Biało czarna mozaika podłogowa, spoglądające z ram okien pstrokate witraże, nieproszeni goście w postaci gołębi i kilku świętych porozrzucanych tu i ówdzie, a wśród nich nagi ON- współczesny człowiek przyszłości. I jakby paradoksu w nazewnictwie było mało, ów człowiek mimo dbałości o osiągnięcie doskonałości, daleki jest od ideału.
do color the...

Fabuła najnowszego filmu Terrego Gilliama osadzona jest skomputeryzowanej przyszłości miasta przypominającego Londyn, przyszłości, którą rządzą cyfry, równania, wynik i władza. Ten kolorowy świat pełen innowacyjnych rozwiązań, skupia miliony utalentowanych, inteligentnych, kolorowych i niezwykle indywidualistycznych ludzi. Ludzi, którzy świetnie się bawią w swoim towarzystwie, tańcząc do zupełnie różnej muzyki, którą aplikują sobie poprzez najnowsze słuchawki przenośnych urządzeń. Razem, a jednak osobno. W tym świecie nie trudno o informację, naukę, czy rozwój? To jest w 100% zapewnione. Trudno jednak o bliskość, relacje i własną tożsamość. W dobie czasów tak bardzo skoncentrowanych na „Ja”, niezwykle trudna okazuje się próba jego zdefiniowania. Piętrzą się zatem w głowach pytania: Kim jestem? Dokąd zmierzam? Kim chcę być?

Kto mi podpowie…
Kto odpowie…
Kto odpowiedź zna…
Ring, ring… waiting for a call!

Czas przedstawić Państwu Qohena Letha, którego postać oddał Christoph Waltz, człowieka genialnego i dziwnego jednocześnie, pracoholika i nieszczęśnika, którego świat staje na głowie za sprawą uroczej blondynki i uczuć. Nie martwcie się, nie będzie jednak tak oczywistego happy endu, blondynkę wygryzie bowiem LOC wewnętrzny, a więc wewnętrzne poczucie kontroli i sprawstwa… Ciekawi?
Wspomniany wcześniej Qohen to dość osobliwa postać. Niski, łysy i niezdarny, w dodatku wypowiadający się w liczbie mnogiej : „Na imię mi Qohen. Miło nam poznać”… Dziwak! Co ciekawe ten uroczy nawyk, który przylgnął do bohatera, stał się konsekwencją… wirtualnej wizyty u psychologa, który podpowiedział, iż bycie częścią większej całości, może uchronić człowieka przed samotnością. Jak można się jednak domyślić, owa porada została opacznie zrozumiana i zamiast współtowarzyszenia i współprzeżywania, pozostało jedynie samo, samotne „my” niestrudzenie czekające na telefon, który powie, jaki jest sens ichniego istnienia.
Film Terrego Gilliama sprytnie przeplata abstrakcje z ponadczasową mądrością na temat życia i egzystencji. Stanowi tym samym pewną prognozę, tego, co być może i nas czeka. Już dziś bowiem zaobserwować możemy ułamki zachowań, w które Gilliam wyposaża swoich bohaterów. Chaos informacyjny, potrzeba nowości, nieustanny rozwój, czy pościg za karierą zupełnie zmienia styl funkcjonowania poznawczego człowieka. Dobitnie ilustruje to wypowiedź Boba : „Nie chce być stary. Mam dopiero 15 lat, a już wszystko mnie nudzi”.
Zobrazowany styl funkcjonowania pracowników kolorowego komputerowego korpo obrazuje styl funkcjonowania osób narcystycznych, które zdeterminowane są, by osiągnąć sukces, być kimś wyjątkowym i wspaniałym. Ciężko pracują, zaniedbując relacje z innymi, dążą do efektów i je uzyskują, do funkcjonowania potrzebują jednak korporacji z całym pakietem: wytłuszczonymi drukiem wartościami, jej misją i wizją. Wszystko, by nazwać to, kim są: „Jestem managerem, jestem liderem projektu, moje wartości to innowacyjność i uczciwość… jestem też wyluzowany, bo mamy w firmie casual fridays. Wszystko to wiem, kiedy jestem w firmie, ale kiedy jestem sam … czasem nie wiem, kim tak naprawdę jestem i dokąd zmierzam”.
Ot, współczesny Narcyz uwięziony w korporacyjnej machinie sukcesu, nie własnego, lecz sukcesu właściciela danej firmy.
A w tle czarna dziura, czarnej dziury siła…

CAM00463

Kończąc tekst, będący skromną recenzją filmu, nie mogę odmówić sobie ukwiecenia go cytatem:
„W życiu, jak w przyrodzie wszystko dąży do równowagi. Zawsze musi być 1:1”.

Zwiastun filmu, enjoy the art,)

i coś dla ciekawskich, zgadnij któż to?

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=305887866107095&set=a.305885092774039.89437.100000576525608&type=3&src=https%3A%2F%2Fscontent-a-fra.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xfp1%2Ft31.0-8%2F336826_305887866107095_1911076322_o.jpg&smallsrc=https%3A%2F%2Fscontent-a-fra.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xaf1%2Ft1.0-9%2F392692_305887866107095_1911076322_n.jpg&size=682%2C1024

made by: http://www.miloszpoloch.com/

Serdeczności,
Spryciara,)

 

Mimo PKP-owego archaizmu, ludzie wciąż podróżują koleją. Nawet Ci, którzy zazwyczaj wożą swoje eleganckie cztery litery na wygodnych, usłanych miękką skórką w odcieniu bieli wygodnych fotelach samochodowych w równie drogich i komfortowych autach, czasem grzeszą i pięknie odzianą stopę stawiają na posadzce szczynami pachnącej, posadzce miejskiego dworca stacji PKP. To jedna ze skrajności wachlarza pasażerów, pośpiesznie przemierzających perony lub też oczekujących na pociąg. Drugą grupę stanowi mniej zasobne finansowo towarzystwo, są to bezdomni czasowo lub pernamentnie lub też „ciężko” pracujący stręczyciele, prostytutki i prostytuci, złodzieje, osoby, które uraczą Cie pogawędką: „Czeka Pan na pociąg? -Ja mam pociąg do Pani!”.

 

Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami zasiada grupa najliczniejsza, jednak najmniej w swej zwyczajności interesująca: studenci, ludzie młodzi i starzy, uczciwie pracujący, podróżujący koleją zawsze lub często. Niby zwyczajni ale także i oni mają swoje intrygujące sekrety, czy grzeszne pragnienia, które tylko czekają, aż skieruje się na nich soczewka światła po to, by w jego blasku mogły odstawić swoje własne show…

 

 

I ot znajdujesz się w poczekalni na dworcu PKP. Czekasz. Minuty rozciągają się w czasie i powolnie wracają do pierwotnej formy. Mógłbyś zrobić coś pożytecznego, przeczytać książkę lub gazetę, nawiązać jakąś znajomość…to miejsce nie bardzo jednak temu sprzyja, letarg. Patrzysz na ludzi z naprzeciwka, na ich szare twarze, rozbiegane na czole myśli i nerwowe ruchy stopą. Czekacie. Tyle że oni grają, a Ty oglądasz spektakl…

 

poczekaj w toalecie

 

Poczekalnie. O” spektakl Krystiana Lupy.

 

Spektakl długo wyczekiwany i na wyczekiwaniu bazujący. A przecież ludzie czekać nie lubią, tym razem też to pokazali, opuszczając spektakl już przed końcem pierwszej połowy. Ja jednak czekałam na to, co wyniknie z kolejnych etapów odkrywania zagadki o tytule znanym, lecz wciąż inspirującym- „Człowiek”. Doczekałam się. Reżyser zdarł maski aktorom, zabrał im kostiumy i cały ten blichtr. Mimo, że część z nich nie wiedziała, czy gra w szkolnym przedstawieniu, czy w spektaklu przez wielkie „S”, Lupie udało się pokazać samotność i egoizm współczesnego człowieka, osoby która każde zdanie zaczyna od „Ja” i która nie umie czerpać z wolności, stając się swoim własnym niewolnikiem.

 

Nie jestem zwolenniczką sztuki odartej z metafor, humanistycznego uniesienia, sztuki podłej, gdzie oglądam gołe fallusy w sytuacji porno-intymnej, zwyczajnej, bolącej prostotą. Nie lubię, gdy w teatrze krzyczą „kurwa”, taką sztukę prezentują aktorzy z mojego osiedla, codziennie odgrywając podobne przedstawienie na ławce pod trzepakiem. Pomimo wszystko, uważam jednak, iż warto pójść na „Poczekalnie.O.” Lupy, czasem bowiem trzeba zejść niżej, by zobaczyć więcej…

Hej ho,

Spryciara

 

 

Przyciemnione światła, błysk w oczach widowni, wreszcie zaczyna grać muzyka, tancerze wyskakują z za kulis, światła kierują się na środek sceny, na której Ty stoisz i śpiewasz! To Twój ulubiony HIT..od lat wykonujesz go przed lustrem podczas codziennej toalety. Pierwsze występy sięgają jednak okresu dziecięcego, kiedy stojąc na krześle machałeś nieporadnie głową i rozciągałeś usta w niemym krzyku gwiazdy disco,  a znajomi spod trzepaka wdzięcznie bili brawo.

Każdy może być gwiazdą rocka, czy gwiazdą disco..od czego jest fantazja i dubbingowe wygłupy! Przecież większość wykonawców, uznanych za gwiazdy, wyprodukowane hurtem z wytwórni muzycznych, robi karierę aktywnie korzystając z tego właśnie patentu!

„We will dub you”! Oh yeah…

W cudny nastrój wprawił mnie pantomimiczno- akrobatyczny występ zespołu AIRNADETTE, goszczącego na 35 Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Grupa aktorów o doskonałych zdolnościach tanecznych, swoim performance wprawiła widownie w euforyczny stan; był biały proszek, konfetti, cekiny, dzika panterka i bahranowe majtki! Takiej dawki humoru, dystansu i pozytywnego flow dawno nie widziałam na polskiej scenie. Szkoda, iż polscy artyści nie mają w sobie takiego procentu bezkompromisowości i odwagi. Cudownie było móc zobaczyć performance, który w zabawny sposób odarł kulturę POP-u z „sacrum” , obnażając  śmieszne i małe profanum. Intencja twórcy muzycznego hit-u traci moc sprawczą, utwór zaczyna żyć swoim życiem, pokazując swoje różne oblicza, staję się karykaturalny… „Śpiewać każdy może”, nawet ten, kto nie potrafi, od czego jest dubbing!?

Duży szacunek dla scenarzysty i reżysera, stworzona z dźwiękowych wycinków różnego-filmowego i muzycznego pochodzenia, fabuła była lekka spójna i absorbująca uwagę, oddała istotę rozrywki naszych czasów: disco, pop, rock, art-pop… nevermind! „We will dub you!”

Poznajcie zespół:
http://www.airnadette.com/
i rozglądajcie się za biletami na ich kolejny występ!

 

Spryciara

 

Drodzy Moi Czytelnicy,

Dziś nieco sentymentalny wpis, otóż zamierzam się z Wami podzielić częścią siebie i tego co miałam w głowie, kiedy jeszcze byłam studentką..o szlachetnym sercu:) Przedstawiam Wam:

MANIFEST POMAGANIA

1.Kieruj się sercem i rozumem.

Staraj się dowiedzieć jak najwięcej o osobach/ organizacjach, które zamierzasz wesprzeć, tak aby twoja pomoc trafiła do prawdziwie potrzebujących.

2.Podaruj wędkę zamiast ryby.

Przyznawaj niewielkie sumy pieniędzy, wspieraj konkretne realne programy. Ucz potrzebujących samodzielności. Wspieraj w działaniu, nie wyręczaj.

3. Poświęć swój czas i energię.

Będąc filantropem, wzbogacasz nie tylko potrzebujących, ale i siebie.

4. Ustal priorytety.

Zamiast prestiżu, pożytek dla społeczeństwa.

5.Bądź przykładem.

Zarażaj swoją filantropią innych, zwłaszcza najmłodszych. Wypracowane w dzieciństwie pozytywne nawyki, zaowocują w przyszłości.

6.Bądź odpowiedzialnym człowiekiem.

Pomagaj w miarę możliwości i zasobów twojego portfela. Instytucje państwowe często zawodzą, ale to nie znaczy, że i ty musisz. Samo współczucie nie niesie pomocy, potrzebne są także twoje działania.

7.Czerp radość z dzielenia się.

Pieniądze szczęścia nie dają, ale mogą dopomóc zdrowiu, życiu czy edukacji innych.

8.Bądź pokorny wobec życia i życzliwy dla innych.

Los bywa kapryśny. Nigdy nie wiesz co cię czeka za rogiem, ani kiedy Ty sam będziesz potrzebował pomocy.

9.Pomagaj jak potrafisz.

Pomoc potrzebującym nie ogranicza się jedynie do wsparcia finansowego. To także wszelkiego rodzaju zbiórki żywności, bądź odzieży, organizacja kiermaszu na cele dobroczynne, a także bezpłatne prace społeczne- wolontariat.

10.Miej oczy dookoła głowy.

W sklepach z artykułami codziennego użytku, znajduję się kilka marek, które przekazując cześć dochodu ze sprzedaży produktów, aktywnie wspierają działalność organizacji charytatywnych. Kupując produkt danej marki, wspierasz potrzebujących. Uważnie śledź, które marki i sklepy są przyjazne działalności charytatywnej i wspieraj potrzebujących, kupując oznaczone produkty.

 

Pozdrowienia,

Spryciara

 

Chemia miłości

0

 

 

Zakochanie to stan charakteryzujący 86% kultur ludzkich. Co ciekawe, występujący także w świecie zwierząt i to nie tylko w obrębie tego samego gatunku. Znana jest bowiem historia jelenia z Wermont, który zakochał się w krowie. Jego zaloty trwały aż 76 dni, mimo to krowa pozostała niewzruszona.

Dlaczego się zakochujemy i co odpowiada za stan, który wielu porównuje do stanu narkotycznego upojenia? Była już mowa o feromonach, czas na inne związki chemiczne. Fenyloetyloamina, zwana  aminą eksytacji, pełniąca rolę neuroprzekaźnika, odgrywa istotną rolę w procesie zakochania. To ona odpowiada w dużej mierze za stan podniecenia i wrażliwości. Co więcej, dotychczasowe badania wskazują na wydzielanie się fenyloetyloaminy podczas wysiłku, takiego jak uprawianie sportu, czy seksu, co przyczynia się do odczuwania stanu porównywalnego do euforii. Co ciekawe, ten biosyntetyzowany związek występuję w wielu pokarmach, szczególnie w czekoladzie. Na jego bazie powstają teżśrodki psychoaktywne, dzięki czemu wiemy, iż sam związek w większej mierze nie sprzyja organizmowi ludzkiemu. Dlatego też inhibitory MAO (monoaminooksydazy), neutralizują jego działanie, tym samym sprzyjając bardziej konstruktywnym wyborom miłosnym.

Wszystko w naturze dąży bowiem do równowagi.

Kam Pasek

 

 

Niejednokrotnie natknęłam się na informacje, iż swingersi oburzają się gwałtowanie, gdy ich styl życia jest charakteryzowany w sposób pozbawiający zabarwienia emocjonalnego. Ba, uczuciowego. Dla laika, swinging oraz poliamoria nie różnią się zanadto, zakładają bowiem związek otwarty na polu uciech cielesnych. W swoich różnych wariantach poliamoria faktycznie czasem może przypominać swingerstwo, jednak filozofia od której się wywodzą oba zjawiska, jest zgoła inna.

Swinguj, ale kochaj tylko mnie

Poliamoria oparta na uczciwości i wolności zakłada, iż para otwierając swój związek na doznania seksualne z innymi osobami, otwiera również swoje serca na miłość. Co więcej poliamoria zakłada także możliwość zakochania się w innych osobach bez konieczności uprawiania z nimi miłości fizycznej. Swingerstwo z kolei bazuje na monogamii emocjonalnej, przy jednoczesnym przyzwoleniu na seks z wieloma partnerami. Rodząca się pomiędzy parami przyjaźń nie jest wykluczona, natomiast zawsze poprzedza ją seksualne zaspokojenie.

Więcej:

Anapol, D. (2013). Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam

 

Więcej żon, to więcej dzieci? Cóż, najnowsze badania wskazują na omylność tego przekonania. Poligamia nie sprzyja płodności kobiet, które dzielą zarówno harem, jak i męża.Bowiem z ewolucyjnego punktu widzenia jeden mąż nie zrealizuje potrzeb kobiet oraz ich potomstwa, mimo że tak zapewnia kultura.

Zachód lubi mono.

Czym jest monogamia? Według definicji jest to „stan, zasada lub zwyczaj pozostawania w związku małżeńskim tylko z jedną osobą”. Przytoczona definicja wskazuje na stan raczej prawny, aniżeli duchowy czy cielesny, nie ma więc mowy ani o zdradzie, ani o zazdrości. Monogamia nie gwarantuje też wierności, mimo to znaczna większość europejskiego społeczeństwa oraz społeczeństwa amerykańskiego, uważa iż związki monogamiczne są najbardziej optymalną formą relacji. W kontekście przytoczonych danych, trudno uwierzyć, że aż w 84% kulturach, poligamia oraz społeczne przyzwolenie na harem są powszechne. Odpowiednik poligamii, a więc poliandria nie jest już tak popularny, bowiem tylko 0,5 % wspólnot zezwala na posiadanie kilku mężów, co po raz kolejny wskazuje na nieuzasadnioną dominację pierwiastka męskiego w świecie.

Harem, komu, po co i dlaczego?

Popularność haremów tłumaczy się często potrzebą opieki nad kobietami, których jest więcej niż mężczyzn oraz zapewnieniem biologicznej nieśmiertelności poprzez posiadanie licznego potomstwa. Jak się jednak okazuję poligamia nie sprzyja płodności. Przeprowadzone badania dowiodły, iż kobiety pozostające w monogamicznych związkach były bardziej płodne, niż te ze związków poligamicznych. Wyjątek stanowiła jedynie pierwsza żona w haremie. Co prawda instytucja haremu doskonale sprawdza się w świecie zwierząt, na przykład koni czy goryli, dla świata ludzi monogamia, dziś seryjna monogamia, pozostaje naturalną formą reprodukcji.

monogamia

Podsumowując, poligamia stanowi wtórną i raczej oportunistyczną strategię reprodukcyjną, powstałą w wyniku zaspokojenia męskiej potrzeby władzy i dominacji, strategii, która zawodzi w obszarze, dla którego teoretycznie została powołana, a mimo to nadal funkcjonuje.

Więcej:

Anapol, D. (2013) Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam Pasek

Ciekawość moja nie zna granic, tym razem padło na relacje damsko- męskie. Uczciwie dodam, iż pierwiastek męski częściej mnie zajmuje, a to za sprawą zmienności w jego osobistym zbiorze kobiet, kobietek, dziewcząt, panienek…etc.
Kiedy pytam mężczyznę o kobietę: „Jak tam X-Panna?”, zdarza się, że zapytany delikwent odpowiada: „Nie przypominam jej sobie”, „To nic takiego”, „Co?”, „To nic poważnego” lub co gorsza „Weź przestań…”. Okay,rozumiem. Jednak przypominając sobie wpatrzone w owego delikwenta oczy X-Panny, tak zwane oczy cocker spaniela, śmiem sądzić, że ona na podobne pytanie odpowiedziałaby nieco inaczej… chociażby „Poznajemy się”, „Jest cudowny”albo „Zobaczymy”.
Opisana sytuacja zmusza do zadania kilku pytań:
1. Skąd dana dziewczyna ma wiedzieć, że w uznaniu faceta jest „tą na teraz”, „ było miło”, „nie, to nie ta”?
2. Czy kobiety szybciej angażują się w relacje, niż mężczyźni? Czy tylko grają?
3. Dlaczego oko cocker spaniela przylgnęło do płci pięknej?

Pytania niby głupie i pewnie nigdy bym ich nie zadała, gdyby nie wyniki badań, do których dotarłam dzisiejszego wieczoru.

Doctor Helen Fisher, autorka modelu dzielącego miłość na trzy rodzaje:pożądanie, miłość romantyczną i więź, przestrzega: „Nie kopulujcie z osobami, w których nie chcecie się zakochać!”
Dlaczego? Cóż, jak tłumaczy Fisher, testosteron odpowiedzialny za pożądanie, może uruchomić neuroprzekaźniki, które odpowiadają za miłość romantyczną. Co więcej, sam orgazm uwalnia oksytocynę, hormon odpowiedzialny za budowanie więzi… Pójdźmy dalej! Wazopresyna, inny hormon prężnie działający w obszarze więzi,  zwany jest „ monekułą monogamii” (Robi się niebezpiecznie…). Jednak jego działanie jest w większym stopniu uwarunkowane genetycznie, jak zauważył Hasse Walum, mężczyźni u których wazopresyna działała słabiej, gorzej sprawdzali się w roli mężów. (I oto cała filozofia; hormon, nie charakter czy brak odpowiedzialności;)).
Z kolei Maria Robinson, autorka „Peace between the sheets”, przekonuje, iż orgastyczna wstrzemięźliwość, może zapobiec jałowości i rutynie w związku. Zdaniem badaczki, powstrzymywanie się od uwalniających dopaminę orgazmów, które zostanie wzbogacone o  pieszczoty, np. głaskanie, wpływa pozytywnie na budowanie więzi oraz budowanie relacji odpornej na seksualne pokusy. Są to raczej spekulacje, jednak jeśli okażą się prawdziwe, pozwolą na wyjaśnienie innej zależności pomiędzy kobietami, orgazmem, a przywiązaniem. Otóż kobiety, które stosunkowo rzadko osiągają orgazm podczas seksualnego zbliżenia, bardziej się przywiązują do swojego partnera! Tymczasem mężczyźni osiągający orgazm w akcie miłosnym zawsze i bez problemów, z biegiem czasu mogą doświadczyć spadku intensywności pożądania wobec tej konkretnej partnerki.
Wnioski są następujące:
1. Dla dobra relacji kobiety i mężczyźni winni czasem powstrzymywać się od orgazmu.
(Chociaż szczerze wątpię, by frustracja mogła przerodzić się w chęć głaskania i przytulania… czego nie robi się w imię miłości:D)
2. Kobiety, nie osiągające orgazmów w czasie stosunku, dla równowagi powinny ów orgazm osiągnąć i kochać się bez syndromu cocker spaniela, zwłaszcza nieodwzajemnionego.
kiss

Oczywistym jest, że związki miłosne i relację międzyludzkie zależą od większej ilości złożonych czynników niż geny, hormony, czy neuroprzekaźniki. Głupotą byłoby jednak ignorować biochemię zwłaszcza, że tak wiele piszę się teraz o chemii miłości:)

Polecam: http://www.psychologia-spoleczna.pl/aktualnosci/1369-pachnaca-atrakcyjnosc.html

Wszystkim zainteresowanym orgazmami kobietkom polecam artykuł dla dorosłych: http://seksualniesensualnie.uchwycone-chwile.pl/2013/05/07/cwicz-swoj-orgazm-olimpiada-dla-napalonych-kobiet/

Kochankowie z Pont Neuf

0

 

Festiwal Nowe Horyzonty, już za nami, a mnie naszło na wspominki…

 

Jednym z filmów, jakie miałam przyjemność zobaczyć, był film Leosa Caraxa „Kochankowie z Pont Neuf”.

 

Carax, znany z oryginalnego przedstawiania na pozór prostych tematów, opowiedział losy kochanków w sposób bardzo przewidywalny. Zaznaczyć jednak należy, że film ten pochodzi z 1991 roku, a na przestrzeni ponad 20 lat, reżyser nie tylko dojrzał, ale też wypracował sobie charakterystyczny dla siebie styl. Nie mniej jednak, miło było cofnąć się w czasie, by poznać młodego, zapewne przepełnionego ideami reżysera oraz jego młodzieńczą perspektywę.

 

 

Obraz, który razi zapachem.

Było kilka takich momentów, podczas których moje myśli krążyły wokół decyzji o wyjściu z seansu. Bezdomność, alkoholizm oraz całokształt barwy paryskiego marginesu społecznego, został pokazany tak wiernie, intensywnie i szczegółowo, iż w kinie czuło się zapach „żulerni”. Moja niepodjęta koniec końców decyzja o wyjściu, wiązała się z obawą, że „nie dam rady”, że jest to za mocne, a nie z ogólnym stosunkiem do obrazu. Owe nie dam rady, to po prostu zmęczenie tematem bezdomności, marginalizacji, uprzedmiotowienia… oraz bezsilność człowieka, który mimo że ma kredki, to nie potrafi nic sensownego narysować.

 

 

Motyw oka.

 

Były też momenty, kiedy to zaciskałam powieki lub tępo patrzyłam na swoje kolana, wszystko przez wszechobecny motyw oka. Oko, moja pięta achillesowa, zawsze mnie osłabia. Nie będę się nad tym rozwodzić, gdyż być może nie dotrwam do końca akapitu. Jeśli jednak kogoś oko, jego choroby i metafory z nim związane, nie przeraża, to film zapewne bardzo mu się spodoba.

 

 

Miłość, która wzrusza, mnie napawa lękiem.

 

Wychodząc z kina zauważyłam kilka par, trwających w namiętnym uścisku, tudzież wymieniających pocałunki w sposób żarliwy i pełen ideologicznego charakteru względem zjawiska miłości właśnie. Cóż, film był o miłości, prawda. Może i był happy end. Dla mnie jednak ta historia miała tak zwany ciąg dalszy, któremu daleko będzie od happy endu. Zaborczość i zazdrość manifestująca się wcześniej podpalaniem, kłamaniem czy zepchnięciem do wody, powróci ze zdwojoną siłą bumerangu, przy każdej różnicy zdań. Ludzie się nie zmieniają, miłość też nie zmienia ludzi. Jest już o tym jakiś film?

 

 

Pozdrawiam,

 

Spryciara

 

 

 

Marcina Szczygielskiego poznałam bawiąc się w „Berka”. Zauroczona jego spojrzeniem na świat, nietuzinkowym dowcipem i doskonałym stylem, szybko pochłonęłam wszystko to, co było sygnowane jego nazwiskiem. No, może prawie wszystko, na koniec zostawiłam sobie bowiem PL-BOYa, który bawił mnie w lipcowe popołudnia, a o którym Wam teraz opowiem.

PL BOY

Przyznam już na wstępie, że moim skromnym zdaniem PL- BOY nie należy do najlepszych dzieł, które wyszły spod pióra Pana Szczygielskiego, nie mniej jednak warto sięgnąć po tą pozycję, gdyż nieoceniony humor i trafność w ujmowaniu sedna sytuacji, charakteryzujący osobę autora, widoczny jest tu niemal na każdej stronnicy.

Zabawmy się w łańcuch skojarzeń. Słowo REDAKCJA: gazeta, dziennikarze, gro pracy, obowiązkowość, pomysłowość, intelekt. Cóż, myślę, że ten ciąg kojarzonych ze słowem redakcja słów, może nieco ulec zmianie, gdy do Waszych rąk trafi PL- BOY.

Powieść stojąca u progu groteski i z jej charakteru bogato czerpiąca, obnaża realia polskiego dziennikarstwa. Gotowy produkt, a więc magazyn, prezentujący dobre teksty, piękne zdjęcia czy interesujące konkursy, nie opowie Wam, ile potu, łez i śmiechu towarzyszyło całej redakcji, gdy tworzyła ów numer. Opowie o tym, i to w sposób bardzo zabawny, Marcin Szczygielski, dzięki czemu żadne opublikowane w magazynie zdjęcie nie wpędzi mnie już w kompleksy, a żadna ważna persona, nie zawstydzi swoim wybujałym ego. Dystans i humor, absurd i przerysowane postaci zawsze kradną moje serce i czas. Dlatego też kilka lipcowych popołudni i wieczorów śledziłam poczynania Zieni, drżąc na samą myśl, że w dniu dzisiejszym zaprawa, jaką pracowicie nałożyła sobie na twarz, przegra walkę ze zbyt wysoką temperaturą powietrza. Towarzyszyłam też Marcinowi przy przeprowadzce i trzymałam kciuki, żeby w dniu wyborów, dublerka nie przesadziła z kermitami. Nie wiecie o co chodzi? No cóż, ja Wam nie odpowiem, sięgnijcie do książki i bawcie się równie dobrze jak ja!

Najgorsza jest świadomość, że za kilka lub kilkanaście minut wymyślę dziesiątki miażdżących ripost, na które już będzie za późno, a o których będę myślał przez pół nocy.”

Pośrodku, na dość obskurnym krześle, siedzi Zosia, a właściwie bardziej zwisa, niż siedzi. Ma ewidentną gorączkę, błędny wzrok i wątróbkowe rumieńce na policzkach. Podobnie jak reszta panienek w garderobie nie ma na sobie prawie nic, ale w tym przypadku nie jest to widok przyjemny. Prawa pierś wygląda prawie dobrze, choć wciąż jest lekko napuchnięta, ale lewa to istny horror. Coś jakby Atak krwiożerczych pomidorów w ostatnich sekwencjach, kiedy to tytułowi bohaterowie bardziej przypominają już keczup, ale jeszcze nie całkiem. Nie mogę oderwać wzroku.”

Fragmenty PL- Boya autorstwa M. Szczygielskiego.

kolekcja:)

A oto cała kolekcja, z niecierpliwością oczekuję nowego tytułu!


  • RSS