W Pałacu Cukiereczek, budynku mocno osadzonym w stambulskiej teraźniejszości, przeszłość starannie odbija swoje ślady, pozostawiając tu i ówdzie kolorowe papierki, te pachnące ładnie oraz te zupełnie brzydko. Kamienica ta zwana zgodnie z wolą właścicielki „Pałac Cukiereczek” mieści w sobie dziesięć lokali, z których każdy kryje myśli, uczucia a nawet tajemnice swoich właścicieli tudzież najemców. Te porozrzucane w pojęciach emigracji, śmierci, kompulsji, zdrad, braku pieniędzy, marzeń i nadziei puzzle składają się w piękną i skomplikowaną strukturę w barwie, hałasie, smakach, zapachach i różnorodności podobnej do pchlego targu, na którym jest wszystko razem i nic z osobna..

Kto jednak nie lubi pchlich targów i skomplikowanych na wielu płaszczyznach ludzkich historii? Ba! Ja uwielbiam!

Pchli Pałac

 

Turecka literatura zagościła na moim regale za sprawą Orhana Pamuka, jednak „Biały zamek”, choć zacny i godny uwagi, nie skradł mojej czytelniczej sympatii tak bardzo, jak nieco prostsza w odbiorze i cieplejsza w zrozumieniu dla ludzkich losów proza Elif Safak, tureckiej pisarki, uznanej na świcie i okrzykniętej godną następczynią wielkiego Pamuka.

 „PCHLI PAŁAC”, będący jedną z pierwszych prac tej autorki, zabiera Czytelnika do Stambułu, chytrze przenosząc go w czasie prawdą i kłamstwem naznaczonym.

 

„Pałac Cukiereczek” zdają się zamieszkiwać dziwne jednostki, można pokusić się o stwierdzenie, iż mieszkają tam głównie pomyleńcy, dziwacy i fanatycy. Co ciekawe, noszą godnie swoje piętno, czy to dlatego, iż ich dom znajduje się w miejscu ruin dwóch cmentarzy, zupełnie bliskich, aczkolwiek krwiście wrogich sobie religijnych grup wyznaniowych: Ormian i Muzułmanów?- trudno stwierdzić. Jedno jest pewne, same postaci, ich cechy i motywy zachować dziwią, bawią, a nawet wzruszają.

Do moich ulubionych bohaterek zaliczyć można małą, rezolutną Su, której przyszło żyć w sterylnym domu, zawładniętym przez szurniętą, owładniętą potrzebą czystości matką oraz Madame Babcię. O tej drugiej nie mogę napisać zbyt wiele, ale tylko po to, by Czytelnik nie stracił radości odkrywania pewnych tajemnic, zaś mała Su bawiła mnie swoją rezolutnością i przebiegłością- podobnie jak woda, której imię jej nadano,  dopasowywała się do koryta, w którym przyszło jej płynąć…

cakeKsiążkę polecam wszystkim Czytelnikom, których potrzeba poznania i przygody  nigdy nie zanika. Elif Safak zabrała mnie bowiem w ponowną podróż do Turcji i choć twardo odżegnywałam się od kolejnych wizyt w tym kraju, tę właśnie podróż określić mogę jako sympatyczną. Safak odświeżyła pozytywne wspomnienia i pokazała znośną ilość tak niezrozumiałego dla nas ludzi z zachodu wschodniego szaleństwa. Turcja to kraj baśni, wierzeń, zaklęć i niezrozumiałego zachwytu dla zachodu, przy jednoczesnej negacji zasad, które tam panują.

Czy Turcja to kraj zamieszkały przez nieszczęśliwych ludzi, którzy ciągle za czymś tęsknią? Trudno stwierdzić, z pewnością jednak kilka takich osób zamieszkuje  „Pałac Cukiereczek”- pomimo słodkości, barw, smaków…smród tęsknoty wydobywający się z przeszłości zawartej w śmieciach, zabiera ich życiu wydźwięk szczęścia…

Dobrej lektury życzy Spryciara.

"Wystarczy być"Mówią, że „nie szata zdobi człowieka”, cóż w przypadku Losa- ogrodnika, który nie potrafił ani czytać, ani pisać, to właśnie dobre garnitury z lat 60 tych, zwróciły ku niemu oczy pięknych i wpływowych kobiet. No dobrze, może nie sam ubiór, lecz wyjątkowy sposób bycia Losa vel Rossa O’Grodnicka, sprawiał, że płci pięknej miękły na jego widok kolana, zaś mężczyznom wyostrzała się ciekawość-pierwotna chęć poznania.

Człowiek z czystą kartą, którego historia nie została spisana nawet ołówkiem na fiszce papieru, otrzymał od Kosińskiego rolę głównego bohatera w świecie absurdu, skrótów myślowych, automatyzmów oraz znanej w Ameryce i na świecie chęci bycia wyjątkowym i przebywania wśród takowych osób.

Los

Jak niewiele potrzeba nam wiedzieć o człowieku, by bezgranicznie się nim zachwycić… Los, sierota, przyjęta pod dach pewnego majętnego, aczkolwiek specyficznego człowieka, dorastał wśród roślin oraz bohaterów pochodzących z fascynującego świata kryjącego się tuż za ekranem telewizora. Los zastanawiał się niejednokrotnie, jakby to było gdyby mógł znaleźć się na ekranie, czy jego rozmiar zmieniłby się na stałe, czy tylko na czas trwania emisji danego programu… podobne pytania zadają dzieci, co jedynie przybliża poziom rozwoju intelektualnego, na którym znajduję się Los w chwili poznania. Co ciekawe, brak kompetencji społecznych, wiedzy oraz wykształcenia, nie przeszkadza mu w szybkiej i niespodziewanej karierze, na którą on sam wpływa w niewielkim, ażeby nie powiedzieć w żadnym stopniu…  To otoczenie kreuje, dopowiada, dopasowuje… czyniąc z niego wybitnego kochanka, znawcę świata gospodarki, polityki i finansów…Mimo, że Los mówi tylko o tym, na czym się zna, a więc o ogrodzie, inni ludzie przypisują mu wiedzę znacznie rozleglejszą… I choć jak sam przyznaje: „nie potrafię pisać”, „nie czytam gazet”, wybitnym specjalistom to nie przeszkadza: „kto dziś czyta gazety”! Bowiem kiedy oczywistość staję nazbyt oczywista, z uwagi na niezgodność ze schematem poznawczym owocuje absurdem w pełnej krasie!

„Wystarczy być” Jerzego Kosińskiego Czytelnikom na świecie znana jako „Being there” to majstersztyk godny uwagi, atencji, nagród i pochlebstw. Wszystkim tym, którzy podobnie jak Los wolą ekran, niż zgrabnie ułożone w wyrazy literki, polecam uwadze film Hala Ashhby’ego z doskonałą kreacją Petera Sellersa o OGRODNIKU właśnie ;)

Jerzy Kosiński

 

Pozdrawiam,

Spryciara

Więcej: Kosiński, J. (2011). Wystarczy być. Wydanie II. Opole: WZDZ- Drukarnia Lega.

Małżeńska intryga, intryga małżeńska tak druzgocąco zniweczona przez rozwód, widać ma się całkiem nieźle, świadczyć  o tym może historia Madeleine, uwieczniona lekkim i subtelnym piórem Jeffreya Eugenidesa.

Książka

Intryga małżeńska

Historia tej młodej kobiety zdaję się przekonywać, iż pomimo, że małżeństwo straciło na trwałości, to wciąż wzbudza silne emocje. Phi! Jakie znaczenie ma to kogo poślubi kobieta, jeśli może się z nim rozwieść, całe doświadczenie można anulować, by pójść do przodu w zupełnie innym kierunku u boku innego już mężczyzny; przekonywał główną bohaterkę jej profesor, promotor i mentor. Jednak Madeleine głucha na dogodności współczesnego życia społecznego, otumaniona barwą myśli „Rozważnej i romantycznej” namiętnie oddawała się miłosnym rozterkom po to tylko, by na koniec zupełnie pochopnie podjąć bezsensowną decyzję o zamążpójściu…Decyzja ta nie wywarła wpływu na całym jej życiu, a jedynie zatrząsnęła nią tuż na początku samodzielnej drogi, zwanej dorosłością. I dzięki bogu, bo jakież by miała ona życie z tym Leonardem!

„Intryga małżeńska” to splot historii trzech młodych osób, które butnie stają u progu dorosłości, i które nie do końca wiedzą, co mają z tym fantem zrobić. Czas uchwycony w powieści to dla nich okres prób i błędów, pierwszych decyzji, seksualnych uniesień i zobowiązań, to czas nauki i poznania- przede wszystkim samego siebie. Eugenides sprytnie i nie wprost uchwyca niedojrzałość dorosłych już ludzi, osób które nie tylko nie mają pomysłu na siebie, ale także nie wiedzą jacy są i czego oczekują, co lubią, a czego nie. Informacji tych zaczerpną w praktycznej życia tułaczce. Urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą współczesnych czasów, nie będą musieli zmagać się z konsekwencjami swoich złych wyborów przez całe życie, wszystko można cofnąć, anulować, zapomnieć.. można bowiem się rozwieść! Autor słusznie zauważa, iż jeśli mowa o ludzkim rozwoju, to okres moratorium znacząco się wydłużył, pomimo oficjalnych 21 lat i dyplomu w kieszeni, bohaterowie powieści wciąż uczą się latać…

miłość pomiędzy wierszami

Pomimo pozytywnej oceny samej książki, nie podpisałabym się pod recenzją Zuzanny Ziomeckiej, której fragment pozwolę sobie przytoczyć: „Eugenides przeprowadza na swoich bohaterach intelektualno- miłosny eksperyment. To, co się tu wydarzy, na pewno nie będzie proste…”.
Cóż, moim zdaniem to, co dzieję się na łamach powieści, to po prostu jeden z archetypów znany ludzkości, znany literaturze, znany sztuce… ten ostry, miłosny trójkąt wpisany jest w ludzkie perypetie, jak kąt ostry w geometrie. Najkrótsze ramię to oczywiście Mitchell, silny i interesujący, lecz nie dość genialny i fascynujący, by zetknąć się z pozostałą dwójką na równym szczytu poziomie. Wybiera mądrze i odchodzi; nie dość typowo przystojny, by za nim szaleć i na tyle dobry i czuły, a także inteligentny by chcieć go mieć blisko siebie… ilu takich chłopaków krąży wokół Was?

 

,)

Ameryka

#Obama #American Film Festiwal #wredny smok

 

Pozdrawiam,

Spryciara

Więcej: Eugenides, J. (2013). Intryga małżeńska. Kraków: Wydawnictwo Znak

Lala, Laleczka, Lalunia… Helena Bieniecka z nazwiska, kobieta silna, mądra i fascynująca z opowieści…

"Lala" J. Dehnel

„Lala” J. Dehnel

Skąd to wszystko wiem? Cóż, z powieści,  którą miałam okazję niedawno przeczytać. „Lala” autorstwa Jacka Dehnela zauroczyła mnie i przeniosła w odległe czasy, pogłaskała życiową pokorę i psikusem obudziła dawno uśpiony podziw dla kobiet, tych znanych i zupełnie mi obcych. Kobiet przewrotnych, urokliwych i silnych duchem, choć wątłych figurą. Matek, ciotek, babć i prababek, które mimo przeciwności losu i egoistycznych pobudek kurdupli zwanych „władcami”, żyły jak ta lala i życia uczyły innych…

„Lalę” czyta się z uwagą należną każdej ciekawej historii. Historii, którą choć można by przypisać nie jednej polskiej rodzinie, po przeczytaniu powieści Dehnela niezmiennie odtąd kojarzyć się będzie już tylko z jedną, wyjątkową i tak polsko krnąbrną rodziną. Ta wspomniana typowa polska krnąbrność to splot genów polskich, niemieckich i rosyjskich, które dają się bliżej poznać na przestrzeni życia uroczej wnuczki Pana Brokla- Heleny,  której wnuk słowami wybudował pomnik na jej właśnie cześć „Lala”  imię mu nadając.

Mimo niespójnej struktury i braku silnej linii narracji, która wpędza Czytelnika w odległe w czasie zakamarki tajemnic rodzinnych, tylko po to by za moment przywrócić go do teraźniejszości, „Lala” ma swój urok. Roztkliwia wspomnieniami, czułością ludzką i piękną polszczyzną. Dawno już nie czytałam książki, której autor w tak umiejętny sposób splatałby ze sobą słowa z języka codziennego z tymi zaczerpniętymi ze sztuki i nauki.

Wiele jest tu spraw, wiele wątków i bohaterów też wielu. Trudno to wszystko spamiętać, ale nie trzeba… najważniejsze i tak pojawia się na koniec. „Lala” pokazuje, że nieuchronnie nadchodzące pożegnanie zaprosić może do wspólnego przeżywania w teraźniejszości, przeszłości i poniekąd przyszłości… słowo zapisane posiada bowiem gen nieśmiertelności.

Przepis na pyszną zupę z Lisowa, czy słodką kawę za czasów okupacji przetrwa zatem kolejne lata..

Piękna polska jesień w towarzystwie „Lali” to doskonale dobrana kompozycja smaków, barw, kolorów, słów, znaczeń, metafor i opowieści. Przekonajcie się sami.

"Lala"

„Lala”

 

Spryciara

Dziś opowiem o książce, która jeden dzień cieszyła moje spragnione słów spisanych, więc wyrazów oczy, zaś znacznie dłużej zagościła w serca mego pamięci. „ Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego kusi i bawi słowem dosadnym, smutnym, ludzkim i krnąbrnym, bo przeistaczającym się w obraz. Widać taka dola reżysera, iż tworzy słowem obrazy, nawet na papierze ;-)

"Dwanaście słów"

„Dwanaście słów”

Do narracji wracając, artystycznego wyrazu i bohaterów… przyznać muszę, iż wielki problem sprawiłoby mi opisanie tej książki jedynie i aż w 12 słowach. Mimo to, 12 słów nie przypadkowo dobrane, pasuje jak ulał do dialogów głównych bohaterów. Nie mówić za dużo, by zbyt wiele nie zdradzić, by mieć ochotę na więcej, jednocześnie tak bardzo nie obnażając pragnienia miłości… miłości ludzkiej, której ani drewniany Jezus na krzyżu, Bóg, ani muzyka i idee nie są w stanie zaspokoić w sposób, jaki potrafi to zrobić drugi człowiek.

O tym właśnie jest ta książka; o ludzkim pragnieniu miłości, chęci jej okazywania i obdarzania nią, pragnieniu tak głupio tłumionym przez te wszystkie schematy, obrządki, wstyd i poczucie niższości, sprytnie maskowanej wyniosłością…

W tym kontekście „(…) chciało jej się ruchać.” nie razi tak bardzo, a jedynie dosadnie przedstawia ludzkość z całym jej inwentarzem. Czy to dobrze, czy źle? Nie o tym tu należy dyskutować. Książkę polecam, a Kolskiego podziwiam za zmysł obserwacyjny i przedstawienie historii nie gorzej od jednego uczonego psychologa, co to w ludzkich historiach siedzi po uszy. Struktura bohaterów, ich charakterów, schematów poznawczych, pragnień i zachowań… jest nieskromnie doskonała i trafiająca w sedno. Kto się bowiem kocha tak czule i tęskno jak nie narcystyczno oralni…

CAM02175

„Moją matką bądź tylko w lepszej, kobiety mej odsłonie.
Napraw to, co ona zepsuła.”

 

To moje… i aż 14 słów;)

Pozdrowienia śle

Spryciara

„Nie udało mi się zbudować satysfakcjonującego związku,
gdyż jak dotąd na mojej drodze stawali sami egoiści!”

Naprawdę? Wzierający w relacje interpersonalne egoizm, znacząco przechyla szalę relacji na stronę „Ja” i własnych potrzeb, przy absolutnej ignorancji potrzeb partnera, czy partnerki. Taka postawa, zdaniem wybitnego terapeuty par, nie jest sposobem na bliski, udany związek.

 

Książka/ Poradnik

Książka/ Poradnik

 

Miliony ludzi na całym świecie nieustannie spotyka na swojej drodze interesujące osoby, zakochuje się, przeżywa namiętne doświadczenia, kłóci się, rozchodzi, dobrze się bawi… Mimo to, odsetek zawieranych małżeństw wciąż spada, co gorsza wskaźnik rozwodów wzrasta ochoczo. Dlaczego ludzie coraz rzadziej decydują się na małżeństwo i coraz trudniej jest im wspomniany związek utrzymać? Odpowiedzi na to oraz wiele innych pytań poszukiwałam oddając się ciekawej lekturze noszącej wdzięczny i dobrze rokujący tytuł: „I żyli długo i szczęśliwie” autorstwa Willarda F. Harleya.

Związek związkowi nierówny, jednak przeczytawszy wyżej wspomnianą książkę, stwierdziłam, iż ludzie nie różnią się od siebie tak bardzo, jeśli chodzi o dynamikę miłosnych relacji. Mimo, iż pierwsze przeczytane strony obudziły we mnie bunt: „Skąd taka schematyczność w poglądach”, kolejne 200 stron wypełnione opisami przypadków, uwagami, wyjaśnieniami, a wreszcie poradami psychoterapeuty, przekonało mnie do większej części proponowanych rozwiązań, a co ważniejsze skłoniło do refleksji.

„I żyli długo i szczęśliwie” to dobry poradnik, który dedykowany jest małżeństwom z długim lub krótkim stażem. Mimo, iż Willard F. Harley bezpośrednio nie udziela odpowiedzi na pytania dotyczące współczesnych związków, takich jak: wolne związki, związki homoseksualne, czy poliamoryczne; to każdy może odnaleźć w treści książki coś dla siebie oraz dla swojej miłosnej relacji. Szczególnie cenne okazują się być ćwiczenia oraz testy, dzięki którym Czytelnicy samodzielnie nazywają i priorytetyzują swoje potrzeby, diagnozują problemy i wypracowują skuteczne strategie zaradcze.

Co więcej, autor dotyka też tematu zdrady; jego zdaniem sama zdrada jest jedynie objawem pewnego problemu, który występuje u danej pary. Błyskotliwie wyjaśnia przy tym, iż nowo powstały związek z kochankiem lub kochanką, okazuje się zaskakująco krótkotrwały, a z czasem wysoce rozczarowujący. Relacji takiej nie sprzyja bowiem ujawnienie, gdyż to właśnie czar tajemnicy sprawiał, iż relacja ta wydawała się tak wyjątkowa. Romanse na ogół są miłe, jednak głównie wtedy, gdy nie trzeba się z nich tłumaczyć zwłaszcza przed dziećmi, rodziną i przyjaciółmi.

recepta

Dzięki lekturze „ I żyli długo i szczęśliwie” skłonna jestem uznać, iż istnieje recepta na udany związek. Jaka? Otóż cytując Harleya, należy permanentnie podtrzymywać stan zakochania. Jak to zrobić? Wystarczy wykupić i zastosować lek o składzie: czułość, seks i rozmowa! Najlepiej w dawkach 3* 15 godzin tygodniowo. Od czego bowiem zaczynają się najgorętsze romanse, jak nie od rozmów intymnych właśnie. Ludzie są ze sobą szczęśliwi, gdy czują się wyjątkowo oraz gdy ich potrzeby są zaspokajane. Znana w psychologii reguła wzajemności, wydaję się tu odnajdywać wspaniale.

 

 

Książkę polecam wszystkim parom, które chcą przez wiele lat tworzyć satysfakcjonującą dla obu stron relację, a także wszystkim tym, którzy planują pracę z małżeństwami właśnie.

 Pozdrawiam,

Spryciara

Dziś jest ten dzień, kiedy zza rogu wyziera istota zupełnie taka jak Ty. Te same oczy, budowa ciała, głos a nawet blizny znajdujące się w tych samych miejscach. Twoje inne oblicze jestestwa, nie podlegające tym samym nakazom, zakazom i obowiązkom, które tak ściśle przywarły  do Ciebie…

Kto by to był? Ktoś szalony, nieprzewidywalny? Kobieciarz, czy lubujący się w męskich pośladkach mężczyzna? Miłośnik książek, czy szybkich motorów? Jaki rys Drogi Czytelniku miałoby Twoje Alter Ego?

Podwojenie

W filmie „Wróg” postać głównego bohatera- Adama Bella, doskonale oddana przez Jacka Gyllenhaalowa,  stanowi centrum pajęczyny absurdu, jaka unosi się nad depresyjnym Toronto. Miłosne i seksualne ekscytacje, tęsknota za wolnością i szaleństwem, chęć ucieczki i nieustanne dialogi wewnętrzne… Czy wciąż mowa o dwóch postaciach, czy o jednej? Czy to zapomniany brat bliźniak, sobowtór… a może obraz choroby psychicznej?

Główny bohater płynnie rozdziela się na dwie postaci, zaś widz skrupulatnie próbuje te dwa wizerunki połączyć… Jeden z nich jest wrogi, drugi nudny i przewidywalny, obarczony lękami. Szloch towarzyszący spotkaniu dwóch zdawać by się mogło odrębnych, lecz zupełnie identycznych  postaci, jest wyrazem owego lęku przed utratą tożsamości.

„Koniec końców wszyscy wrogowie wywodzą się z jednej pary rąk”.

Czy przedstawiony obraz jest jedynie zupełnie niegodnym reżyserowi „pustym stylistycznym ćwiczeniem”; pozostawiam indywidualnej ocenie widza. Trudno się wypowiedzieć na temat sedna filmu, nie przeczytawszy uprzednio książki autorstwa Josego Saramago „Podwojenie”, w której to autor śmiało próbuje dowieść, iż istnieniu dwóch zupełnie takich samych osób przyświeca matematyka, nie zaś filozofia. (Lektura na wrzesień!,))

„Wróg” niektórych nudzi, innych bawi, jeszcze innych doprowadza do furii: „ O co chodzi?”. Ponury nastrój, budująca napięcie muzyka godna najstraszliwszych scen, wolno przesuwająca się kamera, przesadne skupienie się na detalach, które niewiele wnoszą do zagadki, przy jednoczesnym ignorowaniu kluczowych dla niej elementów. Mozaika wielości, tajemnicy i absurdu!

 

Wielość symboli nieśmiało wyłaniających zza maski absurdu, intryguje i wciąga w rozgrywkę… film pozostaje w głowie widza na długo po projekcji, zaś pozornie niepasujące elementy zaczynają się układać w subiektywnie różne całości, będące doskonałym przyczynkiem do żywych dysput przy piwie.

 

Czy zobaczyła jak podnosi telefon?           Klucz?

Kto tak naprawdę lubi borówki?

Czy to on, czy już oni?            Pająk?

 

Informacje o filmie:  
http://www.filmweb.pl/film/Wr%C3%B3g-2013-651383#

Do kina, marsz!!!,)

 

Serdeczności,

Spryciara;)

Made by Florian Habitch, Wielka Brytania 2014, 90’

„I said let’s all meet up in the year 2000.
Won’t it be strange when we’re all fully grown”.

Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach

 

„Pulp: film o życiu, śmierci i supermarketach” to obraz, który powinien zobaczyć każdy, kto jest zwykłym człowiekiem, chętnie się bawi i kocha, jest też wrażliwy, a przede wszystkim lubi dobre, muzyczne teksty i ekscentryczne postaci.

 

W jednej z pierwszych scen, widz zaobserwować może żywe zainteresowanie wśród pracowników supermarketu w związku z plotką, iż słynny Jarvis Cocker, wokalista i założyciel grupy Pulp, pracował niegdyś na dziale rybnym!

„Tak, i nie był to dobry pomysł”- przyznaje sam Cocker, zapach ryb skutecznie odstraszał dziewczyny na prywatkach, zaś wspomniana atencja dziewczyn była dla Jarvisa niezwykle istotna, między innymi dlatego też założył zespół rokowy, co zmieniło wiele w jego życiu. Odtąd nie musiał już walczyć ze swoją nieśmiałością, by podejść do wybranki serca, bowiem płeć piękna lgnęła do niego niczym muchy do miodu; zwłaszcza gdy zaśpiewał „This is hardcore”, w pełni oddając się scenicznej kreacji.

 

„You are hardcore, you make me hard.
You name the drama and I’ll play the part.

(…)

Then that goes in there. & then it’s over. Oh, what a hell of a show
but what I want to know:
what exactly do you do for an encore? ‚Cos this is Hardcore”.

 

Siłą zespołu Pulp są słowa, którym nie przeszkadza muzyka, a które nakręcają samego Jarvisa, przenosząc go tym samym w świat jego fantazji; zaś widzom pozwalają bezkarnie podglądać jego kocie ruchy w tak intymnie ekshibicjonistycznym występie, jaki daje w rodzinnym Sheffield. Energia wokalisty udziela się widowni, która nuci wszystkie piosenki, krzyczy, bawi się, oddaję się przeżyciom. Drogą dygresji, wracając do Sheffied, dodać należy, iż utwór „Common people” zna każdy mieszkaniec tego niewielkiego miasteczka, zaś o samym Jarvisie marzą kobiety; i te dojrzałe i te wciąż dorastające, dumnie nosząc jego imię na koszulkach i bieliźnie.

 

„I want to live like common people

I want to do whatever common people do

I want to sleep with common people like you

(…)
You’ll never live like common people
You’ll never do what common people do
You’ll never fail like common people”

 

Niniejszy film to nie tylko dokument muzyczny, to świetna fabuła splatająca ludzkie wątki, łącząca tajemniczą nicią idolów i fanów, wibrująca w rytm muzyki i epatująca wszech owładającym podekscytowaniem. Jest to film momentami zabawny, momentami poruszający, ale zawsze prawdziwy. Takie są bowiem teksty Pulp, tacy są członkowie tego bandu.

Nikt tak jak Jarvis Cocker nie umie pisać o seksie, miłości i życiu. Tym właśnie zyskał szacunek i uznanie fanów na całym świecie. Teksty Pulp silnie naznaczają pochodzenie członków zespołu, wykazują zrozumienie dla ludzkich spraw, są realne i ponadczasowe, zaś sam zespół mało gwiazdorski. Chwila jaką spędził na półce POP, pozwoliła uświadomić mu, iż wartości POP są zgoła inne, niż te które sam wyznaje.

 

 

Po projekcji filmu, jaka miała miejsce na festiwalu filmowym we Wrocławiu: T-Mobiel Nowe Horyzonty, zespół Pulp zyskał nie jednego nowego fana lub fankę, która gotowa jest dumnie prezentować nazwę zespołu oraz imię jego wokalisty na pośladkach, czy też piersi.

 Jarvis- this is hardcore!

 

Trailer: http://www.youtube.com/watch?v=Bp9a8aJ41_U

 

Pozdrowienia,

Spryciara

 

 

„Smak miodu”

1
IMG_20140727_185421

książka

erotyczne spazmy,

myśli namiętne

mimo, że ze słownika skreślone

i z życia wyklęte

wciąż obecne

… na szczęście

 Są kultury, w których nie można mówić otwarcie o seksualności, potrzebie miłości, czy hedonizmie. Człowiek jest czysty, odziany w białe szaty i obmyty świeżą wodą, jego język jest pozbawiony wszelkich słów z seksem związanych, nie mówi się „uprawiałem seks”, „kochałam się”, tylko „spałem z nią”, bez względu na to, czy to tylko sen, czy aż spółkowanie.

„Gdy ci go wetknie, zalewaj się łzami i wypowiadaj nieprzyzwoite słowa- to zawsze wzmaga głębie przeżycia i siłę orgazmu”. Jego orgazmu. Takiej instrukcji czasem udziela matka, wychodzącej za mąż arabce. Podobnego typu przekonania, które śmiało można zatytułować „szczęśliwy i spełniony mężczyzna-instrukcja obsługi”, dbają o męskie rozkosze, potęgując anorgazmie i pochwice u kobiet. Udawany orgazm zmywa bowiem chęć przeżycia tego prawdziwego dość skutecznie. Salwa an-Nu’jami autorka książki „Smak miodu”, zdająca sobie sprawę z braku świadomości i edukacji arabów w dziedzinie seksuologii, gorzko zauważa, iż pozorna wstrzemięźliwość, cenzura i o zgrozo, bolesna niewiedza w obszarze ludzkiej seksualności, ” (…) to norma w czasach seksualnego upadku, jaki moja kultura teraz przeżywa”.

„Smak miodu”, to delikatny erotyk, będący kobiecym manifestem: tak jesteśmy, tak kochamy się, tak lubimy przeżywać orgazmy i chcemy się uczyć, poznawać, smakować życie nie tylko to duchowe, ale i cielesne, chcemy to robić bez zakazów, poczucia winy, czy wstydu. W kontekście tego, co wiemy na temat kultury arabskiej, która po 11 września daleka jest od historii opisanych w baśniach z 1001 nocy, jest to manifest niezwykle odważny. Za tę odwagę i poznawczy głód, winno się zatem docenić autorkę, bowiem dzięki takiej postawie, coś może sie zmienić na lepsze.

Bohaterka powieści jest kobietą świadomą zarówno zakazów i hipokryzji, jak i własnej seksualności, którą z radością poznaje i przeżywa. Jest sama dla siebie wartością, a swojego życia nie podporządkowuje normom, do których przestrzegania nakłania społeczeństwo. Jej spotkania, przyjaźnie, seksualne relacje, czy przytoczone rozmowy, odkrywają prawdziwą naturę arabskich kobiet, które mimo nakazów, zakazów i uciśnień, czasem myślą o sobie i swojej przyjemności, nie mając do końca odwagi by powiedzieć, to co czują głośno… Przyjdzie jednak i na to pora.

 

„Tego bardziej kocham, kto więcej mnie nauczy”.

” Jesteś piękna, mówił (…). Nie jestem piękna, po prostu żyję”

 miłość w słowa ubrana

„Poszukiwanie błony dziewiczej w świecie arabskim jest teraz niczym szukanie igły w stogu siana,
a oczekiwanie na wzrost świadomości i kultury seksualnej arabskich dziewcząt to czekanie na Godota”.

Wydaję się iż, niniejsza książka ma szansę obudzić świadomość seksualną arabskich kobiet, by czekanie stało się działaniem, a wiedza zawładnęła umysły. Najbardziej seksualnym narządem, jaki posiada człowiek jest mózg, od niego wszystko się zaczyna...„Oprócz miłości najcudowniejsze jest mówienie o niej” -Loise Labe.

 Dla zainteresowanych: Salwa an-Nu’jami, „Smak miodu”, Grupa Wydawnicza Foksal, MMIX, wydanie II. Warszawa.

Autor: Spryciara

książka/ poradnik

Bądź najlepszą wersją siebie

Wzajemna komunikacja często utrudnia proces porozumiewania się, a to za sprawą stosowania niewłaściwych komunikatów, trudności w aktywnym słuchaniu, czy tłumieniu konfliktów. Jest to istotne, zważywszy na to, iż jakość komunikacji wpływa nie tylko na relacje międzyludzkie, ale także nasze samopoczucie oraz deklarowany poziom szczęścia. To, w jaki sposób się komunikujemy, poniekąd wpływa na to, jacy jesteśmy…

Ludzie szczęśliwi i radośni odznaczają się wysokim poziomem tolerancji i otwartości, są cenieni jako rozmówcy, doradcy, przyjaciele i pracownicy. Kluczem do wspomnianego stanu rzeczy okazuje się zadowalający poziom zaspokojenia ich wewnętrznych potrzeb. Zdaniem Lindy Adams, aby być traktowanym przez innych z uwagą i szacunkiem, wpierw trzeba wspomnianą uwagą obdarzyć samego siebie, po to by poznać swoje potrzeby i nauczyć się je skutecznie komunikować, nie odbierając przy tym godności i szacunku rozmówcom.

Poradnik „Bądź najlepszą wersją siebie” autorstwa Lindy Adams powstał na bazie popularnej metody Thomasa Gordona zajmującej się obszarem skutecznej komunikacji. Książka dedykowana jest wszystkim osobom niezależnie od płci, czy wykonywanego zawodu, komunikacja jest bowiem nieodłącznym elementem życia społecznego, wpływającym na jakość relacji, zadowolenie i radość z życia oraz efektywne rozwiązywanie konfliktów bez użycia przemocy.

Autorka książki wskazuje na cztery istotne rodzaje komunikatu typu Ja: deklaracyjny, adekwatny, zapobiegawczy i konfrontacyjny. Komunikat typu Ja jest o wiele bardziej efektywny, niż komunikat Ty: „Jesteś taki leniwy”, „Rządzisz się jak szara gęś”, którego konsekwencjami mogą być: brak odpowiedzialności za własne uczucia, wzbudzenie u innych oporu, który oddala od celu, poniżenie drugiej osoby, wzbudzenie chęci odwetu u rozmówcy, brak szacunku dla uczuć drugiego człowieka. Komunikat Ty warto więc zastąpić komunikatem Ja: „ Chciałbym wiedzieć, dlaczego nie wykonałeś tego zadania”, „ Naprawdę nie lubię osób, które narzucają innym swoje zdanie”.

Niniejsza książka stanowi skuteczne narzędzie poprawy komunikacji zarówno w rodzinie,w gronie przyjaciół jak i w pracy. Dzięki niej Czytelnik nauczy się jak efektywnie stosować komunikat typu Ja, rozwiązywać konflikty potrzeb i wartości, dowie się także jak skutecznie planować działania.

Poradnik napisany jest w sposób przejrzysty, zaś przywołane przez autorkę liczne przykłady z życia uczestników warsztatów dotyczących komunikacji, przybliżają problem i ewaluacje jego rozwiązań, wspomagając proces nauki.

Komunikacja to nie tylko aktywne wyrażanie siebie i werbalizowanie swoich myśli, uczuć, czy potrzeb, to także słuchanie, nawet w sytuacjach trudnych, mających znamiona konfliktu. Gotowość zainteresowania się odczuciami i sprawami innych jest tym, co odróżnia osobę asertywną od agresywnej. Warto zatem wyrażać swoje myśli, uczucia, lęki, pozostawiając jednocześnie przestrzeń dla uczuć i myśli innych.

 

Gniew tłumiony może zatruć stosunki tak niezawodnie jak najokrutniejsze słowa”.

Joyce Brothers

Książka_zapach druku

 

 


  • RSS