Wpisy z tagiem: kobiety

Bywa suką, kiedy spogląda w lustro, kiedy się kocha z przypadkowo poznanym mężczyzną i także wtedy, gdy zwalnia lub awansuje swoich ludzi. Tak często o niej mówią „suka”, że sama tak o sobie myśli, a co gorsza w to wierzy… Tymczasem Ewita Szot to inteligentna, odważna, atrakcyjna kobieta, którą życie nie rozpieszczało, a ona i tak okiełznała jego żywioły i ocaliła w sobie dobro.

 #suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka  #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

#suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

Suka mała w koncie stała i tak się przechwalała: zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie, umiem wiersze opowiadać,  tyra ryra ryra tyra, tańczę, kiedy gra muzyka..- tańczyć to
i ona może potrafi ale jak jej zagra ten jej facet! Skubana suka złapała takiego, to już go nie puści. Przystojny, bogaty, przyrodzenie ma niczym dobry kruszec warzące i na swoim miejscu zamocowane. Co za suka zabiera kobietom w wieku dojrzałym, pięknym, inteligentnym
i doświadczonym,  rówieśników z rynku matrymonialnego? Tylko parszywa suka!

 

„SUKA”. O tym jak często to okropne słowo jest nadużywane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety uświadomiła mi Krystyna Kofta w książce, którą popełniła w ubiegłym roku „Suki”. Przyznam, że Kofta dotkliwie zadała cios etyce i kulturze osobistej, jaką sądzimy, że reprezentujemy- my intelektualiści
i intelektualistki, wolni ludzie. Też coś!

Na kolana zupełnie powala „Traktat o sukach”, jaki na łamach powieści tworzy pisarka Adela, jedna z głównych bohaterek książki, choć sama z „typową” suką się nie kojarzy, to i tak często tym słowem obrywa. Adela zauważa w jaki sposób to słowo, używane z taką lekkością rani, krzywdzi, a co gorsza na dobre wdziera do jakże wybitnego języka polskiego i wachlarza nawyków społecznych zezwalających na przypisywanie tego określenia wedle uznania każdej kobiecie. „Suka”, niczym „kurwa” stała się przecinkiem w mowie potocznej, w mowie kuluarowej, w mowie polskiej.

„Ty suko, jak zaparkowałaś!?”, „Nie chce mi dać podwyżki wredna suka!”, „Udław się suko tym swoim uśmiechem.”, „Tylko takiej suce mógł się trafić taki facet.”, „Skąd ta suka ma tyle kasy?”, „Suka-puszcza się na prawo i lewo.”, „Dupą to stanowisko wywalczyła, suka jedna”, „Gdybym był ładny jak ty, też miałbym dobre oceny, ty suko.”,  eteceraaaa….

Mowy nie ma o solidarności jajników, kobiecej przyjaźni, czy lojalności. Zazdrośni mężczyźni
i małpujące po nich kobiety na zmianę obdarowują uśmiechem i określeniem na „s” co drugą napotkaną kobietę. Po co? Cóż, może czują się dzięki temu lepiej. Słowo „suka” nie stanowi komplementu, nie jest też miłe, obniża zatem wartość obdarowanego nim bohatera, w tym wypadku bohaterki.  No i wkracza wspaniałe odkrycie psychologii społecznej pod nazwą slut schaming., które wszystko wyjaśnia, ale tylko jeśli mowa o płci jakże pięknej.

Po co obniżać wartość innych? A po to, by samemu poczuć się lepiej. Tak, tak jesteśmy bardzo zakompleksionym społeczeństwem XXI wieku, zaryzykuję, że bardziej, niż kiedyś… Wniosek  z tego taki Czytelniku- jeśli usłyszysz o pewnej kobiecie, że jest suką więcej niż 4 razy, biegnij ją poznać! Może i nawet się z nią zaprzyjaźnisz lub się w niej zakochasz,  bo prawdopodobnie to inteligentna, asertywna i zaradna życiowo kobieta.

To tyle. Rozumni, pojęli. I hope! J

Nie będę pisać więcej o książce Kofty, nie chce odbierać Wam radości płynącej z jej lektury.
Do książek zatem i do następnego wpisu!

Pozdrawiam,

Xoxo Spryciara

 

Marcina Szczygielskiego poznałam bawiąc się w „Berka”. Zauroczona jego spojrzeniem na świat, nietuzinkowym dowcipem i doskonałym stylem, szybko pochłonęłam wszystko to, co było sygnowane jego nazwiskiem. No, może prawie wszystko, na koniec zostawiłam sobie bowiem PL-BOYa, który bawił mnie w lipcowe popołudnia, a o którym Wam teraz opowiem.

PL BOY

Przyznam już na wstępie, że moim skromnym zdaniem PL- BOY nie należy do najlepszych dzieł, które wyszły spod pióra Pana Szczygielskiego, nie mniej jednak warto sięgnąć po tą pozycję, gdyż nieoceniony humor i trafność w ujmowaniu sedna sytuacji, charakteryzujący osobę autora, widoczny jest tu niemal na każdej stronnicy.

Zabawmy się w łańcuch skojarzeń. Słowo REDAKCJA: gazeta, dziennikarze, gro pracy, obowiązkowość, pomysłowość, intelekt. Cóż, myślę, że ten ciąg kojarzonych ze słowem redakcja słów, może nieco ulec zmianie, gdy do Waszych rąk trafi PL- BOY.

Powieść stojąca u progu groteski i z jej charakteru bogato czerpiąca, obnaża realia polskiego dziennikarstwa. Gotowy produkt, a więc magazyn, prezentujący dobre teksty, piękne zdjęcia czy interesujące konkursy, nie opowie Wam, ile potu, łez i śmiechu towarzyszyło całej redakcji, gdy tworzyła ów numer. Opowie o tym, i to w sposób bardzo zabawny, Marcin Szczygielski, dzięki czemu żadne opublikowane w magazynie zdjęcie nie wpędzi mnie już w kompleksy, a żadna ważna persona, nie zawstydzi swoim wybujałym ego. Dystans i humor, absurd i przerysowane postaci zawsze kradną moje serce i czas. Dlatego też kilka lipcowych popołudni i wieczorów śledziłam poczynania Zieni, drżąc na samą myśl, że w dniu dzisiejszym zaprawa, jaką pracowicie nałożyła sobie na twarz, przegra walkę ze zbyt wysoką temperaturą powietrza. Towarzyszyłam też Marcinowi przy przeprowadzce i trzymałam kciuki, żeby w dniu wyborów, dublerka nie przesadziła z kermitami. Nie wiecie o co chodzi? No cóż, ja Wam nie odpowiem, sięgnijcie do książki i bawcie się równie dobrze jak ja!

Najgorsza jest świadomość, że za kilka lub kilkanaście minut wymyślę dziesiątki miażdżących ripost, na które już będzie za późno, a o których będę myślał przez pół nocy.”

Pośrodku, na dość obskurnym krześle, siedzi Zosia, a właściwie bardziej zwisa, niż siedzi. Ma ewidentną gorączkę, błędny wzrok i wątróbkowe rumieńce na policzkach. Podobnie jak reszta panienek w garderobie nie ma na sobie prawie nic, ale w tym przypadku nie jest to widok przyjemny. Prawa pierś wygląda prawie dobrze, choć wciąż jest lekko napuchnięta, ale lewa to istny horror. Coś jakby Atak krwiożerczych pomidorów w ostatnich sekwencjach, kiedy to tytułowi bohaterowie bardziej przypominają już keczup, ale jeszcze nie całkiem. Nie mogę oderwać wzroku.”

Fragmenty PL- Boya autorstwa M. Szczygielskiego.

kolekcja:)

A oto cała kolekcja, z niecierpliwością oczekuję nowego tytułu!

„Bajecznice” Katarzyny Wasilewskiej- przeczytane, polecane!

"Bajecznice"

 

Zacznę nietypowo, bo od szeregu pytań. Jakie bajki z dzieciństwa pamiętacie? Które z nich lubiliście najbardziej? Czy wyobrażałyście/ wyobrażaliście sobie, siebie w roli głównej bohaterki, czy bohatera? Jeśli tak, to jak miałyby wyglądać Wasze losy? Mieliście tendencję do ingerowania w klasyczny bieg ulubionej historii?

Ze mną było tak, zawsze byłam główną bohaterką i zawsze zmieniałam nieco fabułę, dodając interesujące mnie drobne szczegóły. W „Kopciuszku” na przykład, pantofelek musiał być zdecydowanie większy, bo już w tamtym okresie miałam sporą stopę, poza tym złe siostry nie miały ze mną lekko, notorycznie plamiłam im suknie na bal. Co więcej,  niecierpliwiło mnie oczekiwanie na wróżkę i ten cały cud, więc często przejmowałam inicjatywę, przyspieszając bieg wypadków, nie pytajcie jak!

Mimo, że mam dziś 25 lat, ciągle pamiętam ulubione historie i te moje wyobrażenia na bajkowe tematy, które chętnie bym wówczas wcieliła w życie, gdybym tylko potrafiła.

Tato zawsze mawiał, że bajki dla dorosłych, pisze Kobuszewski. Szczerze mówiąc, do tej pory nie wiem, co autor miał na myśli, ale powiem Wam jedno, dobre historie dla dorosłych pisze Katarzyna Wasilewska, mało tego, wydała je, okraszając wdzięcznym tytułem „Bajecznice”.

Życie to nie jest bajka, a może jednak?

Przedstawione w Bajecznicach postaci, na pierwszy rzut oka wydają się typowymi kobietami z problemami. Prawda, są typowe, mieszkają obok nas, pracują z nami, a nawet mogą do złudzenia przypominać naszą osobę, ale ich życie toczy się jak w bajce. Każda z nich ma kłopoty, przeżywa rozterki życiowe lub znajduję się w poważnych tarapatach. Kobiety te walczą z losem, szukają swojej drogi, swojego miejsca w świecie i gdy już wydaję się, że może być tylko gorzej, nagle wszystkie elementy układają się w całość, tworząc bajkowe zakończenie… Jest książę z bajki, jest piękna miłość i dom z ogródkiem, jest bobas
i kolorowe sukienki, jest wszystko, czego zawsze pragnęły.

Zdaniem autorki:
” (…) w poszukiwaniu naszej życiowej drogi prowadzi nas zwykle opowieść o nas samych.”

Najbardziej urzekła mnie opowieść o „Jasiu i Małgosi”, rozbawiła ta o „Czerwonym Kapturku”, jednak zaczynając od początku, to „Calineczka” sprawiła, że musiałam przeczytać „Bajecznice” od deski do deski.

Nie będę pisać o tym, co znalazłam w tych opowieściach, bo każdy znajdzie coś zupełnie innego. Jedno jest pewne, będzie to myśl, refleksja, wspomnienie, bądź rozbudzone marzenie, które sprawi, że ciepło pomyślicie o życiu, tym waszym również.

Zachęcam do lektury! Pamiętajcie, czytanie nie boli!

Z pozdrowieniami,

Spryciara


  • RSS