doświadczonym,  rówieśników z rynku matrymonialnego? Tylko parszywa suka!

 

„SUKA”. O tym jak często to okropne słowo jest nadużywane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety uświadomiła mi Krystyna Kofta w książce, którą popełniła w ubiegłym roku „Suki”. Przyznam, że Kofta dotkliwie zadała cios etyce i kulturze osobistej, jaką sądzimy, że reprezentujemy- my intelektualiści
i intelektualistki, wolni ludzie. Też coś!

Na kolana zupełnie powala „Traktat o sukach”, jaki na łamach powieści tworzy pisarka Adela, jedna z głównych bohaterek książki, choć sama z „typową” suką się nie kojarzy, to i tak często tym słowem obrywa. Adela zauważa w jaki sposób to słowo, używane z taką lekkością rani, krzywdzi, a co gorsza na dobre wdziera do jakże wybitnego języka polskiego i wachlarza nawyków społecznych zezwalających na przypisywanie tego określenia wedle uznania każdej kobiecie. „Suka”, niczym „kurwa” stała się przecinkiem w mowie potocznej, w mowie kuluarowej, w mowie polskiej.

„Ty suko, jak zaparkowałaś!?”, „Nie chce mi dać podwyżki wredna suka!”, „Udław się suko tym swoim uśmiechem.”, „Tylko takiej suce mógł się trafić taki facet.”, „Skąd ta suka ma tyle kasy?”, „Suka-puszcza się na prawo i lewo.”, „Dupą to stanowisko wywalczyła, suka jedna”, „Gdybym był ładny jak ty, też miałbym dobre oceny, ty suko.”,  eteceraaaa….

Mowy nie ma o solidarności jajników, kobiecej przyjaźni, czy lojalności. Zazdrośni mężczyźni
i małpujące po nich kobiety na zmianę obdarowują uśmiechem i określeniem na „s” co drugą napotkaną kobietę. Po co? Cóż, może czują się dzięki temu lepiej. Słowo „suka” nie stanowi komplementu, nie jest też miłe, obniża zatem wartość obdarowanego nim bohatera, w tym wypadku bohaterki.  No i wkracza wspaniałe odkrycie psychologii społecznej pod nazwą slut schaming., które wszystko wyjaśnia, ale tylko jeśli mowa o płci jakże pięknej.

Po co obniżać wartość innych? A po to, by samemu poczuć się lepiej. Tak, tak jesteśmy bardzo zakompleksionym społeczeństwem XXI wieku, zaryzykuję, że bardziej, niż kiedyś… Wniosek  z tego taki Czytelniku- jeśli usłyszysz o pewnej kobiecie, że jest suką więcej niż 4 razy, biegnij ją poznać! Może i nawet się z nią zaprzyjaźnisz lub się w niej zakochasz,  bo prawdopodobnie to inteligentna, asertywna i zaradna życiowo kobieta.

To tyle. Rozumni, pojęli. I hope! J

Nie będę pisać więcej o książce Kofty, nie chce odbierać Wam radości płynącej z jej lektury.
Do książek zatem i do następnego wpisu!

Pozdrawiam,

Xoxo Spryciara

Londyn, teatr i niesamowicie dobra narracja- to wystarczyło, abym pokochała „Buddę z przedmieścia” autorstwa Hanifa Kureishi. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, iż aby Was- Drodzy Czytelnicy zachęcić do sięgnięcia po tę niezwykłą książkę, muszę opowiedzieć nieco więcej. Proszę bardzo- to dla mnie wielka przyjemność!

Budda z przedmieścia

Mężczyzna- osobnik płci męskiej, dowolnej rasy. Jaki powinien być, aby wzbudzać szacunek, sympatię, a nawet zachwyt? Zdania mogą być podzielone. Czy ów mężczyzna powinien być przystojny, bogaty, a może niezwykle inteligentny? Najlepiej pełen pakiet! Czy jednak nie straci w naszych oczach, gdy rzeczywista sytuacja obnaży jego absolutny brak umiejętności podstawowych, chociażby takich jak przygotowanie śniadania? Cóż, Karim- główny bohater powieści „Budda z przedmieścia” zderzając te dwa odległe światy, jakim była rzeczywistość, a więc proza życia i super ego człowieka doskonale mu znanego, stwierdził, iż jego ojciec jest po prostu żałosny i kompletnie mu nie imponuję. Wówczas w Londynie, w jednym z mieszkań bezpowrotnie upadł MIT mężczyzny, jaki wykreowały Indie.. W Londynie nie obowiązywał bowiem system kastowy… obowiązywał jednak klasowy; dobrze urodzeni, inteligenci kontra klasa robotnicza, zamieszkująca na przedmieściach Londynu…

Zupełnie niesłusznie, imigranci zostali wykluczeni z tej pierwszej, pomimo oficjalnie przyjętej poprawności politycznej. Nie mogli być jak rdzenni mieszkańcy, więc przyjęli pozycję po przeciwnej stronie bieguna. Często szczycili się tym, iż się nie uczą, nie rozwijają, nie pracują… zupełnie nieświadomie zamykając sobie drzwi do lepszego świata, o którym przecież marzyli- oni, ich rodzice, dziadkowie , a także krewni, którzy planowali rozpocząć życie w lepszym świecie- UK!

Czy o tym jest tak książka? I tak, i nie. Losy Karima- potomka rdzennej Brytyjki i Hindusa, ocierają się podobny zarys rzeczywistości- jednak nie wyczerpuje on tematu. Bohaterowie Kureishi są autentyczni, chwytają się ludzkich umysłów i na długo zapadają w pamięć. Każdy z nich jest inny; zarówno w zbiorze, jak i pomiędzy zbiorami- a wiec zupełnie inny niż Czytelnik. W każdej wariancji. To właśnie ta „inność” sprowadza na Czytelnika natrętne myśli dotyczące podobieństw i nierzadkiej niesłuszności własnych postaw i przekonań. Dodam, iż cieszy mnie punkt widzenia autora- nie dzieli on bowiem społeczeństwa na dwa zbiory MY-ONI, a wskazuje nawet na wewnętrzne konflikty, chociażby pomiędzy imigrantami , którzy jak się okazuję, również bywają uprzedzeni chociażby względem Pakistańczyków.

 

„Budda w z przedmieścia” skłania do refleksji, ale co ważniejsze dodaje odwagi w pogoni za własnymi marzeniami i ich realizacją, jednocześnie boleśnie przestrzegając, iż samo spełnienie marzeń, nie uczyni nas szczęśliwymi ludźmi.

Mnie osobiście wątek Karima- chłopaka, który na początku zupełnie od niechcenia staję się aktorem, uwiodła najbardziej. Podobnie z resztą jak ten cały egotycznie i seksualnie rozbuchany świat artystów. Sceptycyzm i pożądanie czasem nie mogą się wykluczać. Zwłaszcza jeśli mowa o sztuce przez wielkie „S”- ktoś musi poświęcić swój tyłek…w przenośni i dosłownie, warto zatem nosić przy sobie wazelinę.

Kureishi nie kończy optymistycznie, ale daję nadzieję i poucza. Zmiana i chaos, a także mieszane uczucia względem otaczających nas osób stanowią stały element naszego życia. Czy to w Londynie, czy w Nowym Jorku, czy też we Wrocławiu… Serdecznie polecam lekturę „Buddy z przedmieścia”!

 

Powyższy wpis dotyczy książki Hanifa Kureishi „Budda z przedmieścia”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa ZNAK w 2015 roku.

 

Mimo PKP-owego archaizmu, ludzie wciąż podróżują koleją. Nawet Ci, którzy zazwyczaj wożą swoje eleganckie cztery litery na wygodnych, usłanych miękką skórką w odcieniu bieli wygodnych fotelach samochodowych w równie drogich i komfortowych autach, czasem grzeszą i pięknie odzianą stopę stawiają na posadzce szczynami pachnącej, posadzce miejskiego dworca stacji PKP. To jedna ze skrajności wachlarza pasażerów, pośpiesznie przemierzających perony lub też oczekujących na pociąg. Drugą grupę stanowi mniej zasobne finansowo towarzystwo, są to bezdomni czasowo lub pernamentnie lub też „ciężko” pracujący stręczyciele, prostytutki i prostytuci, złodzieje, osoby, które uraczą Cie pogawędką: „Czeka Pan na pociąg? -Ja mam pociąg do Pani!”.

 

Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami zasiada grupa najliczniejsza, jednak najmniej w swej zwyczajności interesująca: studenci, ludzie młodzi i starzy, uczciwie pracujący, podróżujący koleją zawsze lub często. Niby zwyczajni ale także i oni mają swoje intrygujące sekrety, czy grzeszne pragnienia, które tylko czekają, aż skieruje się na nich soczewka światła po to, by w jego blasku mogły odstawić swoje własne show…

 

 

I ot znajdujesz się w poczekalni na dworcu PKP. Czekasz. Minuty rozciągają się w czasie i powolnie wracają do pierwotnej formy. Mógłbyś zrobić coś pożytecznego, przeczytać książkę lub gazetę, nawiązać jakąś znajomość…to miejsce nie bardzo jednak temu sprzyja, letarg. Patrzysz na ludzi z naprzeciwka, na ich szare twarze, rozbiegane na czole myśli i nerwowe ruchy stopą. Czekacie. Tyle że oni grają, a Ty oglądasz spektakl…

 

poczekaj w toalecie

 

Poczekalnie. O” spektakl Krystiana Lupy.

 

Spektakl długo wyczekiwany i na wyczekiwaniu bazujący. A przecież ludzie czekać nie lubią, tym razem też to pokazali, opuszczając spektakl już przed końcem pierwszej połowy. Ja jednak czekałam na to, co wyniknie z kolejnych etapów odkrywania zagadki o tytule znanym, lecz wciąż inspirującym- „Człowiek”. Doczekałam się. Reżyser zdarł maski aktorom, zabrał im kostiumy i cały ten blichtr. Mimo, że część z nich nie wiedziała, czy gra w szkolnym przedstawieniu, czy w spektaklu przez wielkie „S”, Lupie udało się pokazać samotność i egoizm współczesnego człowieka, osoby która każde zdanie zaczyna od „Ja” i która nie umie czerpać z wolności, stając się swoim własnym niewolnikiem.

 

Nie jestem zwolenniczką sztuki odartej z metafor, humanistycznego uniesienia, sztuki podłej, gdzie oglądam gołe fallusy w sytuacji porno-intymnej, zwyczajnej, bolącej prostotą. Nie lubię, gdy w teatrze krzyczą „kurwa”, taką sztukę prezentują aktorzy z mojego osiedla, codziennie odgrywając podobne przedstawienie na ławce pod trzepakiem. Pomimo wszystko, uważam jednak, iż warto pójść na „Poczekalnie.O.” Lupy, czasem bowiem trzeba zejść niżej, by zobaczyć więcej…

Hej ho,

Spryciara

 

 

 

Drodzy Moi Czytelnicy,

Dziś nieco sentymentalny wpis, otóż zamierzam się z Wami podzielić częścią siebie i tego co miałam w głowie, kiedy jeszcze byłam studentką..o szlachetnym sercu:) Przedstawiam Wam:

MANIFEST POMAGANIA

1.Kieruj się sercem i rozumem.

Staraj się dowiedzieć jak najwięcej o osobach/ organizacjach, które zamierzasz wesprzeć, tak aby twoja pomoc trafiła do prawdziwie potrzebujących.

2.Podaruj wędkę zamiast ryby.

Przyznawaj niewielkie sumy pieniędzy, wspieraj konkretne realne programy. Ucz potrzebujących samodzielności. Wspieraj w działaniu, nie wyręczaj.

3. Poświęć swój czas i energię.

Będąc filantropem, wzbogacasz nie tylko potrzebujących, ale i siebie.

4. Ustal priorytety.

Zamiast prestiżu, pożytek dla społeczeństwa.

5.Bądź przykładem.

Zarażaj swoją filantropią innych, zwłaszcza najmłodszych. Wypracowane w dzieciństwie pozytywne nawyki, zaowocują w przyszłości.

6.Bądź odpowiedzialnym człowiekiem.

Pomagaj w miarę możliwości i zasobów twojego portfela. Instytucje państwowe często zawodzą, ale to nie znaczy, że i ty musisz. Samo współczucie nie niesie pomocy, potrzebne są także twoje działania.

7.Czerp radość z dzielenia się.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale mogą dopomóc zdrowiu, życiu czy edukacji innych.

8.Bądź pokorny wobec życia i życzliwy dla innych.

Los bywa kapryśny. Nigdy nie wiesz co cię czeka za rogiem, ani kiedy Ty sam będziesz potrzebował pomocy.

9.Pomagaj jak potrafisz.

Pomoc potrzebującym nie ogranicza się jedynie do wsparcia finansowego. To także wszelkiego rodzaju zbiórki żywności, bądź odzieży, organizacja kiermaszu na cele dobroczynne, a także bezpłatne prace społeczne- wolontariat.

10.Miej oczy dookoła głowy.

W sklepach z artykułami codziennego użytku, znajduję się kilka marek, które przekazując cześć dochodu ze sprzedaży produktów, aktywnie wspierają działalność organizacji charytatywnych. Kupując produkt danej marki, wspierasz potrzebujących. Uważnie śledź, które marki i sklepy są przyjazne działalności charytatywnej i wspieraj potrzebujących, kupując oznaczone produkty.

 

Pozdrowienia,

Spryciara

 

 

Niejednokrotnie natknęłam się na informacje, iż swingersi oburzają się gwałtowanie, gdy ich styl życia jest charakteryzowany w sposób pozbawiający zabarwienia emocjonalnego. Ba, uczuciowego. Dla laika, swinging oraz poliamoria nie różnią się zanadto, zakładają bowiem związek otwarty na polu uciech cielesnych. W swoich różnych wariantach poliamoria faktycznie czasem może przypominać swingerstwo, jednak filozofia od której się wywodzą oba zjawiska, jest zgoła inna.

Swinguj, ale kochaj tylko mnie

Poliamoria oparta na uczciwości i wolności zakłada, iż para otwierając swój związek na doznania seksualne z innymi osobami, otwiera również swoje serca na miłość. Co więcej poliamoria zakłada także możliwość zakochania się w innych osobach bez konieczności uprawiania z nimi miłości fizycznej. Swingerstwo z kolei bazuje na monogamii emocjonalnej, przy jednoczesnym przyzwoleniu na seks z wieloma partnerami. Rodząca się pomiędzy parami przyjaźń nie jest wykluczona, natomiast zawsze poprzedza ją seksualne zaspokojenie.

Więcej:

Anapol, D. (2013). Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam

 

Więcej żon, to więcej dzieci? Cóż, najnowsze badania wskazują na omylność tego przekonania. Poligamia nie sprzyja płodności kobiet, które dzielą zarówno harem, jak i męża.Bowiem z ewolucyjnego punktu widzenia jeden mąż nie zrealizuje potrzeb kobiet oraz ich potomstwa, mimo że tak zapewnia kultura.

Zachód lubi mono.

Czym jest monogamia? Według definicji jest to „stan, zasada lub zwyczaj pozostawania w związku małżeńskim tylko z jedną osobą”. Przytoczona definicja wskazuje na stan raczej prawny, aniżeli duchowy czy cielesny, nie ma więc mowy ani o zdradzie, ani o zazdrości. Monogamia nie gwarantuje też wierności, mimo to znaczna większość europejskiego społeczeństwa oraz społeczeństwa amerykańskiego, uważa iż związki monogamiczne są najbardziej optymalną formą relacji. W kontekście przytoczonych danych, trudno uwierzyć, że aż w 84% kulturach, poligamia oraz społeczne przyzwolenie na harem są powszechne. Odpowiednik poligamii, a więc poliandria nie jest już tak popularny, bowiem tylko 0,5 % wspólnot zezwala na posiadanie kilku mężów, co po raz kolejny wskazuje na nieuzasadnioną dominację pierwiastka męskiego w świecie.

Harem, komu, po co i dlaczego?

Popularność haremów tłumaczy się często potrzebą opieki nad kobietami, których jest więcej niż mężczyzn oraz zapewnieniem biologicznej nieśmiertelności poprzez posiadanie licznego potomstwa. Jak się jednak okazuję poligamia nie sprzyja płodności. Przeprowadzone badania dowiodły, iż kobiety pozostające w monogamicznych związkach były bardziej płodne, niż te ze związków poligamicznych. Wyjątek stanowiła jedynie pierwsza żona w haremie. Co prawda instytucja haremu doskonale sprawdza się w świecie zwierząt, na przykład koni czy goryli, dla świata ludzi monogamia, dziś seryjna monogamia, pozostaje naturalną formą reprodukcji.

monogamia

Podsumowując, poligamia stanowi wtórną i raczej oportunistyczną strategię reprodukcyjną, powstałą w wyniku zaspokojenia męskiej potrzeby władzy i dominacji, strategii, która zawodzi w obszarze, dla którego teoretycznie została powołana, a mimo to nadal funkcjonuje.

Więcej:

Anapol, D. (2013) Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam Pasek

 

 

, (…) Jeśli idziesz z kimś do domu i ta osoba nie ma książek, nie pieprz się z nią”.

 

John Waters

 

 

Nowa kampania, trwająca pod hasłem „ Nie czytasz? Nie idę Tobą do łóżka!”, coraz skuteczniej opanowuje media. Jej twórcy podkreślają, iż chcą uczynić z książki atrybut seksualny, decydujący o atrakcyjności. Intelektualiści i Intelektualistki kręcą.

 

 

Mózg jest najseksowniejszym organem”, w imię tej idei powstała kampania „ Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!”. Twórcy kampanii to miłośnicy książek i czytania, którzy chcą pokazać, że to, co podnieca ludzi, to nie atrakcyjna osoba leżąca w łóżku, ale atrakcyjna osoba, która leży w łóżku z książką w ręku.

 

Skąd pomysł na taką kampanię? Wspomniany powyżej John Waters, zdecydował, że należy na nowo uczynić książkę cool. Zaproponował, aby nie sypiać z ludźmi, którzy nie czytają
i nie mają książek w domu. Powód? Są nudni, mniej interesujący,czy mniej inteligentni, a przy tym nie tak atrakcyjni, jak intelektualiści. To właśnie jego słowa stały się inspiracją dla opisywanego ruch społecznego.

 

Sedno kampanii stanowią fotografie osób przyłapanych na czytaniu. Są to znane osobistości ze świata mediów i kultury, takie jak: Kazimiera Szczuka, Marcin Szczygielski, czy Anna Laszuk oraz zwykli czytelnicy. Niebawem, w ramach kampanii, ukaże się również kalendarz, a także wystawa fotografii. Organizatorzy mają nadzieję wyruszyć z wystawą w Polskę, wówczas przesłanie kampanii dotrze do większej ilości odbiorców, a sama kampania będzie miała większe szanse na sukces.

 

Mimo, iż akcja promocyjna trwa od niedawna, można już mówić o sporym sukcesie przedsięwzięcia. Portale społecznościowe, reprezentujące różne mniejszości, promują kampanię równie skutecznie, co jej twórcy. Dlaczego? Jedno słowo „różnorodność”. Kampania powstawała w duchu różnorodności, gdyż jej twórcom zależało na tym, by pokazać, że książki czytają naprawdę wszyscy. Niezależnie od koloru skóry, płci, orientacji seksualnej, czy narodowości, książka kocha wszystkich i pragnie być przez wszystkich kochana.

 

Książka dodaje pikanterii w łóżku, jak? Sprawdźcie same! Przystojny brunet bez koszulki gapiący się bezsensownie w telewizor, czy przystojny brunet, bez koszulki ze wzrokiem utkwionym gdzieś pomiędzy 154, a 155 stroną zapewne interesującej, a dla Ciebie tajemniczej książki. Ja bez wątpienia wybieram tę drugą opcję.

 

 

Zdjęcia promujące kampanię oraz więcej informacji na temat ruchu „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka !”, na oficjalnej stronie kampanii: http://nieczytasz.pl/

 

 


http://www.innastrona.pl/newsy/5199/czytelniczy-erotyzm-oraz-roznorodnosc-kampania-spoleczna/

 


http://nieczytasz.pl/

 

 

 

Spryciara.

 

 

Wódeczka się grzeje, a karp szaleje.. święta, święta…

 

Nadchodzą wielkimi krokami Najpiękniejsze Święta w polsko- katolickiej kulturze/ tradycji. Czy cieszą nas tak samo, jak dawniej? Czy wciąż budzą pozytywne emocję i uśmiech na twarzy? Odpowiedzcie sobie na to pytanie sami, ja Wam opowiem jak może być i jak bywa u niektórych…

 

Pierwszy dzień Świąt, który poprzedza uroczysta wieczerza zwana Wigilią, nie jest już pierwszym , a ostatnim dniem świątecznego cyrku. Drugiego dnia, cieszymy, się, że to już po: „Święta, święta i po świętach!”. Wszystkiemu winny marketing i reklama, którego jestem oficjalnym hejterem. Ów wspaniałe łebskie duszki, niejako zmuszają nas do myślenie o tym, czy:

  1. Choinka, żywa czy sztuczna? Jaki zestaw ozdób wybrać, żeby wyglądał olśniewająco i komponował się z dywanem w naszym pięknym domu?
  2. W czym zasiąść przy wigilijnym stole? Czy wybrać styl na pensjonarkę, czy może nieco bardziej rokowy, przemycając tu i ówdzie ćwieki?
  3. Prezenty, co komu kupić, żeby pokazać, że mam gust i że dobrze mi się wiedzie?
  4. Jak zgromadzić potrzebne środki, żeby to wszystko sfinansować? Odpowiedź-bez przerwy pracować, pracować i myśleć o świętach.

Koniec końców jest taki, że to myślenie zmęczy nas bardzo, wszystko zwalimy na brak czasu, a święta po prostu będziemy chcieli odbębnić, najlepiej będąc czyimś gościem.

Takie są moje hipotezy, a oto materiał dowodowy…

1. Uwaga na czerwone! Przed Świętami wzmaga się czujność Władz Miejskich, uważnie pilnują one porządku publicznego i gorliwie wypisują mandaty. Pocieszają słowami, że w razie braku pieniędzy, w Jadłodajni, znajdzie się dla nas miejsce. Co za ulga..

2. Święta bez karpia, to nie święta. Cóż, może się zdarzyć, że ten tegoroczny nie będzie nam za bardzo smakował. Trudno bowiem,  żeby po męczeńskiej śmierci w niedotlenionym basenie, a potem w reklamówce, miał pracować jeszcze nad smakiem. …A religia coś mówi o odkupieniu grzechów w tym czasie, mając rybią mękę na sumieniu, trudno o lepszą hipokryzję.

Nie kupujcie żywego karpia, miejcie litość dla zwierzęcia!

3.Rodzinne roszady, czyli jak wykręcić się od świątecznej i rodzinnej atmosfery we własnym domu. Cała rodzina przy świątecznym stole wygląda pięknie, ale tylko w telewizji, bo przecież ile to wymaga roboty. Planowo miesiąc przed świętami, w rodzinie ustają wszelkie próby nawiązania kontaktu, cisza przed burzą i oczekiwanie w napięciu, kto w tym roku dobrowolnie przyjmie rolę „świątecznego barana” z funkcją robota prac domowych.A no nikt… każdy sobie rzepkę ze złością skrobie, psiocząc pod nosem na innych członków rodziny i obiecując przy tym sobie, że w tym roku nie da się wrobić w przygotowania kolacji dla 20 osób! Szanowni Państwo, to wcale nie jest taka przyjemność, to całe przygotowywanie, mimo, że w „Klanie”, uśmiech stojącej przy garach Elżuni skłania nas ku innym wnioskom.

23.12- ktoś pęka, ale już po ptakach honor i duma za bardzo się rozgościły w naszych głowach, miały w końcu na to cały grudzień! „ Nie, nie przyjedziemy, jak macie ochotę, to odwiedźcie nas”. Opcje są dwie, nikt nie przyjedzie lub przyjadą wszyscy i dopóki nie rozlana zostanie jedna połóweczka oraz odrobina wina dla Pań, będzie drętwo jak na apelu.

 

4. Kolacja z 12 dań. Póki nikt oficjalnie nie podejmie się poprowadzenia przedsięwzięcia pt „rodzinne spotkanie”, co niektórzy nie będą robić nic, a co niektórzy okopią się w kuchni i z nerwami, łzami i przekleństwami będą piec, trzeć, ubijać, pichcić, kleić… dopóki, dopóty im „żyłka nie pęknie” i nie rzucą ścierką, „oddając przy tym fartucha”… no i wtedy jedzenie trafić może szlag..ehh

5. Spotkanie. Jak patrzeć i się uśmiechać do brata, siostry, męża i dzieci, gdy nie ma się na to ochoty? Okazuje się, że nie w Sylwestra, a właśnie w Święta połowa Polaków zakłada maski z pięknym uśmiechem i dzielnie walczy o Oscara.

 

6. Wolne miejsce przy stole. Ciepły posiłek dla strudzonego wędrowca, a co jeśli w rodzinie jest wędrowiec, którego miłosierdzie wszystkich świętych nie jest w stanie odkupić? Lepiej nie kusić losu…

7. Prezenty! No cóż, to już nie tradycja, to przemysł. Im więcej i drożej, tym lepiej. A   szczerze, ile z tych prezentów naprawdę nas ucieszy?

8.  Pasterka. Za zimno, za późno, jesteśmy jednak nie wierzący…

 

 

Ja oczywiście życzę Wam zupełnie innych świąt. Takich, gdzie spotkanie się z bliskimi, jest radosne i szczere. Świąt osnutych zapachem choinki, dźwiękiem kolęd i śmiechu, miłością do ludzi i zwierząt, które nie są przywiązane łańcuchem do budy, a leżą przy ścianie lub kominku.  Życzę Wam Świąt ubogich w pieniądze i jedzenie, a bogatych w miłość, sympatię i prawdę. Uczciwych i w tej uczciwości radosnych!

Spryciara.

 

rozmawiaj

 

INTERESOWNOŚĆ wg Słownika Języka Polskiego to:

„szukanie we wszystkim dobrego interesu, zysku dla siebie; wyrachowanie; chciwość”

 

Co terapeuta i interesowność mają ze sobą wspólnego? Nic lub wiele, jedno nie wynika z drugiego, ale jedno i drugie doprowadzają nas do słowa „przyjaciel/ przyjaciółka”.

Jak, w mojej ledwo zipiącej łepetynie człowieka bezrobotnego, wpadłam na ten typ skojarzeń, zwany fachowo gwiazdą? Odpowiedź jest prosta, doświadczenie życiowe.

Pytanie do was, czy macie takiego przyjaciela lub przyjaciółkę, dobrego znajomego tudzież  koleżankę, którzy zawsze przypominają sobie o waszym istnieniu, gdy macie coś, czego im potrzeba? Zdałam sobie dzisiaj sprawę z tego, że wokół mnie jest dużo takich osób, może nawet za dużo. Nie oni są jednak najstraszniejsi. Najczęściej rozwala bowiem na łopatki osobnik łączący dwie bardzo brzydkie cechy: interesowność i bezczelność. Właśnie taka postać wykonała dziś  do mnie telefon, był nokaut, lekcja i są konstruktywne wnioski.

Z tego krótkiego opisu, nasuwać się może pewna myśl, tak się nie zachowują przyjaciele, dobrzy koledzy i koleżanki? Czy aby na pewno?

Pożycz notatki, załatw fotografa, zrób zakupy, zadzwoń, przemyśl, pomóż, załatw, wysłuchaj mnie, wtedy kiedy tego potrzebuje, szybko coś poradź … na tip top!

Pewna teoria opisuje świat społeczny i relacje międzyludzkie jako wymianę dóbr. Upraszczając, ludzie i grupy społeczne wchodzą w interakcję, którą można scharakteryzować określeniem „coś za coś”. Proponowana przez Psychologię Społeczną reguła wzajemności, wyjaśnia, iż w stosunkach międzyludzkich opartych na wymianie, istnieje wewnętrzne zobowiązanie do przyszłego rewanżowania się za dobra, jakie otrzymaliśmy. Idąc tym tropem, przysługa za przysługę, rozmowa za rozmowę.

Czy tak faktycznie jest, czy może nastąpiło ogromne przewartościowanie znaczenia dóbr, będących przedmiotem wymiany społecznej?

Na jednym z wykładów, dotyczących Wymiany Społecznej, dowiedziałam się, że według pewnej teorii, seks i pieniądze są równoważne. Teoria ta jednak nie odpowiadała na pytanie, co równoważy wartość rozmowy…

Rozmowa jako rzeczownik, rozmawianie jako czynność… czym są? Mh, rozmawiać można przez pięć godzin, niczego o sobie nie mówiąc, nie dowiadując się też niczego istotnego o rozmówcy lub przeciwnie, dowiadując się wszystkiego.

Myślę, że ludzie bardzo potrzebują rozmowy. W owej rozmowie chodzi czasem o to, żeby się po prostu wygadać, powiedzieć o tym, co nas boli, dziwi lub zastanawia. Czemu więc tego nie robimy zawsze i wszędzie? Bo to swoiste zdejmowanie pancerza, otwieranie się na ewentualne rany, nie każdemu przecież możemy zaufać. Ba, nie każdy chce słuchać tego, o czym chcielibyśmy opowiedzieć, nie każdy nie wykorzysta zdobytej wiedzy przeciwko nam, nie zrani, czy nie oceni, wyśmieje, zlekceważy…

 

Od pewnego czasu obserwuje baśniowe złe dziwa w otaczającym mnie świecie ludzi… zanik rozmowy, wymiana godzinnych debat i rozmów na wścibskie plotki, krótkie i cięte riposty przy wódce, czy smsy i wiadomości na fb. Smutne.

Zastanawia mnie, co się dzieje z kłębiącymi się w nas myślami, potrzebą opowiadania o sobie głębiej i wyraźniej. Może te myśli i potrzeby zostają stłamszone, zepchnięte na dalszy plan, stoją za kurtyna, gdy na głównej scenie wymieniamy szybkie wiadomości tekstowe, uśmiechamy się, zazdrościmy, oceniamy, krytykujemy innych, nie znając ich, co gorsza nie znając samych siebie…

Dochodzimy do meritum, w dzisiejszych czasach, znacznie mniej płaci się za seks ( seks okazjonalny i bez zobowiązań wymaga małego nakładu czasu, pracy i pieniędzy- czasem jeden wieczór, jeden drink i jeden popisowy numer), dużo więcej płaci się za rozmowę. Opcje są dwie:

  • Poszukiwanie przyjaciela, poszukiwanie wolnego czasu w jego kalendarzu, cierpliwa postawa i zrozumienie dla nagłego telefonu, który przerywa rozmowę.
  • Psychoterapeuta za gotówkę lub przelew.
    Polecam serial „Bez tajemnic”!!!

 

Ja już zdecydowałam, czekam więc na pracę i wypłatę!

 

PS. Serdeczne pozdrowienia od mojego osobistego korektora tekstu- Zdzisława??:*

 

Mardi, Decebre, 2012.

Spryciara

Kobieto, nie dyskutuj o prawach kobiet, bo to niemodne!

„Japa w kubeł”- tak mężczyzna walczy z imbecylizmem.

 

Cipa jaka jest, każdy widzi. Jeśli sam jej nie ma, to na liście podbojów seksualnych, zapewne każdemu mężczyźnie udało się koleżankę cipę zobaczyć, tudzież wymacać po ciemku, jeśli światłością nie został pobłogosławiony.

Mam też płonną nadzieję, iż każdy wie, czym się owa cipa zajmuje, wbrew pozorom nie służy ona jedynie szybkim stosunkom, mającym na celu rychły poród. To, oprócz pięknych drzwi do świata dla nowo narodzonego dziecka, ogród rozkoszy, nie tylko dla mężczyzny, ale i kobiety!

Mam nadzieję, że wszyscy też wiedzą, że prawie każda kobieta w ciąże może zajść, ale nie każda musi się z tego powodu ucieszyć. Mało tego, marzeniem nie każdej kobiety jest posiadanie potomstwa. Wobec tego kiedy na A: mężczyźnie nie powinni decydować o ciele kobiety, bo przecież żaden z nich nigdy nie był i nie będzie w ciąży! Wniosek: to dotyczy ich również, ale częściowo, a nie całościowo, w związku z tym, nie daje im prawa do zabraniania aborcji oraz potępiania kobiet, które na zabieg się zdecydowały.

Padło „cudowne” B: Taki argument był używany w latach n-tych, teraz jest niemodny! Poza tym zapłodnij się sama kobieto!

 

Tu nastąpiła konsternacja… Po co miałabym się sama zapłodnić, być może nie mam w planach bycia matką, do jasnej cholery czy muszę mieć? Poza tym bank spermy umożliwia posiadanie potomstwa bez kontaktu fizycznego z partnerem, tak w gwoli ścisłości.

No i była walka na noże, na niecenzuralne słowa, bo tak to jest, że w Polsce, to hasło: aborcja, a nie emerytura po 65 r.ż. podnosi temperaturę i przysłania umysł lepką mazią, pozbawiając człowieka zdroworozsądkowego działania słowem.

Tak też było tym razem, brak wrażliwości na ironię i sarkazm, za to urażona duma, bo jak można nazwać piątego pancernego Szarikiem, toż to niegodziwe, prosty i dosadny tekst,i na koniec przesłanie do narodu: recepta na imbecylizm- japa w kubeł! Przydatne?!

Według definicji, imbecyl to osoba upośledzona umysłowo w stopniu średnim, czyli ktoś o niższym ilorazie inteligencji. Takie osoby, jak pokazuje krzywa Gausa, stanowią stały procent populacji. Recepta więc nie działa, ba, recepta obraża sporą część społeczeństwa, pozbawiając ją tym samym prawa do wypowiedzi.

Nie lubię takich dialogów, nie lubię ich zakończeń, bo według atakującego bulteriera, zawsze przegrywam, bo jestem kobietą, mam żeńskie narządy rodne i uważam, że aborcja powinna być zalegalizowana. Tym właśnie zaskarbiam sobie tytuł imbecyla.

 

Spryciara


  • RSS