Wpisy z tagiem: Łukasz Zaleski

Tak, jak obiecałam, tak i uczyniłam… idąc za ciosem, umówiłam się z kolejną odsłoną „Przekleństw niewinności”, tym razem filmową. Powstała jakaś dziwna trylogia w głowie mej…

W zasadzie film „The Virgins Suicides” made by Sofia Cappola, opowiada historię po prostu książkową… kilka spraw pominięto, kilka ubarwiono.. czepiam się! Film jest wspaniały, Pani Lisbon wymiata. Opowiedziana historia genialnie uchwyca barwne absurdy amerykańskiego snu na przedmieściach, ludzi życzliwym oraz zielone trawniki przed domami bez ogrodzeń. O tak, film oglądałam z zaciekawieniem, przejęciem… i w zasadzie podobnie jak po przeczytaniu książki czuję niedosyt. Co tak naprawdę się wydarzyło, rozłożyło na części pierwsze i wytworzyło na nowo w tych blond niewinnych główkach i dlaczego? No cóż, pewnie o to właśnie chodziło, aby historię przemyśleć…

PS. Co myślicie o Trip’ie? Jest taki „amerykański”…:)

 

Kochani, po tak długiej nieobecności postanowiłam podzielić się czymś wspaniałym, mianowicie wrażeniami dotyczącymi sztuki pt.„Przekleństwa niewinności”, w reżyserii Łukasza Zaleskiego.

Ale od początku…

 

Kraków, walentynki i wspaniałe przedstawienie, tak oto spędziłam środek minionego miesiąca.

 

Przekleństwa niewinności”…

Zaczęło się od powieści Jeffrey’a Eugenides’a o polskim tytule „Samobójczynie”, tłumaczonym również na „Przekleństwa niewinności”. Eugenides opisuje losy amerykańskiej młodzieży z lat siedemdziesiątych. Są zielone trawniki, przedmieścia, są pierwsze miłości, jest szkoła i są siostry Lisbon. Tajemnicze, interesujące, zwyczajne, a jednak niezwyczajne… siostry, które popełniają samobójstwo. Dlaczego?

Czyżby przyczyną był zawód miłosny, surowy styl wychowania, młodzieńczy bunt, poszukiwanie sensu życia, czy poszukiwanie siebie?

Samobójczynie

Przeczytajcie, zastanówcie się, przemyślcie…

 

Książka jest naprawdę bardzo interesująca i choć nie podoba mi się „wyczerpujący” opisem myśli styl Eugenides’a, historia naprawdę mnie urzekła. Zresztą nie tylko mnie. Na podstawie książki powstał bowiem film: „The Virgin Suicides” made by Sophia Cappola. Powieść zainspirowała również polską śmietankę artystyczną, powstało doskonałe przedstawienie.

Nie opowiem jakie było dokładnie, bo kiedy coś lub ktoś bardzo mi się podoba, nie pamiętam dlaczego, zapamiętuje jedynie wrażenie, odczucie, myśl, która zrodziła się po spotkaniu w mojej głowie. Tak było i tym razem.

Dzięki tej sztuce, sięgnęłam po książkę. Wróciłam też do swoich nastu lat, posługując się magicznym wehikułem czasu… W moim gronie nie było wówczas nikogo, kto mógłby równać się z siostrami Lisbon, jeśli mówimy o dramatycznym zakończeniu, natomiast było wiele osób, które zmuszone były żyć podobnie jak one.. i co ciekawe, podobnie jak Lux, rekompensowały sobie deficyty emocjonalne, seksem…

Nie wierzcie nigdy w „meeega orgazmy” nastolatek, one niestety nie istnieją, to nie dla nich podejmowana jest promiskuitywna aktywność seksualna, zwłaszcza, jeśli mówimy o nastoletnich dziewczynach.


 

Mam do odrobienia jeszcze jedno zadanie związane z filmem. Obejrzę i opowiem Wam. A póki co, zachęcam do lekturyyyy!!!!!!!

PS. Walkę książka kontra film, tutaj po zmianie zasad wygrywa SZTUKA! O filmie opowiem później, podobno postać Trip’a jest… mh :-D

 

Spryciara

 


  • RSS