Wpisy w kategorii: Recenzje filmowe

„What did you do last night?
Oh, I was out so late, now I’m so tired”

-„Party girl” Chinawoman

 Impreza, światła, taniec, dudniąca w uszach muzyka. Kobiety, mężczyźni- półnagie ciała tych pierwszych wijące się przy metalowej rurze, obejmujące tych, którzy leją już szampana i tych, którzy obiecali kupić jedną butelkę przy barze. Ot zwykła wymiana, przez niektórych uznana za „uczciwą”; seks za pieniądze, towarzystwo za drinka, uśmiech za obietnicę zarobku… KLUB NOCNY  zaś po środku przy barze, tyłem do sali, obojętna na dzisiejszy taneczny repertuar siedzi ONA, sponiewierana lecz wciąż niestrudzona kobieta o anielskim imieniu i twarzy baby jagi- Angelique vel PARTY GIRL.

„I can dance, I can drink
In the dark
It’s all a trick

Across the room, across the street
I’m in the moment
Can’t you see

I’m a party girl”

-„Party girl” Chinawoman

 

„Party girl” to najnowsze dzieło francuskiego trio reżyserskiego, który w połowie maja wkroczył na ekrany polskich kin; film oparty jest częściowo na faktach, zaś główne postaci oddają zdolni naturszczykowie… powstaje niesamowity klimat czarnej i dramatycznej baśni.

Samuell Theis odwołując się do postaci swojej matki opowiada historię o ludzkiej niedojrzałości tak bliskiej mu osoby. Obraz faktycznie wypełniony jest tematyką zwichniętego macierzyństwa i kulawych  związków międzyludzkich. Dla mnie jest to opowieść o kobiecie, która zajmuje silną zcentralizowaną pozycję, nieustannie skupiając na sobie uwagę bliskich, widza i swoją, poza nią samą i jej pragnieniami, życie zdaję się przykrywać mgła, bez względu na to czy jest ono takie, jakiego chciała, czy też nie…

Angelique pewnego dnia zdaję się tęsknić za kimś, może to zakochanie? Może czas na zmiany?- zwłaszcza, iż  „ten” mężczyzna jest „dobrym człowiekiem”, szaleje za nią i nie przeszkadza mu jej klubowe pochodzenie.

Mimo swojej fascynacji samą sobą, w głowie 60 latki  zdaje się jej kołatać szereg myśli; ciało już nie te, praca ciężka, a emerytury nie będzie… może czas naprawić relacje z dziećmi, może on jej w tym pomoże, a może ją wyręczy, może będzie dobrze i wygodnie… Klamka zapadła, będzie ślub! Za to seks, jak na prawdziwą pannę z nocnego klubu przystało, dopiero po ślubie, o ile w ogóle.. ten mężczyzna mimo swej dobroci, bez pieniędzy w dłoni i statusu klienta wcale nie podnieca… Ot, książę… lecz bajka musi trwać, machina poszła w ruch, oczekiwania innych rosną… Tylko w oczach Angelique gra zwątpienie i zgasły blask… Gonić marzenia, bawić się i śmiać… a żyć, jak każdy to już nuuuuuda. Po raz kolejny nadchodzi czas, by rzucić wszystko i pójść w tango, przecież krótkowzroczne hedonistyczne szczęście i odrobina uwagi zrekompensują życiowe niedostatki.

„I’m a party girl
Do a twirl
See my eyes, throw a glance
Can’t you see I’m a natural

Life of a party girl, funny girl
Make you laugh want me bad
Now I feel so much better.”

-„Party girl” Chinawoman

PRETY GIRL

Opowiadając historię swojej matki, Theis nieświadomie przedstawił skrajną postać charakteru histrionicznego; kobiety naznaczonej dualizmem, oddzielającej uczucia od cielesności i seksu, nudne życie codzienne od zabawy. Wreszcie kobiety wyczekującej księcia z bajki i tęskniącej za miłością, jednocześnie kastrującej mężczyzn „nie kocham cię, nigdy nie kochałam”, raniącej dotkliwie. Kobiety barwnej, miłej i sympatycznej, stale poszukującej uwagi, aprobaty i zabawy o tęsknym wzroku i szerokim uśmiechu… „Party girl, pretty girl…”.

Smutny i piękny film zarazem, pokazujący czułość i troskę otoczenia oraz trud życia u boku kobiety, matki, przyjaciółki prezentującej wyżej wspomniany rys charakterologiczny. Kobiety, która pomimo upływu lat wciąż pozostaje niedojrzała, niespokojna, pełna kaprysów i przekonań na własny temat, kobiety której postać niekiedy śmieszy, a niekiedy budzi współczucie…

 

Spryciara

 

 

„Pan szary i jego przywary” tym razem na ekranie.
Czy było warto? Nie, ale jeśli już obejrzałam, to napiszę słów kilka.

Przyznam, iż film „50 twarzy Grey’a” rozczarował mnie wysoce, co stanowi nie lada wyczyn- jak może bowiem rozczarować coś, co z góry skazane jest na porażkę- wiem co mówię, przeczytałam książkę! O filmie jednak pisząc;  o ile Dakota Johnson doskonale wcieliła się w postać dziewiczej idiotki- Panny Steel, o tyle skomplikowany Pan Grey, a w jego roli Jamie Dornan … okazał się być stanowczo za mało zimny, tajemniczy i magnetyzujący, ot miły przystojniak… nie o to przecież chodziło…

IMG_3343

Chciałabym napisać jedynie o filmie, niestety trudno mi  nie odnieść się do powieści L. James; miał być romans z sado maso, miało być ciekawie i zaskakująco… koniec końców  było jak na półce z harlekinami w miejskiej bibliotece, przy której to półce moja matka nigdy nie chciała przystanąć ani na moment.  Ja jednak odrobiłam lekcję za nią, bowiem już jako 11 letnia dziewczynka wykradając trzy różowe książeczki sąsiadce babci, zatopiłam się w ich lekturze…po drugiej „książce” miałam już dość, zawsze bowiem to samo, u Geya też to samo. Ona- jest niepoprawną romantyczką, dziewicą i brak jej pewności siebie, dlatego też nie wygląda jak trzeba, On-jest przystojny, bogaty, władczy, otoczony tabunem  kobiet, ale oczywiście zakochuje się w szarej myszce…

Jaki jest przekaz: „Kobieto nie rób nic,  siedź w domu przed TV, wcinaj batony, zapomnij o depilacji, a lada dzień zjawi się twój książę, dotknie cię zaledwie raz, a Ty już będziesz szczytować! Zajmie się Twoim wyglądem, antykoncepcją, wykształceniem i karierą… nie będziesz musiała robić nic, tylko zgrywać zagubioną duszyczkę”. Cóż, współczuję wszystkim facetom, którzy trafią na kobietę z takimi oczekiwaniami.. Co im zrobiłaś Pani James, jak mogłaś?

 

Tyle na temat dygresji, jak zwykle przydługiej, do ekranizacji powróciwszy przyznać muszę, iż za dobry marketing może czasem źle wpłynąć na odbiór filmu. Otóż, spodziewałam się czegoś więcej…mowa nie o głębszym przekazie, ale scenach seksu, o których tak głośno było.. Podobno aktorka odniosła poważne kontuzje w czasie kręcenia pewnych scen, nagość zaś otaczała aktorów i ekipę filmową z każdej strony… No nie! Kto widział „Życie Adeli”, czy też „Nimfomankę” ten wie, co to znaczy oglądać życie seksualne bohaterów na ekranie… w dodatku bardziej przypominające rzeczywistość niż mrzonki, które de facto skomplikowane nie są, a klasyczne po prostu.. Który „Pan i Władca”, na co dzień praktykujący, identyfikuję się z Greyem?!

Chyba żaden, ale z pewnością większość Pań chciałoby znaleźć się na miejscu Anastazji, polatałaby z chęcią helikopterem, dostała maca i autko, wreszcie coś by się działo, facet wreszcie by się postarał, nie trzeba by było podawać piwa i obiadu gotować…Ot marzenia, dla tych marzeń niektórzy chodzą do kina. Ja też, tyle że moje marzenia są zgoła inne… co kobieta, to inna gama potrzeb…

 

PS. Nie mogę uwierzyć, że film ten grany jest w Kinie Nowe Horyzonty…bez komentarza

Bywajcie,

Spryciara

Dziś jest ten dzień, kiedy zza rogu wyziera istota zupełnie taka jak Ty. Te same oczy, budowa ciała, głos a nawet blizny znajdujące się w tych samych miejscach. Twoje inne oblicze jestestwa, nie podlegające tym samym nakazom, zakazom i obowiązkom, które tak ściśle przywarły  do Ciebie…

Kto by to był? Ktoś szalony, nieprzewidywalny? Kobieciarz, czy lubujący się w męskich pośladkach mężczyzna? Miłośnik książek, czy szybkich motorów? Jaki rys Drogi Czytelniku miałoby Twoje Alter Ego?

Podwojenie

W filmie „Wróg” postać głównego bohatera- Adama Bella, doskonale oddana przez Jacka Gyllenhaalowa,  stanowi centrum pajęczyny absurdu, jaka unosi się nad depresyjnym Toronto. Miłosne i seksualne ekscytacje, tęsknota za wolnością i szaleństwem, chęć ucieczki i nieustanne dialogi wewnętrzne… Czy wciąż mowa o dwóch postaciach, czy o jednej? Czy to zapomniany brat bliźniak, sobowtór… a może obraz choroby psychicznej?

Główny bohater płynnie rozdziela się na dwie postaci, zaś widz skrupulatnie próbuje te dwa wizerunki połączyć… Jeden z nich jest wrogi, drugi nudny i przewidywalny, obarczony lękami. Szloch towarzyszący spotkaniu dwóch zdawać by się mogło odrębnych, lecz zupełnie identycznych  postaci, jest wyrazem owego lęku przed utratą tożsamości.

„Koniec końców wszyscy wrogowie wywodzą się z jednej pary rąk”.

Czy przedstawiony obraz jest jedynie zupełnie niegodnym reżyserowi „pustym stylistycznym ćwiczeniem”; pozostawiam indywidualnej ocenie widza. Trudno się wypowiedzieć na temat sedna filmu, nie przeczytawszy uprzednio książki autorstwa Josego Saramago „Podwojenie”, w której to autor śmiało próbuje dowieść, iż istnieniu dwóch zupełnie takich samych osób przyświeca matematyka, nie zaś filozofia. (Lektura na wrzesień!,))

„Wróg” niektórych nudzi, innych bawi, jeszcze innych doprowadza do furii: „ O co chodzi?”. Ponury nastrój, budująca napięcie muzyka godna najstraszliwszych scen, wolno przesuwająca się kamera, przesadne skupienie się na detalach, które niewiele wnoszą do zagadki, przy jednoczesnym ignorowaniu kluczowych dla niej elementów. Mozaika wielości, tajemnicy i absurdu!

 

Wielość symboli nieśmiało wyłaniających zza maski absurdu, intryguje i wciąga w rozgrywkę… film pozostaje w głowie widza na długo po projekcji, zaś pozornie niepasujące elementy zaczynają się układać w subiektywnie różne całości, będące doskonałym przyczynkiem do żywych dysput przy piwie.

 

Czy zobaczyła jak podnosi telefon?           Klucz?

Kto tak naprawdę lubi borówki?

Czy to on, czy już oni?            Pająk?

 

Informacje o filmie:  
http://www.filmweb.pl/film/Wr%C3%B3g-2013-651383#

Do kina, marsz!!!,)

 

Serdeczności,

Spryciara;)

Made by Florian Habitch, Wielka Brytania 2014, 90’

„I said let’s all meet up in the year 2000.
Won’t it be strange when we’re all fully grown”.

Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach

 

„Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach” to obraz, który powinien zobaczyć każdy, kto jest zwykłym człowiekiem, chętnie się bawi i kocha, jest też wrażliwy, a przede wszystkim lubi dobre, muzyczne teksty i ekscentryczne postaci.

 

W jednej z pierwszych scen, widz zaobserwować może żywe zainteresowanie wśród pracowników supermarketu w związku z plotką, iż słynny Jarvis Cocker, wokalista i założyciel grupy Pulp, pracował niegdyś na dziale rybnym!

„Tak, i nie był to dobry pomysł”- przyznaje sam Cocker, zapach ryb skutecznie odstraszał dziewczyny na prywatkach, zaś wspomniana atencja dziewczyn była dla Jarvisa niezwykle istotna, między innymi dlatego też założył zespół rokowy, co zmieniło wiele w jego życiu. Odtąd nie musiał już walczyć ze swoją nieśmiałością, by podejść do wybranki serca, bowiem płeć piękna lgnęła do niego niczym muchy do miodu; zwłaszcza gdy zaśpiewał „This is hardcore”, w pełni oddając się scenicznej kreacji.

 

„You are hardcore, you make me hard.
You name the drama and I’ll play the part.

(…)

Then that goes in there. & then it’s over. Oh, what a hell of a show
but what I want to know:
what exactly do you do for an encore? ‚Cos this is Hardcore”.

 

Siłą zespołu Pulp są słowa, którym nie przeszkadza muzyka, a które nakręcają samego Jarvisa, przenosząc go tym samym w świat jego fantazji; zaś widzom pozwalają bezkarnie podglądać jego kocie ruchy w tak intymnie ekshibicjonistycznym występie, jaki daje w rodzinnym Sheffield. Energia wokalisty udziela się widowni, która nuci wszystkie piosenki, krzyczy, bawi się, oddaję się przeżyciom. Drogą dygresji, wracając do Sheffied, dodać należy, iż utwór „Common people” zna każdy mieszkaniec tego niewielkiego miasteczka, zaś o samym Jarvisie marzą kobiety; i te dojrzałe i te wciąż dorastające, dumnie nosząc jego imię na koszulkach i bieliźnie.

 

„I want to live like common people

I want to do whatever common people do

I want to sleep with common people like you

(…)
You’ll never live like common people
You’ll never do what common people do
You’ll never fail like common people”

 

Niniejszy film to nie tylko dokument muzyczny, to świetna fabuła splatająca ludzkie wątki, łącząca tajemniczą nicią idolów i fanów, wibrująca w rytm muzyki i epatująca wszech owładającym podekscytowaniem. Jest to film momentami zabawny, momentami poruszający, ale zawsze prawdziwy. Takie są bowiem teksty Pulp, tacy są członkowie tego bandu.

Nikt tak jak Jarvis Cocker nie umie pisać o seksie, miłości i życiu. Tym właśnie zyskał szacunek i uznanie fanów na całym świecie. Teksty Pulp silnie naznaczają pochodzenie członków zespołu, wykazują zrozumienie dla ludzkich spraw, są realne i ponadczasowe, zaś sam zespół mało gwiazdorski. Chwila jaką spędził na półce POP, pozwoliła uświadomić mu, iż wartości POP są zgoła inne, niż te które sam wyznaje.

 

 

Po projekcji filmu, jaka miała miejsce na festiwalu filmowym we Wrocławiu: T-Mobiel Nowe Horyzonty, zespół Pulp zyskał nie jednego nowego fana lub fankę, która gotowa jest dumnie prezentować nazwę zespołu oraz imię jego wokalisty na pośladkach, czy też piersi.

 Jarvis- this is hardcore!

 

Trailer: http://www.youtube.com/watch?v=Bp9a8aJ41_U

 

Pozdrowienia,

Spryciara

 

 

Biało czarna mozaika podłogowa, spoglądające z ram okien pstrokate witraże, nieproszeni goście w postaci gołębi i kilku świętych porozrzucanych tu i ówdzie, a wśród nich nagi ON- współczesny człowiek przyszłości. I jakby paradoksu w nazewnictwie było mało, ów człowiek mimo dbałości o osiągnięcie doskonałości, daleki jest od ideału.
do color the...

Fabuła najnowszego filmu Terrego Gilliama osadzona jest skomputeryzowanej przyszłości miasta przypominającego Londyn, przyszłości, którą rządzą cyfry, równania, wynik i władza. Ten kolorowy świat pełen innowacyjnych rozwiązań, skupia miliony utalentowanych, inteligentnych, kolorowych i niezwykle indywidualistycznych ludzi. Ludzi, którzy świetnie się bawią w swoim towarzystwie, tańcząc do zupełnie różnej muzyki, którą aplikują sobie poprzez najnowsze słuchawki przenośnych urządzeń. Razem, a jednak osobno. W tym świecie nie trudno o informację, naukę, czy rozwój? To jest w 100% zapewnione. Trudno jednak o bliskość, relacje i własną tożsamość. W dobie czasów tak bardzo skoncentrowanych na „Ja”, niezwykle trudna okazuje się próba jego zdefiniowania. Piętrzą się zatem w głowach pytania: Kim jestem? Dokąd zmierzam? Kim chcę być?

Kto mi podpowie…
Kto odpowie…
Kto odpowiedź zna…
Ring, ring… waiting for a call!

Czas przedstawić Państwu Qohena Letha, którego postać oddał Christoph Waltz, człowieka genialnego i dziwnego jednocześnie, pracoholika i nieszczęśnika, którego świat staje na głowie za sprawą uroczej blondynki i uczuć. Nie martwcie się, nie będzie jednak tak oczywistego happy endu, blondynkę wygryzie bowiem LOC wewnętrzny, a więc wewnętrzne poczucie kontroli i sprawstwa… Ciekawi?
Wspomniany wcześniej Qohen to dość osobliwa postać. Niski, łysy i niezdarny, w dodatku wypowiadający się w liczbie mnogiej : „Na imię mi Qohen. Miło nam poznać”… Dziwak! Co ciekawe ten uroczy nawyk, który przylgnął do bohatera, stał się konsekwencją… wirtualnej wizyty u psychologa, który podpowiedział, iż bycie częścią większej całości, może uchronić człowieka przed samotnością. Jak można się jednak domyślić, owa porada została opacznie zrozumiana i zamiast współtowarzyszenia i współprzeżywania, pozostało jedynie samo, samotne „my” niestrudzenie czekające na telefon, który powie, jaki jest sens ichniego istnienia.
Film Terrego Gilliama sprytnie przeplata abstrakcje z ponadczasową mądrością na temat życia i egzystencji. Stanowi tym samym pewną prognozę, tego, co być może i nas czeka. Już dziś bowiem zaobserwować możemy ułamki zachowań, w które Gilliam wyposaża swoich bohaterów. Chaos informacyjny, potrzeba nowości, nieustanny rozwój, czy pościg za karierą zupełnie zmienia styl funkcjonowania poznawczego człowieka. Dobitnie ilustruje to wypowiedź Boba : „Nie chce być stary. Mam dopiero 15 lat, a już wszystko mnie nudzi”.
Zobrazowany styl funkcjonowania pracowników kolorowego komputerowego korpo obrazuje styl funkcjonowania osób narcystycznych, które zdeterminowane są, by osiągnąć sukces, być kimś wyjątkowym i wspaniałym. Ciężko pracują, zaniedbując relacje z innymi, dążą do efektów i je uzyskują, do funkcjonowania potrzebują jednak korporacji z całym pakietem: wytłuszczonymi drukiem wartościami, jej misją i wizją. Wszystko, by nazwać to, kim są: „Jestem managerem, jestem liderem projektu, moje wartości to innowacyjność i uczciwość… jestem też wyluzowany, bo mamy w firmie casual fridays. Wszystko to wiem, kiedy jestem w firmie, ale kiedy jestem sam … czasem nie wiem, kim tak naprawdę jestem i dokąd zmierzam”.
Ot, współczesny Narcyz uwięziony w korporacyjnej machinie sukcesu, nie własnego, lecz sukcesu właściciela danej firmy.
A w tle czarna dziura, czarnej dziury siła…

CAM00463

Kończąc tekst, będący skromną recenzją filmu, nie mogę odmówić sobie ukwiecenia go cytatem:
„W życiu, jak w przyrodzie wszystko dąży do równowagi. Zawsze musi być 1:1”.

Zwiastun filmu, enjoy the art,)

i coś dla ciekawskich, zgadnij któż to?

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=305887866107095&set=a.305885092774039.89437.100000576525608&type=3&src=https%3A%2F%2Fscontent-a-fra.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xfp1%2Ft31.0-8%2F336826_305887866107095_1911076322_o.jpg&smallsrc=https%3A%2F%2Fscontent-a-fra.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xaf1%2Ft1.0-9%2F392692_305887866107095_1911076322_n.jpg&size=682%2C1024

made by: http://www.miloszpoloch.com/

Serdeczności,
Spryciara,)

Kochankowie z Pont Neuf

0

 

Festiwal Nowe Horyzonty, już za nami, a mnie naszło na wspominki…

 

Jednym z filmów, jakie miałam przyjemność zobaczyć, był film Leosa Caraxa „Kochankowie z Pont Neuf”.

 

Carax, znany z oryginalnego przedstawiania na pozór prostych tematów, opowiedział losy kochanków w sposób bardzo przewidywalny. Zaznaczyć jednak należy, że film ten pochodzi z 1991 roku, a na przestrzeni ponad 20 lat, reżyser nie tylko dojrzał, ale też wypracował sobie charakterystyczny dla siebie styl. Nie mniej jednak, miło było cofnąć się w czasie, by poznać młodego, zapewne przepełnionego ideami reżysera oraz jego młodzieńczą perspektywę.

 

 

Obraz, który razi zapachem.

Było kilka takich momentów, podczas których moje myśli krążyły wokół decyzji o wyjściu z seansu. Bezdomność, alkoholizm oraz całokształt barwy paryskiego marginesu społecznego, został pokazany tak wiernie, intensywnie i szczegółowo, iż w kinie czuło się zapach „żulerni”. Moja niepodjęta koniec końców decyzja o wyjściu, wiązała się z obawą, że „nie dam rady”, że jest to za mocne, a nie z ogólnym stosunkiem do obrazu. Owe nie dam rady, to po prostu zmęczenie tematem bezdomności, marginalizacji, uprzedmiotowienia… oraz bezsilność człowieka, który mimo że ma kredki, to nie potrafi nic sensownego narysować.

 

 

Motyw oka.

 

Były też momenty, kiedy to zaciskałam powieki lub tępo patrzyłam na swoje kolana, wszystko przez wszechobecny motyw oka. Oko, moja pięta achillesowa, zawsze mnie osłabia. Nie będę się nad tym rozwodzić, gdyż być może nie dotrwam do końca akapitu. Jeśli jednak kogoś oko, jego choroby i metafory z nim związane, nie przeraża, to film zapewne bardzo mu się spodoba.

 

 

Miłość, która wzrusza, mnie napawa lękiem.

 

Wychodząc z kina zauważyłam kilka par, trwających w namiętnym uścisku, tudzież wymieniających pocałunki w sposób żarliwy i pełen ideologicznego charakteru względem zjawiska miłości właśnie. Cóż, film był o miłości, prawda. Może i był happy end. Dla mnie jednak ta historia miała tak zwany ciąg dalszy, któremu daleko będzie od happy endu. Zaborczość i zazdrość manifestująca się wcześniej podpalaniem, kłamaniem czy zepchnięciem do wody, powróci ze zdwojoną siłą bumerangu, przy każdej różnicy zdań. Ludzie się nie zmieniają, miłość też nie zmienia ludzi. Jest już o tym jakiś film?

 

 

Pozdrawiam,

 

Spryciara

 

 


  • RSS