Wpisy z tagiem: kryminał

Upalne lato sierpień 2015. Kiedy słupki rtęci dobijały do trzydziestki -czułam się świetnie, kiedy zaś dosięgły do trzydziestki piątki i na dłużej zadomowiły się na tej wysokości, poczułam lekki dyskomfort. Brak oddechu w tramwaju, niemoc joggingu i trud spacerów rozgrzanymi, miejskimi chodnikami,  wzmagały deprywację; aby nie dopuścić do kolejnego etapu, jakim jest irytacja, przekształcająca się nie rzadko w agresję, sięgnęłam po książkę, jak to zwykle w mym życiu bywa. Jednak tu zaskoczenie… przełamałam bowiem pewien schemat w kwestii wyboru tytułu…

Trudno mi określić, czy to z wewnętrznej przekory, cech charakterologicznych jakie prezentuję, czy też ze zwykłej głupoty, posiadam nawyk nie pochylania się nad niczym, czym zachwyca się większość. Ot, taka moja ludzka przypadłość. W egoistycznej chwale nazywam się „nonkonformistką”. Nie oglądam filmów, które podobają się wszystkim, nie zachwycam się trendami w modzie, które stają się popular, nie lubię muzyki puszczanej w radio i nie czytuję książek prezentowanych na półce w empiku opatrzonej tabliczką „bestselery”.

Tak już mam. Dlatego też moja stała odpowiedź na szereg pytań związanych z twórczością pewnego wrocławskiego autora: „Czytałaś już najnowszego Krajewskiego?”, „Czytasz/ znasz Krajewskiego?”, „Co myślisz o książkach Krajewskiego?”, brzmiała zazwyczaj podobnie, przy czym, przy ostatnim pytaniu zmuszona byłam zmodyfikować odpowiedź z „Nie.” na „Nie znam”. Czytelnik winien wiedzieć, iż od dziewięciu bowiem lat pomieszkuję we Wrocławiu jako „słoik”; tutaj studiowałam, tutaj pracuję i tutaj mam znajomych oraz przyjaciół rozkochanych w kryminałach Krajewskiego, którzy kolekcjonują jego książki, mówią o nich, piszą na ich temat… a przede wszystkim czytają je z wielką pasją!

 Dlaczego i ja miałabym je czytać? Broniłam się. Przyszła jednak pora i na mnie, a wszystko za sprawą leżaka i gazety, której strony przewracałam lepkimi od potu dłońmi pobierając jednocześnie naturalny ekstrakt witaminy D, kiedy to natrafiłam na wywiad, kryminalny w skutkach rzekłabym :)

Dziś mogę o tym napisać; po kryminały autorstwa Marka Krajewskiego sięgnęłam nie ze względu na ich popularność i uznanie, a postać samego pisarza, bowiem tak dobrego i szczerego wywiadu nie czytałam od dawien dawna. „To musi być niezwykle interesujący człowiek”- pomyślałam, w tym samym czasie efekt aureoli przeniósł przymiotnik z nad osoby pisarza na jego dzieła, i tak sięgnęłam po „Dżumę w Breslau” (tak wiem, zachwiałam kolejność… symetria i powtarzalność nie jest mi jednak tak bliska jak Panu Romualdowi Zaleskiemu z „Foto Tęczy”) i wpadłam jak śliwka w kompot!

kryminał

Marek Krajewski- „Dżuma w Breslau” & „Władca liczb”

 

Lato 2015, upalny sierpień podczas którego padają same rekordy temperatur- 38,9! Jak żyć? Tylko na tarasie wieczorną porą w towarzystwie kryminału, lampki schłodzonego wina i dobrego kryminału. Kryminału, którego akcja rozgrywa się w mieście tak bliskim i odległym w czasie jednocześnie. 1923, 1956 i 2015 dnia dzisiejszego. Nie będę rozpisywać się nad fabułą, pewnie większości z Was jest ona doskonale znana- przyznaję, iż w tej kwestii jestem znacznie opóźniona; muszę jednak wyrazić swój zachwyt dla postaci Eberharda Mocka, choć i Pan Popławski ma w sobie coś intrygującego… ta druga postać o dziwo ma kilka cech wspólnych z samych autorem… Nie sądzicie?:)

Z doświadczenia mola książkowego wiem, iż kryminalne fabuły nie różnią się od siebie w dużej mierze;  w tym gatunku karty rozdawane są przez szczegóły, sentyment wyzierający z tła rozgrywających się wydarzeń, główne postaci oraz styl pisania. Ja osobiście uwielbiam czytać prozę wykształconych ludzi… i nie mówię tu o klasycznym Magister of Art… you know :)

Skwarne lato 2015

Skwarne lato 2015

Język polski jest piękny; im prostszy i przystępniej podany, zachwyca jeszcze bardziej zwłaszcza, gdy przeplatają go pewne łacińskie zwroty… człowiek się uczy, za to kocham książki!

 

W kolejnej odsłonie.. Wojciech Kuczok i jego wytwory artystyczne. Śledźcie mnie na spryciara.crazylife.pl

 

Pozdrowienia,

Spryciara

 

 

Dziewczyna, która igrała z ogniem” Stieg Larsson.

 

Stało się, przeczytałam drugą część osławionej trylogii. Bardzo dobra książka, ale pierwsza; „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” bardziej trzymała mnie w napięciu, zaskakiwała i przyprawiała o gęsią skórkę, jak na prawdziwy triller przystało.

Temat jest dobry i na czasie, zabrakło mi trochę zakazanego romansu i pozytywnych ludzkich relacji w roli bufora. „Całe zło” narobiło mi apetytu, było strasznie i odrażająco, ale przewidywalnie. A może to tylko moje skrzywienie, w końcu naukowo od lat siedzę w odstępstwach od normy…

Wartością książki jest dokładne przestudiowanie zjawiska handlu żywym towarem, prostytucji i wpływu urazów wczesnodziecięcych na życie dorosłego człowieka.

Pozwolę sobie teraz na dygresję.

Nieszczęsny temat prostytucji ostatnio u nas wypłynął w związku z „seks aferą modelek”, denerwują mnie komentarze, że to zawód jak każdy inny. Nieprawda, to profesja, która odziera z ludzkich przymiotów należnych każdemu, odziera z godności. Brak szacunku do kobiet, wykorzystywanie ich etc, to problem na skalę światową, mający ogromne skutki społeczne. Należy o tym mówić, uświadamiać, zapobiegać i zwalczać. Szwecja to jeden z krajów, który wziął byka za rogi i na arenie międzynarodowej podejmuje najskuteczniejsze próby zwalczania tego zjawiska, każe klientów, nie pracownice… nie było by podaży, gdyby nie popyt.

 

Wracając do książki. Polecam serdecznie, chociaż pewnie nie mam już komu, została wydana tak dawno, że zapewne wszyscy zdążyli ją przeczytać. Polecam więc uśpionym molom książkowym, takim jak ja, którzy przespali moment wydania takiego bestselleru. Mogą sięgnąć po niego właśnie teraz. Chętnie też poczytam Wasze opinie, refleksje i wrażenia w komentarzach!

 

PS. Była ekranizacja…Bond w roli Mikela B. … nie pasuje mi to, a Wam?

 

Spryciara.


  • RSS