Wpisy z tagiem: kobieta

Bywa suką, kiedy spogląda w lustro, kiedy się kocha z przypadkowo poznanym mężczyzną i także wtedy, gdy zwalnia lub awansuje swoich ludzi. Tak często o niej mówią „suka”, że sama tak o sobie myśli, a co gorsza w to wierzy… Tymczasem Ewita Szot to inteligentna, odważna, atrakcyjna kobieta, którą życie nie rozpieszczało, a ona i tak okiełznała jego żywioły i ocaliła w sobie dobro.

 #suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka  #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

#suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

Suka mała w koncie stała i tak się przechwalała: zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie, umiem wiersze opowiadać,  tyra ryra ryra tyra, tańczę, kiedy gra muzyka..- tańczyć to
i ona może potrafi ale jak jej zagra ten jej facet! Skubana suka złapała takiego, to już go nie puści. Przystojny, bogaty, przyrodzenie ma niczym dobry kruszec warzące i na swoim miejscu zamocowane. Co za suka zabiera kobietom w wieku dojrzałym, pięknym, inteligentnym
i doświadczonym,  rówieśników z rynku matrymonialnego? Tylko parszywa suka!

 

„SUKA”. O tym jak często to okropne słowo jest nadużywane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety uświadomiła mi Krystyna Kofta w książce, którą popełniła w ubiegłym roku „Suki”. Przyznam, że Kofta dotkliwie zadała cios etyce i kulturze osobistej, jaką sądzimy, że reprezentujemy- my intelektualiści
i intelektualistki, wolni ludzie. Też coś!

Na kolana zupełnie powala „Traktat o sukach”, jaki na łamach powieści tworzy pisarka Adela, jedna z głównych bohaterek książki, choć sama z „typową” suką się nie kojarzy, to i tak często tym słowem obrywa. Adela zauważa w jaki sposób to słowo, używane z taką lekkością rani, krzywdzi, a co gorsza na dobre wdziera do jakże wybitnego języka polskiego i wachlarza nawyków społecznych zezwalających na przypisywanie tego określenia wedle uznania każdej kobiecie. „Suka”, niczym „kurwa” stała się przecinkiem w mowie potocznej, w mowie kuluarowej, w mowie polskiej.

„Ty suko, jak zaparkowałaś!?”, „Nie chce mi dać podwyżki wredna suka!”, „Udław się suko tym swoim uśmiechem.”, „Tylko takiej suce mógł się trafić taki facet.”, „Skąd ta suka ma tyle kasy?”, „Suka-puszcza się na prawo i lewo.”, „Dupą to stanowisko wywalczyła, suka jedna”, „Gdybym był ładny jak ty, też miałbym dobre oceny, ty suko.”,  eteceraaaa….

Mowy nie ma o solidarności jajników, kobiecej przyjaźni, czy lojalności. Zazdrośni mężczyźni
i małpujące po nich kobiety na zmianę obdarowują uśmiechem i określeniem na „s” co drugą napotkaną kobietę. Po co? Cóż, może czują się dzięki temu lepiej. Słowo „suka” nie stanowi komplementu, nie jest też miłe, obniża zatem wartość obdarowanego nim bohatera, w tym wypadku bohaterki.  No i wkracza wspaniałe odkrycie psychologii społecznej pod nazwą slut schaming., które wszystko wyjaśnia, ale tylko jeśli mowa o płci jakże pięknej.

Po co obniżać wartość innych? A po to, by samemu poczuć się lepiej. Tak, tak jesteśmy bardzo zakompleksionym społeczeństwem XXI wieku, zaryzykuję, że bardziej, niż kiedyś… Wniosek  z tego taki Czytelniku- jeśli usłyszysz o pewnej kobiecie, że jest suką więcej niż 4 razy, biegnij ją poznać! Może i nawet się z nią zaprzyjaźnisz lub się w niej zakochasz,  bo prawdopodobnie to inteligentna, asertywna i zaradna życiowo kobieta.

To tyle. Rozumni, pojęli. I hope! J

Nie będę pisać więcej o książce Kofty, nie chce odbierać Wam radości płynącej z jej lektury.
Do książek zatem i do następnego wpisu!

Pozdrawiam,

Xoxo Spryciara

Jeśli powrót, to z przytupem i dobrym tematem. Mam dla Was coś interesującego. Włóżcie ulubione, niekoniecznie wygodne buty, bo czeka nas mała, piesza, perwersyjna wędrówka.

Uważa się, że różnice indywidualne dzielą ludzkość na podzbiory także w kategorii kroków, a dokładniej rzecz ujmując stylu ich stawiania. Krok krokowi nie równy. Niektóre żwawe, inne powolne i ociężałe, jeszcze inne sprężyste. Kroki podobno nas zdradzają. Na ich podstawie bowiem, wszak obrzydliwi złoczyńcy potrafią w ułamku sekundy ustalić szanse złamania upatrzonej ofiary i własnego sukcesu. Krokami, zupełnie nieświadomie, ale zawsze, interesują się chociażby gwałciciele… Tak jest! Dlatego nigdy nie zdrabniaj dziewczyno, stawiaj pewne kroki, trzymaj dystans między stopami i co ważniejsze- nie oglądaj się za siebie!  To było jedno z moich głównych przykazań z dekalogu bezpieczeństwa. Było i jest. No dobra,  koniec  z osobistymi dygresjami, zacznijmy od nowa, czyli od „Kroków” Kosińskiego Jerzego- jednego z moich ulubieńców. Jak ja lubię tę jego prozę!

Kroki

 

Och Jurek, Jurek… Ty to musiałeś mieć życie…

„Kroki” to kolejna książka autora nasycona wątkami autobiograficznymi. I tutaj zaczyna się zabawa! Dlaczego bowiem tylko dobre lub nieszkodliwe postępki miałyby mieć źródło w stanie faktycznym, zaś te złe miałyby pozostać wytworem wyobraźni? Wiedzieć musicie, że poszarpany tekst doskonale oddaje historie bohatera o dość poszarpanym życiorysie. Tutaj uratuje kobietę, wskaże hipokryzję kościoła.. a tu gardło podcina, jaja miażdży i zabija… Czy to wciąż jedna i ta sama osoba, czy kilka historii niezależnych? Ot cały Jurek! Zastanawiaj się Czytelniku! To samo, czy już inne? A jaki Ty masz system wartości? Zrobił byś to, czy tamto? Rozdzielił, czy też połączył zło i dobro na jednej półce sadzając? Pomyśl!

Czytam i myśli kotłują mi się pod kopułą, a mimo to oderwać się od lektury nie mogę? Dowiaduję się, że ludzie mogą być szlachetni, że czasem mają honor… albo że są dobrzy, a co z tym się wiąże- ufni i naiwni, podatni na manipulację kochanków…(Miłość to najgorszy doradca w kwestii oceny drugiego człowieka. Zawsze zmyli, w pole wywiedzie, na niebezpieczeństwo narazi…), bywają też hipokrytami, manipulantami, egoistami i chamami.. a jaka jestem ja? Jaki system wartości mam tak na oficjałkę, a jakiego się trzymam tak naprawdę? Czy posunęłabym się do pewnych rzeczy? Co cenię, a czego nie znoszę w ludziach? Pytam i staram się odpowiedzieć. To trudne, bo trudne być musi.

„Kroki” to początek wędrówki w głąb siebie. Wędrówki nie łatwej, bo zahaczającej o religię, ego i kompleksy…Wędrówki bardzo potrzebnej. Zachęcam do lektury, choć nie rozumiem kto projektował okładki dla polskiej edycji książek tego autora… Straszne są! Owszem jest w prozie Kosińskiego sporo seksu, ale to nie znaczy, że ma on sprzedawać książkę ubierając ją w tak banalną oprawę. Dobrze, że nie dla okładki, a treści większość czytelników kupuje i czytuje książki.

Kroki

Serdeczności, słodkości i przyjemności,

Spryciara

 

 

„What did you do last night?
Oh, I was out so late, now I’m so tired”

-„Party girl” Chinawoman

 Impreza, światła, taniec, dudniąca w uszach muzyka. Kobiety, mężczyźni- półnagie ciała tych pierwszych wijące się przy metalowej rurze, obejmujące tych, którzy leją już szampana i tych, którzy obiecali kupić jedną butelkę przy barze. Ot zwykła wymiana, przez niektórych uznana za „uczciwą”; seks za pieniądze, towarzystwo za drinka, uśmiech za obietnicę zarobku… KLUB NOCNY  zaś po środku przy barze, tyłem do sali, obojętna na dzisiejszy taneczny repertuar siedzi ONA, sponiewierana lecz wciąż niestrudzona kobieta o anielskim imieniu i twarzy baby jagi- Angelique vel PARTY GIRL.

„I can dance, I can drink
In the dark
It’s all a trick

Across the room, across the street
I’m in the moment
Can’t you see

I’m a party girl”

-„Party girl” Chinawoman

 

„Party girl” to najnowsze dzieło francuskiego trio reżyserskiego, który w połowie maja wkroczył na ekrany polskich kin; film oparty jest częściowo na faktach, zaś główne postaci oddają zdolni naturszczykowie… powstaje niesamowity klimat czarnej i dramatycznej baśni.

Samuell Theis odwołując się do postaci swojej matki opowiada historię o ludzkiej niedojrzałości tak bliskiej mu osoby. Obraz faktycznie wypełniony jest tematyką zwichniętego macierzyństwa i kulawych  związków międzyludzkich. Dla mnie jest to opowieść o kobiecie, która zajmuje silną zcentralizowaną pozycję, nieustannie skupiając na sobie uwagę bliskich, widza i swoją, poza nią samą i jej pragnieniami, życie zdaję się przykrywać mgła, bez względu na to czy jest ono takie, jakiego chciała, czy też nie…

Angelique pewnego dnia zdaję się tęsknić za kimś, może to zakochanie? Może czas na zmiany?- zwłaszcza, iż  „ten” mężczyzna jest „dobrym człowiekiem”, szaleje za nią i nie przeszkadza mu jej klubowe pochodzenie.

Mimo swojej fascynacji samą sobą, w głowie 60 latki  zdaje się jej kołatać szereg myśli; ciało już nie te, praca ciężka, a emerytury nie będzie… może czas naprawić relacje z dziećmi, może on jej w tym pomoże, a może ją wyręczy, może będzie dobrze i wygodnie… Klamka zapadła, będzie ślub! Za to seks, jak na prawdziwą pannę z nocnego klubu przystało, dopiero po ślubie, o ile w ogóle.. ten mężczyzna mimo swej dobroci, bez pieniędzy w dłoni i statusu klienta wcale nie podnieca… Ot, książę… lecz bajka musi trwać, machina poszła w ruch, oczekiwania innych rosną… Tylko w oczach Angelique gra zwątpienie i zgasły blask… Gonić marzenia, bawić się i śmiać… a żyć, jak każdy to już nuuuuuda. Po raz kolejny nadchodzi czas, by rzucić wszystko i pójść w tango, przecież krótkowzroczne hedonistyczne szczęście i odrobina uwagi zrekompensują życiowe niedostatki.

„I’m a party girl
Do a twirl
See my eyes, throw a glance
Can’t you see I’m a natural

Life of a party girl, funny girl
Make you laugh want me bad
Now I feel so much better.”

-„Party girl” Chinawoman

PRETY GIRL

Opowiadając historię swojej matki, Theis nieświadomie przedstawił skrajną postać charakteru histrionicznego; kobiety naznaczonej dualizmem, oddzielającej uczucia od cielesności i seksu, nudne życie codzienne od zabawy. Wreszcie kobiety wyczekującej księcia z bajki i tęskniącej za miłością, jednocześnie kastrującej mężczyzn „nie kocham cię, nigdy nie kochałam”, raniącej dotkliwie. Kobiety barwnej, miłej i sympatycznej, stale poszukującej uwagi, aprobaty i zabawy o tęsknym wzroku i szerokim uśmiechu… „Party girl, pretty girl…”.

Smutny i piękny film zarazem, pokazujący czułość i troskę otoczenia oraz trud życia u boku kobiety, matki, przyjaciółki prezentującej wyżej wspomniany rys charakterologiczny. Kobiety, która pomimo upływu lat wciąż pozostaje niedojrzała, niespokojna, pełna kaprysów i przekonań na własny temat, kobiety której postać niekiedy śmieszy, a niekiedy budzi współczucie…

 

Spryciara

 

 

Matką być, czy też nie? – Oto jest pytanie.. Ważne by móc je sobie zadać, zaś potem udzielić odpowiedzi zgodnej z samą sobą, swoimi planami i wizjami … a następnie żyć w roli, którą same sobie napiszemy, nie zaś tej narzuconej odgórnie przez społeczeństwo. Chcesz być matką bądź, nie chcesz to nie bądź… Nie ma nic gorszego niż bycie niekochanym i niechcianym dzieckiem- miej to w pamięci podejmując decyzję…

CZARNE MLEKO

Po kolejną książkę Elif Safak sięgnęłam zauroczona prozą, jaką popisała się autorka przy „Pałacyku Cukiereczek”, tym razem padło na polecone przez znajomą „Czarne mleko”, które już na początku  uznałam za lekturę wysoce nietrafioną, bynajmniej dla mnie. Wraz z kolejnymi stronami, było jednak coraz lepiej i choć książka z pewnością nie znajdzie się w zbiorze okraszonym nazwą „ulubione”, postanowiłam ją Państwu przedstawić. Dlaczego? Otóż, dręczące autorkę dylematy życiowe, mogą być tożsame z dylematami nie jednej kobiety; bez względu na kulturę, granice geograficzne, czy tez status społeczny, MACIERZYŃSTWO to temat, z którym każda kobieta w jakimś stopniu się mierzy.

„Czarne mleko” to zbiór myśli, refleksji, wspomnień gnieżdżących się w umyśle pisarki, które postanowiła przelać na papier w trudnym dla niej okresie, winnym być dla niej bardzo radosnym. Książka powstała,  kiedy to dotknięta depresją poporodową Safak stawiała pierwsze kroki w pełnieniu nowej dla niej samej roli, roli matki.  Jest ona próbą uporządkowania zdarzeń, zorganizowania przeszłości i teraźniejszości, nadania im struktury, aby skutecznie wesprzeć przyszłość pisarki, nadać jej utracony sens.

CAM03099Elif Safak zaprasza Czytelnika do podziemia swojej duszy, przedstawiając  swój wewnętrzny harem kobiet, z których każda choć zgoła inna, stanowi cząstkę samej Safak. Przyznam uczciwie, iż ta część najbardziej mnie irytowała; dysputy pomiędzy „Mamcią Puding Ryżowy”, a „Panną Intelektualistką” doprowadzały mnie do absurdalnej furii, zmuszając poniekąd do uruchomienia klawisza „skip”. Jakoś jednak przebrnęłam, pokusiłam się nawet o tezę, iż małe Calineczki symbolizować miały wielość ról, jakie pełnią kobiety, zaś konflikty pomiędzy małymi paniami to nic innego, jak kobiece konflikty wewnętrzne: „Kariera, czy oddanie mężowi? Cynizm, czy empatia? Dzieci, czy rozwój zawodowy?”…

Uważam jednak, iż taki wewnętrzny harem jest niezdrowy, odciąga myśli od rzeczy istotnych i ważnych, dysputy i wciąż rozwiązywane dylematy są dobre, o ile prowadzą do rozwiązań, nie zaś permamentnej stagnacji, objawiającej się stanem „rozważania”. W pewnym momencie lektury chciałam krzyknąć do samej pisarki „Nie myśl tyle, działaj! Przegapisz swoje życie!”.

Przyszła pora na pochwały i podziękowania, dotyczą one pomysłu na wprowadzenie do fabuły (bądź co bądź w głównym nurcie dość nudnej) znanych, aczkolwiek może częściowo zapomnianych postaci kobiet piszących, walczących, mówiących w swoim imieniu i przełamujących pewne konwenanse…Pisarek przez wielkie „P”.  Muszę przyznać, że ich historie były dla mnie bardzo inspirujące, obudziły też dumę płynącą z przynależności do płci pięknej ciałem i umysłem, o duszy zapomnijmyJ

Notka bibliograficzna:

Elif Safak- turecka pisarka urodzona we Francji, obecnie zamieszkała w Stambule i Londynie. Wielokrotnie nagradzana, uznana na świecie. Artystka płodna i inspirująca, której udało połączyć się macierzyństwo z pisarstwem. Turecka feministka, nie do końca jednak sfeminizowana… koniec końców, to ona zajmowała się niemowlęciem, mimo depresji pisarki, jej mąż nie zajął się zmianą pieluch… a niania;-)

„Nigdy nie będziesz tak dobrą matką jak byś chciała”

-Jodi Picoult


Drodzy Czytelnicy, które książki Elif Safak polecacie?

Pozdrowienia,

Spryciara

„Smak miodu”

1
IMG_20140727_185421

książka

erotyczne spazmy,

myśli namiętne

mimo, że ze słownika skreślone

i z życia wyklęte

wciąż obecne

… na szczęście

 Są kultury, w których nie można mówić otwarcie o seksualności, potrzebie miłości, czy hedonizmie. Człowiek jest czysty, odziany w białe szaty i obmyty świeżą wodą, jego język jest pozbawiony wszelkich słów z seksem związanych, nie mówi się „uprawiałem seks”, „kochałam się”, tylko „spałem z nią”, bez względu na to, czy to tylko sen, czy aż spółkowanie.

„Gdy ci go wetknie, zalewaj się łzami i wypowiadaj nieprzyzwoite słowa- to zawsze wzmaga głębie przeżycia i siłę orgazmu”. Jego orgazmu. Takiej instrukcji czasem udziela matka, wychodzącej za mąż arabce. Podobnego typu przekonania, które śmiało można zatytułować „szczęśliwy i spełniony mężczyzna-instrukcja obsługi”, dbają o męskie rozkosze, potęgując anorgazmie i pochwice u kobiet. Udawany orgazm zmywa bowiem chęć przeżycia tego prawdziwego dość skutecznie. Salwa an-Nu’jami autorka książki „Smak miodu”, zdająca sobie sprawę z braku świadomości i edukacji arabów w dziedzinie seksuologii, gorzko zauważa, iż pozorna wstrzemięźliwość, cenzura i o zgrozo, bolesna niewiedza w obszarze ludzkiej seksualności, ” (…) to norma w czasach seksualnego upadku, jaki moja kultura teraz przeżywa”.

„Smak miodu”, to delikatny erotyk, będący kobiecym manifestem: tak jesteśmy, tak kochamy się, tak lubimy przeżywać orgazmy i chcemy się uczyć, poznawać, smakować życie nie tylko to duchowe, ale i cielesne, chcemy to robić bez zakazów, poczucia winy, czy wstydu. W kontekście tego, co wiemy na temat kultury arabskiej, która po 11 września daleka jest od historii opisanych w baśniach z 1001 nocy, jest to manifest niezwykle odważny. Za tę odwagę i poznawczy głód, winno się zatem docenić autorkę, bowiem dzięki takiej postawie, coś może sie zmienić na lepsze.

Bohaterka powieści jest kobietą świadomą zarówno zakazów i hipokryzji, jak i własnej seksualności, którą z radością poznaje i przeżywa. Jest sama dla siebie wartością, a swojego życia nie podporządkowuje normom, do których przestrzegania nakłania społeczeństwo. Jej spotkania, przyjaźnie, seksualne relacje, czy przytoczone rozmowy, odkrywają prawdziwą naturę arabskich kobiet, które mimo nakazów, zakazów i uciśnień, czasem myślą o sobie i swojej przyjemności, nie mając do końca odwagi by powiedzieć, to co czują głośno… Przyjdzie jednak i na to pora.

 

„Tego bardziej kocham, kto więcej mnie nauczy”.

” Jesteś piękna, mówił (…). Nie jestem piękna, po prostu żyję”

 miłość w słowa ubrana

„Poszukiwanie błony dziewiczej w świecie arabskim jest teraz niczym szukanie igły w stogu siana,
a oczekiwanie na wzrost świadomości i kultury seksualnej arabskich dziewcząt to czekanie na Godota”.

Wydaję się iż, niniejsza książka ma szansę obudzić świadomość seksualną arabskich kobiet, by czekanie stało się działaniem, a wiedza zawładnęła umysły. Najbardziej seksualnym narządem, jaki posiada człowiek jest mózg, od niego wszystko się zaczyna...„Oprócz miłości najcudowniejsze jest mówienie o niej” -Loise Labe.

 Dla zainteresowanych: Salwa an-Nu’jami, „Smak miodu”, Grupa Wydawnicza Foksal, MMIX, wydanie II. Warszawa.

Autor: Spryciara

Ciekawość moja nie zna granic, tym razem padło na relacje damsko- męskie. Uczciwie dodam, iż pierwiastek męski częściej mnie zajmuje, a to za sprawą zmienności w jego osobistym zbiorze kobiet, kobietek, dziewcząt, panienek…etc.
Kiedy pytam mężczyznę o kobietę: „Jak tam X-Panna?”, zdarza się, że zapytany delikwent odpowiada: „Nie przypominam jej sobie”, „To nic takiego”, „Co?”, „To nic poważnego” lub co gorsza „Weź przestań…”. Okay,rozumiem. Jednak przypominając sobie wpatrzone w owego delikwenta oczy X-Panny, tak zwane oczy cocker spaniela, śmiem sądzić, że ona na podobne pytanie odpowiedziałaby nieco inaczej… chociażby „Poznajemy się”, „Jest cudowny”albo „Zobaczymy”.
Opisana sytuacja zmusza do zadania kilku pytań:
1. Skąd dana dziewczyna ma wiedzieć, że w uznaniu faceta jest „tą na teraz”, „ było miło”, „nie, to nie ta”?
2. Czy kobiety szybciej angażują się w relacje, niż mężczyźni? Czy tylko grają?
3. Dlaczego oko cocker spaniela przylgnęło do płci pięknej?

Pytania niby głupie i pewnie nigdy bym ich nie zadała, gdyby nie wyniki badań, do których dotarłam dzisiejszego wieczoru.

Doctor Helen Fisher, autorka modelu dzielącego miłość na trzy rodzaje:pożądanie, miłość romantyczną i więź, przestrzega: „Nie kopulujcie z osobami, w których nie chcecie się zakochać!”
Dlaczego? Cóż, jak tłumaczy Fisher, testosteron odpowiedzialny za pożądanie, może uruchomić neuroprzekaźniki, które odpowiadają za miłość romantyczną. Co więcej, sam orgazm uwalnia oksytocynę, hormon odpowiedzialny za budowanie więzi… Pójdźmy dalej! Wazopresyna, inny hormon prężnie działający w obszarze więzi,  zwany jest „ monekułą monogamii” (Robi się niebezpiecznie…). Jednak jego działanie jest w większym stopniu uwarunkowane genetycznie, jak zauważył Hasse Walum, mężczyźni u których wazopresyna działała słabiej, gorzej sprawdzali się w roli mężów. (I oto cała filozofia; hormon, nie charakter czy brak odpowiedzialności;)).
Z kolei Maria Robinson, autorka „Peace between the sheets”, przekonuje, iż orgastyczna wstrzemięźliwość, może zapobiec jałowości i rutynie w związku. Zdaniem badaczki, powstrzymywanie się od uwalniających dopaminę orgazmów, które zostanie wzbogacone o  pieszczoty, np. głaskanie, wpływa pozytywnie na budowanie więzi oraz budowanie relacji odpornej na seksualne pokusy. Są to raczej spekulacje, jednak jeśli okażą się prawdziwe, pozwolą na wyjaśnienie innej zależności pomiędzy kobietami, orgazmem, a przywiązaniem. Otóż kobiety, które stosunkowo rzadko osiągają orgazm podczas seksualnego zbliżenia, bardziej się przywiązują do swojego partnera! Tymczasem mężczyźni osiągający orgazm w akcie miłosnym zawsze i bez problemów, z biegiem czasu mogą doświadczyć spadku intensywności pożądania wobec tej konkretnej partnerki.
Wnioski są następujące:
1. Dla dobra relacji kobiety i mężczyźni winni czasem powstrzymywać się od orgazmu.
(Chociaż szczerze wątpię, by frustracja mogła przerodzić się w chęć głaskania i przytulania… czego nie robi się w imię miłości:D)
2. Kobiety, nie osiągające orgazmów w czasie stosunku, dla równowagi powinny ów orgazm osiągnąć i kochać się bez syndromu cocker spaniela, zwłaszcza nieodwzajemnionego.
kiss

Oczywistym jest, że związki miłosne i relację międzyludzkie zależą od większej ilości złożonych czynników niż geny, hormony, czy neuroprzekaźniki. Głupotą byłoby jednak ignorować biochemię zwłaszcza, że tak wiele piszę się teraz o chemii miłości:)

Polecam: http://www.psychologia-spoleczna.pl/aktualnosci/1369-pachnaca-atrakcyjnosc.html

Wszystkim zainteresowanym orgazmami kobietkom polecam artykuł dla dorosłych: http://seksualniesensualnie.uchwycone-chwile.pl/2013/05/07/cwicz-swoj-orgazm-olimpiada-dla-napalonych-kobiet/

„Ciało”.. w  CIA we Wrocławiu.

 

W ostatni piątek wybrałam się na spektakl, „Ciało”. Tematyka przedstawienia dotyczyła kobiet. Dotykała ich potrzeby bycia piękną, a przez to doskonałą. Głównym problemem, jaki poruszał spektakl, było podążanie kobiet za idealnym wyglądem i sylwetką.

Zapowiadało się nieźle, wyszło nie za dobrze.

 

Doceniam starania i jestem wyrozumiała dla inicjatywy kobiet- aktorek, które de facto aktorkami nie były, swoją drogą tancerkami, niestety też nie… Nic nie poradzę jednak  na to, że czułam się jak na przedstawieniu kółka teatralnego, wystawianego z okazji zakończenia roku szkolnego. Amatorstwo wychodziło z każdej szpary w podłodze, szeleściło w powietrzu i szczerze mówiąc, wcale nie mogłam skupić się na przedstawieniu, drżałam bowiem o dobrze wypowiedziane kwestie i o to, żeby Panie na siebie nie powpadały.

Być może poprzeczkę postawiłam za wysoko, ale to przedstawienie, niestety ze „Smyczą” i wybitną grą B. Porczyka, którą obejrzałam niedawno, równać się po prostu nie mogło, z jednego ważnego powodu, nie było gry aktorskiej. „Smycz” uwielbiam, to przedstawienie pochłania widza, zadziwia, sprawia, że tematyka spektaklu jest obecna w naszych myślach długo, długo po nim. To jest teatr!

Żeby jednak nie być bezduszną zołzą z miną kwaśną jak cytryna, wskażę ta plusy „Ciała”. Inicjatywa, pomysł, działanie, chęć podzielenia się swoją pasją z widzem. To naprawdę wiele. Być może za kilka miesięcy, po wielu próbach, to właśnie na „Ciało”, będą wybierać się tłumy. Życzę tego bardzo szczerze!

Zesztą dzięki temu, że zdecydowałam się ruszyć swoje 4 litery i wydać 9zł, by zobaczyć „Ciało”, miałam okazję zobaczyć i poznać CIA- czyli Centrum Inicjatywy Artystycznej, poznać ich ofertę i szczerze się nią zainteresować.

„Jestem doskooonała”- to zdanie, prześladowało mnie aż godzinę po spektaklu :D

 

Spryciara

Razem ze Zdzichem, (kot, współlokator, czynnie biorący udział w zaprzyjaźnianiu się z laptopem i portalami bloggerskimi), czekamy na Andrzejki. Motywacje mamy różne, ale radość oczekiwania taką samą. Chodzi oczywiście o wróżby i o naszą jakże tajemniczą przyszłość. On ma nadzieję, wywróżyć sobie z wosku gotowanego kurczaka, ja faceta, samca alfa, słodkiego jak landrynka, o którym zapomnę, gdy go zjem.

Listopad był dla mnie okropny, długi, ponury, bardzo samotny i bardzo bolesny. Czuję w kościach, że ten adwentowy grudzień, będzie jeszcze gorszy… Dlatego sprytnie wymyśliłam, ażeby życie sobie nieco ubarwić, męskiego Andrzeja w Andrzejki. Bo jeśli już mam pościć i oczy wypłakiwać za miłością i nowym startem w Nowym Roku, to muszę się na to psychicznie przygotować, czytaj mieć co wspominać  w okresie niedoli. Niedola moja zapowiada się tak: wysyłanie maili, brak pracy, brak kasy, światło w lodówce i szron w zamrażalniku, próba zapomnienia o swoim byłym, trzyletnim związku i o tym, że jestem nieudacznikiem z krwi i kości.

Żarty!!!

Prawdziwa niedola polega na tym, że nie mogę być tym, kim chcę być, a nie chcę być kimś, kim mogę zostać.

Jak to rozwiązać, pomyślę o tym jutro, jeśli jutra dożyję, a póki co kolejna rundka „bez tajemnic”… gdybym miała terapeutę, może w życiu by się lepiej ułożyło…

Spryciara

Kobieto, nie dyskutuj o prawach kobiet, bo to niemodne!

„Japa w kubeł”- tak mężczyzna walczy z imbecylizmem.

 

Cipa jaka jest, każdy widzi. Jeśli sam jej nie ma, to na liście podbojów seksualnych, zapewne każdemu mężczyźnie udało się koleżankę cipę zobaczyć, tudzież wymacać po ciemku, jeśli światłością nie został pobłogosławiony.

Mam też płonną nadzieję, iż każdy wie, czym się owa cipa zajmuje, wbrew pozorom nie służy ona jedynie szybkim stosunkom, mającym na celu rychły poród. To, oprócz pięknych drzwi do świata dla nowo narodzonego dziecka, ogród rozkoszy, nie tylko dla mężczyzny, ale i kobiety!

Mam nadzieję, że wszyscy też wiedzą, że prawie każda kobieta w ciąże może zajść, ale nie każda musi się z tego powodu ucieszyć. Mało tego, marzeniem nie każdej kobiety jest posiadanie potomstwa. Wobec tego kiedy na A: mężczyźnie nie powinni decydować o ciele kobiety, bo przecież żaden z nich nigdy nie był i nie będzie w ciąży! Wniosek: to dotyczy ich również, ale częściowo, a nie całościowo, w związku z tym, nie daje im prawa do zabraniania aborcji oraz potępiania kobiet, które na zabieg się zdecydowały.

Padło „cudowne” B: Taki argument był używany w latach n-tych, teraz jest niemodny! Poza tym zapłodnij się sama kobieto!

 

Tu nastąpiła konsternacja… Po co miałabym się sama zapłodnić, być może nie mam w planach bycia matką, do jasnej cholery czy muszę mieć? Poza tym bank spermy umożliwia posiadanie potomstwa bez kontaktu fizycznego z partnerem, tak w gwoli ścisłości.

No i była walka na noże, na niecenzuralne słowa, bo tak to jest, że w Polsce, to hasło: aborcja, a nie emerytura po 65 r.ż. podnosi temperaturę i przysłania umysł lepką mazią, pozbawiając człowieka zdroworozsądkowego działania słowem.

Tak też było tym razem, brak wrażliwości na ironię i sarkazm, za to urażona duma, bo jak można nazwać piątego pancernego Szarikiem, toż to niegodziwe, prosty i dosadny tekst,i na koniec przesłanie do narodu: recepta na imbecylizm- japa w kubeł! Przydatne?!

Według definicji, imbecyl to osoba upośledzona umysłowo w stopniu średnim, czyli ktoś o niższym ilorazie inteligencji. Takie osoby, jak pokazuje krzywa Gausa, stanowią stały procent populacji. Recepta więc nie działa, ba, recepta obraża sporą część społeczeństwa, pozbawiając ją tym samym prawa do wypowiedzi.

Nie lubię takich dialogów, nie lubię ich zakończeń, bo według atakującego bulteriera, zawsze przegrywam, bo jestem kobietą, mam żeńskie narządy rodne i uważam, że aborcja powinna być zalegalizowana. Tym właśnie zaskarbiam sobie tytuł imbecyla.

 

Spryciara


  • RSS