Rosyjskie romansidło, ma się przy tym okazie „sztuki współczesnej”, jak pantofel do kapcia…

Wiem, że jest to książka okrzyknięta mianem „ bestsellera”. I co z tego powiadam, i tak zamierzam ją „pojechać”… Obiecuję być łagodna jak baranek.

 

Mh, żeby przeprowadzić ten zabieg jak najmniej boleśnie, opowiem w krótkim streszczeniu moją osobista podróż w odkrywaniu twarzy Christiana, od A do Z, czyli od 1 do 50…

hahah, very funny!- MOJA WEWNĘTRZNA BOGINI PODSKOCZYŁA Z RADOŚCI…

 

Po pierwszych 20 stronach miałam zrezygnować, jednak kontynuowałam zawzięcie, a to dlatego, że cechuje mnie wysoki stopień wytrzymałości, jak mniemam. Tyle lukru, nie widziałam na najbardziej tłustym pączku. Banał za banałem, czyli znowu do znudzenia:

 

ONA: inteligentna, skromna, nie potrzebująca makijażu, ani pięknych ubrań kobieta, która w późniejszej części lektury wilgotnieć i szczytować będzie już po dwóch ruchach partnera…

 

ON: piękny, zimny i bogaty! W dodatku, o zgrozo, facet, który zmienia się pod wpływem kobiety!

 

Tylko kilkadziesiąt stron, a tyle zakłamanych informacji…

Mimo to, czytałam, czytałam, czytałam, mówiłam sobie, jakie to głupie i czytałam dalej…

 

Ożywiałam się przy niektórych elementach dialogu, zwłaszcza, gdy Grey wypowiadał zdanie w stylu” Teraz będę Cię pieprzył ostro.”… a był po prostu seks.

Być może, moje zboczenie polega na tym, że oprócz praktyki, znam też teorię, seks nie tylko uprawiam, ale zgłębiam wiedzę na temat ludzkiej seksualności już od dłuższego czasu… i będę nudna, może mi nie uwierzycie, ale ludzie zazwyczaj kochają się w podobny sposób…

Oczywiście James opisuje pewną perwersję, jednak więcej jest zapowiedzi na jej temat, niż samej treści… a lukrowy kontekst i wszystkie banały wokół punktu głównego, spychają ją na dalszy plan, sprawiając jednocześnie, że traci ona swój smaczek.

 

Zainteresowanych seksualnością odsyłam do literatury naukowej lub w publikacji Prof. Lwa Starowicza czy Andrzeja Depko. Z nich naprawdę możecie się dowiedzieć czegoś sensownego na temat seksualności człowieka.

 

Skoro ta powieść jest tak, nie taka, jak być powinna, dlaczego tyle osób ją kupuje i czyta?Marketing?

Zgoda, zapewne znajdzie się wielu takich, którzy dali się nabrać (w tym ja, chociaż książkę na szczęście jedynie wypożyczyłam), ale nie tylko specjaliści od reklamy przyczynili się do sukcesu komercyjnego książki… Moim zdaniem, przyczyniła się do tego sama autorka, pisząc powieść w stylu harlequin, ubierając ją przy tym w na pozór mroczne barwy. Powiecie zapewne, że historia harlequina jest długa. Zgodzę się. Nie wiem też, dlaczego akurat dzieło Pani James, a nie innego pisarza, zostało okrzyknięte mianem bestsellera. Wiem jedno, to powieść zakorzeniona w baśni, a ludzie uwielbiają archetyp baśniowy, chłoną go nieświadomie jak gąbka i czekają na więcej. Cóż, trzeba sobie jakoś umilić trudy życia…

 

między jednym, a drugim kotletem schabowym

 

między trzecim, a czwartym praniem rzeczy białych

 

między piątą, a szóstą godziną nudnej pracy

 

między siódmym, a ósmym zdaniem o zabarwieniu

niezadowolenie, wypowiedzianym przez partnera mego

 

między dziewiątym, a dziesiątym pragnieniem czułości

 

Moja wewnętrzna bogini zamilkła i postanowiła zapalić z wrażenia.

 

 

 

Pozdrawiam,

Spryciara