Wpisy z tagiem: miłość

Zawsze uważałam, że podróże dookoła świata muszą być fascynujące. Wydawało mi się, że podróżowanie czyli poznawanie nowych kultur, krain geograficznych, zmaganie się z przeciwnościami losu i bycie w drodze jest wspaniałe… jednym słowem PRZYGODA! Przygoda zarezerwowana tylko dla odważnych, na szczęście dla reszty pozostaje jednak równie interesująca alternatywa, mianowicie KSIĄŻKA. Nie muszę chyba dodawać, że zaliczam się do tego drugiego zbioru. Jako przedstawicielka osób bojących się dzików, wysokości i krwi nawet nie marzę o tym, by z plecakiem wybrać się w podróż do Tybetu.  Udało mi się jednak poznać tę niezwykłą krainę od pięknej, fascynującej strony, a to za sprawą malarki i pisarki, Aya Goda i jej magicznemu „TAO”. Tutaj powinno pojawić się „serduszko” .

Aya Goda

Aya Goda

„TAO” to opowieść o dwóch pokrewnych duszach, które los zetknął w podróży i połączył wspólną przygodą i uczuciem. Nie brakuje w nim ważnych w kulturze Chin i Tybetu zwrotów i faktów historycznych, uczuć, które nie wymagają nazywania pasji-pasją, a miłości- miłością (Azjaci są w tym temacie wyjątkowo oszczędni), jest za to wspólne przebywanie, empatia i wyrozumiałość. Dla zepsutego wzniosłym „Ja” świata zachodu  jest to zjawiskowo piękne, ale też tak bardzo „egzotyczne” i niezrozumiałe do końca.

W opowieściach Aya i Cao o Tybecie najbardziej ujęła mnie historia „mistrza ceremonii w pochówków przez powietrze”. Tseren, którego poznajemy w czwartej części powieści, zajmuje się  pochówkiem przez powietrze, jest więc grabarzem, ale jakże wyjątkowym.

Mieszkańcy Tybetu z uwagi na trudne warunki, w jakich przyszło im żyć, wydają się obcować w 100% w zgodzie z naturą, przystosowując się do łańcucha, jaki jest w przyrodzie przypisany. Zjadanie się, umożliwiające przetrwanie jest czymś naturalnym. Robaki i ryby jedzą ludzkie ciało, psy jedzą kupy i padlinę, odchodami jaka pali się w piecu, etc.  Nic nie może się zmarnować, nawet ludzkie odchody,  które ze smakiem są zjadane właśnie przez psy.

Wracając do pochówku; otóż występują jego cztery rodzaje; poprzez spalenie- tylko dla najbogatszych, poprzez ziemię- dla zmarłych na choroby zakaźne, w wodzie- dla niemowląt i samobójców oraz przez powietrze- dla wszystkich pozostałych. Ostatni jest najciekawszy! Wysoko w górach na specjalnej platformie odbywa się ta interesująca i przez Europejczyków być może nazwana „makabryczna” ceremonia.  Przywiezione na specjalnym wózku owinięte w płótno nagie zwłoki układa się na kamieniu rzeźniczym, przywiązując jednocześnie głowę za pomocą liny do dużego kamienia. W tym samym czasie zapala się ogień, by dymem dać sygnał ptakom. W  dalszej kolejności mistrz ceremonii odkrawa części ciała ludzkiego i rzuca je sępom na pożarcie. Makabryczne? Wydaje się, że tak jednak poznając bliżej kulturę i warunki panujące w Tybecie, wydaję się to być nieco bardziej naturalne rozwiązanie. Żywi, mają szanse przeżyć, a martwe ciało zostaje wykorzystane w 100%. Poza tym Tybetańczycy wierzą, że dusza nieboszczyka, którego ciało nie zostanie w całości zjedzone przez sępy, będzie się tułać po świecie i cierpieć, dlatego też dbają o solidną zapłatę dla mistrza ceremonii, którego jednak wolą omijać na ulicy- za paznokciami może mieć bowiem nadal strzępki ludzkiego ciała…

TAO na swoich niespełna trzystu stronnicach mieści wiele równie interesujących i prawdziwych historii. Wybrałam tę, ze względu na osobiste zainteresowania lękiem egzystencjonalnym, od lat badanym w ramach Terror Management Theory.

Nie mogę zakończyć tego wpisu nie zwracając uwagi na trudną sytuację Chińczyków zmuszonych do życia w socjalistycznych Chinach. Kiedy Cao Yong wreszcie ucieka w tego kraju, w którym rządzi zakaz, bezpieka i donosicielstwo, dręczy mnie lęk… widziałam bowiem „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego, ostatnie wyrazy do momentu, w którym pojawia się hasło „wylądowaliśmy”, czytałam  niemal na bezdechu w obawie przed awarią samolotu. Yong miał  więcej szczęścia, niż Witek- główny bohater filmu Kieślowskiego, dzięki czemu cały świat mógł się poznać na jego wspaniałym talencie. Wielka w tym również zasługa Aya Gode, bez której to wszystko mogło się po prostu nie udać.

Podsumowując, wspaniała książka! Dzięki niej poszerzyłam swój horyzont, poznałam magiczne krainy i obowiązujące w nich normy społeczno- polityczne. Śmiem twierdzić, że rozumiem więcej, ale wiem wciąż za mało… Ot, magiczna moc lektury!

 

praca wre by Spryciara

praca wre by Spryciara

Dla zainteresowanych przekazuję link obrazujący twórczość Cao Yonga. Prawda, że wielki artysta?:)


http://caoyong.us/

 

Mieliście  w rękach tą magiczna książkę?!
Jakie są Wasze odczucia po jej lekturze.
Dzielcie się proszę swoimi spostrzeżeniami w komentarzach!

 

Serdeczności!

Spryciara

Małżeńska intryga, intryga małżeńska tak druzgocąco zniweczona przez rozwód, widać ma się całkiem nieźle, świadczyć  o tym może historia Madeleine, uwieczniona lekkim i subtelnym piórem Jeffreya Eugenidesa.

Książka

Intryga małżeńska

Historia tej młodej kobiety zdaję się przekonywać, iż pomimo, że małżeństwo straciło na trwałości, to wciąż wzbudza silne emocje. Phi! Jakie znaczenie ma to kogo poślubi kobieta, jeśli może się z nim rozwieść, całe doświadczenie można anulować, by pójść do przodu w zupełnie innym kierunku u boku innego już mężczyzny; przekonywał główną bohaterkę jej profesor, promotor i mentor. Jednak Madeleine głucha na dogodności współczesnego życia społecznego, otumaniona barwą myśli „Rozważnej i romantycznej” namiętnie oddawała się miłosnym rozterkom po to tylko, by na koniec zupełnie pochopnie podjąć bezsensowną decyzję o zamążpójściu…Decyzja ta nie wywarła wpływu na całym jej życiu, a jedynie zatrząsnęła nią tuż na początku samodzielnej drogi, zwanej dorosłością. I dzięki bogu, bo jakież by miała ona życie z tym Leonardem!

„Intryga małżeńska” to splot historii trzech młodych osób, które butnie stają u progu dorosłości, i które nie do końca wiedzą, co mają z tym fantem zrobić. Czas uchwycony w powieści to dla nich okres prób i błędów, pierwszych decyzji, seksualnych uniesień i zobowiązań, to czas nauki i poznania- przede wszystkim samego siebie. Eugenides sprytnie i nie wprost uchwyca niedojrzałość dorosłych już ludzi, osób które nie tylko nie mają pomysłu na siebie, ale także nie wiedzą jacy są i czego oczekują, co lubią, a czego nie. Informacji tych zaczerpną w praktycznej życia tułaczce. Urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą współczesnych czasów, nie będą musieli zmagać się z konsekwencjami swoich złych wyborów przez całe życie, wszystko można cofnąć, anulować, zapomnieć.. można bowiem się rozwieść! Autor słusznie zauważa, iż jeśli mowa o ludzkim rozwoju, to okres moratorium znacząco się wydłużył, pomimo oficjalnych 21 lat i dyplomu w kieszeni, bohaterowie powieści wciąż uczą się latać…

miłość pomiędzy wierszami

Pomimo pozytywnej oceny samej książki, nie podpisałabym się pod recenzją Zuzanny Ziomeckiej, której fragment pozwolę sobie przytoczyć: „Eugenides przeprowadza na swoich bohaterach intelektualno- miłosny eksperyment. To, co się tu wydarzy, na pewno nie będzie proste…”.
Cóż, moim zdaniem to, co dzieję się na łamach powieści, to po prostu jeden z archetypów znany ludzkości, znany literaturze, znany sztuce… ten ostry, miłosny trójkąt wpisany jest w ludzkie perypetie, jak kąt ostry w geometrie. Najkrótsze ramię to oczywiście Mitchell, silny i interesujący, lecz nie dość genialny i fascynujący, by zetknąć się z pozostałą dwójką na równym szczytu poziomie. Wybiera mądrze i odchodzi; nie dość typowo przystojny, by za nim szaleć i na tyle dobry i czuły, a także inteligentny by chcieć go mieć blisko siebie… ilu takich chłopaków krąży wokół Was?

 

,)

Ameryka

#Obama #American Film Festiwal #wredny smok

 

Pozdrawiam,

Spryciara

Więcej: Eugenides, J. (2013). Intryga małżeńska. Kraków: Wydawnictwo Znak

Dziś opowiem o książce, która jeden dzień cieszyła moje spragnione słów spisanych, więc wyrazów oczy, zaś znacznie dłużej zagościła w serca mego pamięci. „ Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego kusi i bawi słowem dosadnym, smutnym, ludzkim i krnąbrnym, bo przeistaczającym się w obraz. Widać taka dola reżysera, iż tworzy słowem obrazy, nawet na papierze ;-)

"Dwanaście słów"

„Dwanaście słów”

Do narracji wracając, artystycznego wyrazu i bohaterów… przyznać muszę, iż wielki problem sprawiłoby mi opisanie tej książki jedynie i aż w 12 słowach. Mimo to, 12 słów nie przypadkowo dobrane, pasuje jak ulał do dialogów głównych bohaterów. Nie mówić za dużo, by zbyt wiele nie zdradzić, by mieć ochotę na więcej, jednocześnie tak bardzo nie obnażając pragnienia miłości… miłości ludzkiej, której ani drewniany Jezus na krzyżu, Bóg, ani muzyka i idee nie są w stanie zaspokoić w sposób, jaki potrafi to zrobić drugi człowiek.

O tym właśnie jest ta książka; o ludzkim pragnieniu miłości, chęci jej okazywania i obdarzania nią, pragnieniu tak głupio tłumionym przez te wszystkie schematy, obrządki, wstyd i poczucie niższości, sprytnie maskowanej wyniosłością…

W tym kontekście „(…) chciało jej się ruchać.” nie razi tak bardzo, a jedynie dosadnie przedstawia ludzkość z całym jej inwentarzem. Czy to dobrze, czy źle? Nie o tym tu należy dyskutować. Książkę polecam, a Kolskiego podziwiam za zmysł obserwacyjny i przedstawienie historii nie gorzej od jednego uczonego psychologa, co to w ludzkich historiach siedzi po uszy. Struktura bohaterów, ich charakterów, schematów poznawczych, pragnień i zachowań… jest nieskromnie doskonała i trafiająca w sedno. Kto się bowiem kocha tak czule i tęskno jak nie narcystyczno oralni…

CAM02175

„Moją matką bądź tylko w lepszej, kobiety mej odsłonie.
Napraw to, co ona zepsuła.”

 

To moje… i aż 14 słów;)

Pozdrowienia śle

Spryciara

„Nie udało mi się zbudować satysfakcjonującego związku,
gdyż jak dotąd na mojej drodze stawali sami egoiści!”

Naprawdę? Wzierający w relacje interpersonalne egoizm, znacząco przechyla szalę relacji na stronę „Ja” i własnych potrzeb, przy absolutnej ignorancji potrzeb partnera, czy partnerki. Taka postawa, zdaniem wybitnego terapeuty par, nie jest sposobem na bliski, udany związek.

 

Książka/ Poradnik

Książka/ Poradnik

 

Miliony ludzi na całym świecie nieustannie spotyka na swojej drodze interesujące osoby, zakochuje się, przeżywa namiętne doświadczenia, kłóci się, rozchodzi, dobrze się bawi… Mimo to, odsetek zawieranych małżeństw wciąż spada, co gorsza wskaźnik rozwodów wzrasta ochoczo. Dlaczego ludzie coraz rzadziej decydują się na małżeństwo i coraz trudniej jest im wspomniany związek utrzymać? Odpowiedzi na to oraz wiele innych pytań poszukiwałam oddając się ciekawej lekturze noszącej wdzięczny i dobrze rokujący tytuł: „I żyli długo i szczęśliwie” autorstwa Willarda F. Harleya.

Związek związkowi nierówny, jednak przeczytawszy wyżej wspomnianą książkę, stwierdziłam, iż ludzie nie różnią się od siebie tak bardzo, jeśli chodzi o dynamikę miłosnych relacji. Mimo, iż pierwsze przeczytane strony obudziły we mnie bunt: „Skąd taka schematyczność w poglądach”, kolejne 200 stron wypełnione opisami przypadków, uwagami, wyjaśnieniami, a wreszcie poradami psychoterapeuty, przekonało mnie do większej części proponowanych rozwiązań, a co ważniejsze skłoniło do refleksji.

„I żyli długo i szczęśliwie” to dobry poradnik, który dedykowany jest małżeństwom z długim lub krótkim stażem. Mimo, iż Willard F. Harley bezpośrednio nie udziela odpowiedzi na pytania dotyczące współczesnych związków, takich jak: wolne związki, związki homoseksualne, czy poliamoryczne; to każdy może odnaleźć w treści książki coś dla siebie oraz dla swojej miłosnej relacji. Szczególnie cenne okazują się być ćwiczenia oraz testy, dzięki którym Czytelnicy samodzielnie nazywają i priorytetyzują swoje potrzeby, diagnozują problemy i wypracowują skuteczne strategie zaradcze.

Co więcej, autor dotyka też tematu zdrady; jego zdaniem sama zdrada jest jedynie objawem pewnego problemu, który występuje u danej pary. Błyskotliwie wyjaśnia przy tym, iż nowo powstały związek z kochankiem lub kochanką, okazuje się zaskakująco krótkotrwały, a z czasem wysoce rozczarowujący. Relacji takiej nie sprzyja bowiem ujawnienie, gdyż to właśnie czar tajemnicy sprawiał, iż relacja ta wydawała się tak wyjątkowa. Romanse na ogół są miłe, jednak głównie wtedy, gdy nie trzeba się z nich tłumaczyć zwłaszcza przed dziećmi, rodziną i przyjaciółmi.

recepta

Dzięki lekturze „ I żyli długo i szczęśliwie” skłonna jestem uznać, iż istnieje recepta na udany związek. Jaka? Otóż cytując Harleya, należy permanentnie podtrzymywać stan zakochania. Jak to zrobić? Wystarczy wykupić i zastosować lek o składzie: czułość, seks i rozmowa! Najlepiej w dawkach 3* 15 godzin tygodniowo. Od czego bowiem zaczynają się najgorętsze romanse, jak nie od rozmów intymnych właśnie. Ludzie są ze sobą szczęśliwi, gdy czują się wyjątkowo oraz gdy ich potrzeby są zaspokajane. Znana w psychologii reguła wzajemności, wydaję się tu odnajdywać wspaniale.

 

 

Książkę polecam wszystkim parom, które chcą przez wiele lat tworzyć satysfakcjonującą dla obu stron relację, a także wszystkim tym, którzy planują pracę z małżeństwami właśnie.

 Pozdrawiam,

Spryciara

„Smak miodu”

1
IMG_20140727_185421

książka

erotyczne spazmy,

myśli namiętne

mimo, że ze słownika skreślone

i z życia wyklęte

wciąż obecne

… na szczęście

 Są kultury, w których nie można mówić otwarcie o seksualności, potrzebie miłości, czy hedonizmie. Człowiek jest czysty, odziany w białe szaty i obmyty świeżą wodą, jego język jest pozbawiony wszelkich słów z seksem związanych, nie mówi się „uprawiałem seks”, „kochałam się”, tylko „spałem z nią”, bez względu na to, czy to tylko sen, czy aż spółkowanie.

„Gdy ci go wetknie, zalewaj się łzami i wypowiadaj nieprzyzwoite słowa- to zawsze wzmaga głębie przeżycia i siłę orgazmu”. Jego orgazmu. Takiej instrukcji czasem udziela matka, wychodzącej za mąż arabce. Podobnego typu przekonania, które śmiało można zatytułować „szczęśliwy i spełniony mężczyzna-instrukcja obsługi”, dbają o męskie rozkosze, potęgując anorgazmie i pochwice u kobiet. Udawany orgazm zmywa bowiem chęć przeżycia tego prawdziwego dość skutecznie. Salwa an-Nu’jami autorka książki „Smak miodu”, zdająca sobie sprawę z braku świadomości i edukacji arabów w dziedzinie seksuologii, gorzko zauważa, iż pozorna wstrzemięźliwość, cenzura i o zgrozo, bolesna niewiedza w obszarze ludzkiej seksualności, ” (…) to norma w czasach seksualnego upadku, jaki moja kultura teraz przeżywa”.

„Smak miodu”, to delikatny erotyk, będący kobiecym manifestem: tak jesteśmy, tak kochamy się, tak lubimy przeżywać orgazmy i chcemy się uczyć, poznawać, smakować życie nie tylko to duchowe, ale i cielesne, chcemy to robić bez zakazów, poczucia winy, czy wstydu. W kontekście tego, co wiemy na temat kultury arabskiej, która po 11 września daleka jest od historii opisanych w baśniach z 1001 nocy, jest to manifest niezwykle odważny. Za tę odwagę i poznawczy głód, winno się zatem docenić autorkę, bowiem dzięki takiej postawie, coś może sie zmienić na lepsze.

Bohaterka powieści jest kobietą świadomą zarówno zakazów i hipokryzji, jak i własnej seksualności, którą z radością poznaje i przeżywa. Jest sama dla siebie wartością, a swojego życia nie podporządkowuje normom, do których przestrzegania nakłania społeczeństwo. Jej spotkania, przyjaźnie, seksualne relacje, czy przytoczone rozmowy, odkrywają prawdziwą naturę arabskich kobiet, które mimo nakazów, zakazów i uciśnień, czasem myślą o sobie i swojej przyjemności, nie mając do końca odwagi by powiedzieć, to co czują głośno… Przyjdzie jednak i na to pora.

 

„Tego bardziej kocham, kto więcej mnie nauczy”.

” Jesteś piękna, mówił (…). Nie jestem piękna, po prostu żyję”

 miłość w słowa ubrana

„Poszukiwanie błony dziewiczej w świecie arabskim jest teraz niczym szukanie igły w stogu siana,
a oczekiwanie na wzrost świadomości i kultury seksualnej arabskich dziewcząt to czekanie na Godota”.

Wydaję się iż, niniejsza książka ma szansę obudzić świadomość seksualną arabskich kobiet, by czekanie stało się działaniem, a wiedza zawładnęła umysły. Najbardziej seksualnym narządem, jaki posiada człowiek jest mózg, od niego wszystko się zaczyna...„Oprócz miłości najcudowniejsze jest mówienie o niej” -Loise Labe.

 Dla zainteresowanych: Salwa an-Nu’jami, „Smak miodu”, Grupa Wydawnicza Foksal, MMIX, wydanie II. Warszawa.

Autor: Spryciara

 

Niejednokrotnie natknęłam się na informacje, iż swingersi oburzają się gwałtowanie, gdy ich styl życia jest charakteryzowany w sposób pozbawiający zabarwienia emocjonalnego. Ba, uczuciowego. Dla laika, swinging oraz poliamoria nie różnią się zanadto, zakładają bowiem związek otwarty na polu uciech cielesnych. W swoich różnych wariantach poliamoria faktycznie czasem może przypominać swingerstwo, jednak filozofia od której się wywodzą oba zjawiska, jest zgoła inna.

Swinguj, ale kochaj tylko mnie

Poliamoria oparta na uczciwości i wolności zakłada, iż para otwierając swój związek na doznania seksualne z innymi osobami, otwiera również swoje serca na miłość. Co więcej poliamoria zakłada także możliwość zakochania się w innych osobach bez konieczności uprawiania z nimi miłości fizycznej. Swingerstwo z kolei bazuje na monogamii emocjonalnej, przy jednoczesnym przyzwoleniu na seks z wieloma partnerami. Rodząca się pomiędzy parami przyjaźń nie jest wykluczona, natomiast zawsze poprzedza ją seksualne zaspokojenie.

Więcej:

Anapol, D. (2013). Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam

 

Więcej żon, to więcej dzieci? Cóż, najnowsze badania wskazują na omylność tego przekonania. Poligamia nie sprzyja płodności kobiet, które dzielą zarówno harem, jak i męża.Bowiem z ewolucyjnego punktu widzenia jeden mąż nie zrealizuje potrzeb kobiet oraz ich potomstwa, mimo że tak zapewnia kultura.

Zachód lubi mono.

Czym jest monogamia? Według definicji jest to „stan, zasada lub zwyczaj pozostawania w związku małżeńskim tylko z jedną osobą”. Przytoczona definicja wskazuje na stan raczej prawny, aniżeli duchowy czy cielesny, nie ma więc mowy ani o zdradzie, ani o zazdrości. Monogamia nie gwarantuje też wierności, mimo to znaczna większość europejskiego społeczeństwa oraz społeczeństwa amerykańskiego, uważa iż związki monogamiczne są najbardziej optymalną formą relacji. W kontekście przytoczonych danych, trudno uwierzyć, że aż w 84% kulturach, poligamia oraz społeczne przyzwolenie na harem są powszechne. Odpowiednik poligamii, a więc poliandria nie jest już tak popularny, bowiem tylko 0,5 % wspólnot zezwala na posiadanie kilku mężów, co po raz kolejny wskazuje na nieuzasadnioną dominację pierwiastka męskiego w świecie.

Harem, komu, po co i dlaczego?

Popularność haremów tłumaczy się często potrzebą opieki nad kobietami, których jest więcej niż mężczyzn oraz zapewnieniem biologicznej nieśmiertelności poprzez posiadanie licznego potomstwa. Jak się jednak okazuję poligamia nie sprzyja płodności. Przeprowadzone badania dowiodły, iż kobiety pozostające w monogamicznych związkach były bardziej płodne, niż te ze związków poligamicznych. Wyjątek stanowiła jedynie pierwsza żona w haremie. Co prawda instytucja haremu doskonale sprawdza się w świecie zwierząt, na przykład koni czy goryli, dla świata ludzi monogamia, dziś seryjna monogamia, pozostaje naturalną formą reprodukcji.

monogamia

Podsumowując, poligamia stanowi wtórną i raczej oportunistyczną strategię reprodukcyjną, powstałą w wyniku zaspokojenia męskiej potrzeby władzy i dominacji, strategii, która zawodzi w obszarze, dla którego teoretycznie została powołana, a mimo to nadal funkcjonuje.

Więcej:

Anapol, D. (2013) Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam Pasek

Ciekawość moja nie zna granic, tym razem padło na relacje damsko- męskie. Uczciwie dodam, iż pierwiastek męski częściej mnie zajmuje, a to za sprawą zmienności w jego osobistym zbiorze kobiet, kobietek, dziewcząt, panienek…etc.
Kiedy pytam mężczyznę o kobietę: „Jak tam X-Panna?”, zdarza się, że zapytany delikwent odpowiada: „Nie przypominam jej sobie”, „To nic takiego”, „Co?”, „To nic poważnego” lub co gorsza „Weź przestań…”. Okay,rozumiem. Jednak przypominając sobie wpatrzone w owego delikwenta oczy X-Panny, tak zwane oczy cocker spaniela, śmiem sądzić, że ona na podobne pytanie odpowiedziałaby nieco inaczej… chociażby „Poznajemy się”, „Jest cudowny”albo „Zobaczymy”.
Opisana sytuacja zmusza do zadania kilku pytań:
1. Skąd dana dziewczyna ma wiedzieć, że w uznaniu faceta jest „tą na teraz”, „ było miło”, „nie, to nie ta”?
2. Czy kobiety szybciej angażują się w relacje, niż mężczyźni? Czy tylko grają?
3. Dlaczego oko cocker spaniela przylgnęło do płci pięknej?

Pytania niby głupie i pewnie nigdy bym ich nie zadała, gdyby nie wyniki badań, do których dotarłam dzisiejszego wieczoru.

Doctor Helen Fisher, autorka modelu dzielącego miłość na trzy rodzaje:pożądanie, miłość romantyczną i więź, przestrzega: „Nie kopulujcie z osobami, w których nie chcecie się zakochać!”
Dlaczego? Cóż, jak tłumaczy Fisher, testosteron odpowiedzialny za pożądanie, może uruchomić neuroprzekaźniki, które odpowiadają za miłość romantyczną. Co więcej, sam orgazm uwalnia oksytocynę, hormon odpowiedzialny za budowanie więzi… Pójdźmy dalej! Wazopresyna, inny hormon prężnie działający w obszarze więzi,  zwany jest „ monekułą monogamii” (Robi się niebezpiecznie…). Jednak jego działanie jest w większym stopniu uwarunkowane genetycznie, jak zauważył Hasse Walum, mężczyźni u których wazopresyna działała słabiej, gorzej sprawdzali się w roli mężów. (I oto cała filozofia; hormon, nie charakter czy brak odpowiedzialności;)).
Z kolei Maria Robinson, autorka „Peace between the sheets”, przekonuje, iż orgastyczna wstrzemięźliwość, może zapobiec jałowości i rutynie w związku. Zdaniem badaczki, powstrzymywanie się od uwalniających dopaminę orgazmów, które zostanie wzbogacone o  pieszczoty, np. głaskanie, wpływa pozytywnie na budowanie więzi oraz budowanie relacji odpornej na seksualne pokusy. Są to raczej spekulacje, jednak jeśli okażą się prawdziwe, pozwolą na wyjaśnienie innej zależności pomiędzy kobietami, orgazmem, a przywiązaniem. Otóż kobiety, które stosunkowo rzadko osiągają orgazm podczas seksualnego zbliżenia, bardziej się przywiązują do swojego partnera! Tymczasem mężczyźni osiągający orgazm w akcie miłosnym zawsze i bez problemów, z biegiem czasu mogą doświadczyć spadku intensywności pożądania wobec tej konkretnej partnerki.
Wnioski są następujące:
1. Dla dobra relacji kobiety i mężczyźni winni czasem powstrzymywać się od orgazmu.
(Chociaż szczerze wątpię, by frustracja mogła przerodzić się w chęć głaskania i przytulania… czego nie robi się w imię miłości:D)
2. Kobiety, nie osiągające orgazmów w czasie stosunku, dla równowagi powinny ów orgazm osiągnąć i kochać się bez syndromu cocker spaniela, zwłaszcza nieodwzajemnionego.
kiss

Oczywistym jest, że związki miłosne i relację międzyludzkie zależą od większej ilości złożonych czynników niż geny, hormony, czy neuroprzekaźniki. Głupotą byłoby jednak ignorować biochemię zwłaszcza, że tak wiele piszę się teraz o chemii miłości:)

Polecam: http://www.psychologia-spoleczna.pl/aktualnosci/1369-pachnaca-atrakcyjnosc.html

Wszystkim zainteresowanym orgazmami kobietkom polecam artykuł dla dorosłych: http://seksualniesensualnie.uchwycone-chwile.pl/2013/05/07/cwicz-swoj-orgazm-olimpiada-dla-napalonych-kobiet/

Kochankowie z Pont Neuf

0

 

Festiwal Nowe Horyzonty, już za nami, a mnie naszło na wspominki…

 

Jednym z filmów, jakie miałam przyjemność zobaczyć, był film Leosa Caraxa „Kochankowie z Pont Neuf”.

 

Carax, znany z oryginalnego przedstawiania na pozór prostych tematów, opowiedział losy kochanków w sposób bardzo przewidywalny. Zaznaczyć jednak należy, że film ten pochodzi z 1991 roku, a na przestrzeni ponad 20 lat, reżyser nie tylko dojrzał, ale też wypracował sobie charakterystyczny dla siebie styl. Nie mniej jednak, miło było cofnąć się w czasie, by poznać młodego, zapewne przepełnionego ideami reżysera oraz jego młodzieńczą perspektywę.

 

 

Obraz, który razi zapachem.

Było kilka takich momentów, podczas których moje myśli krążyły wokół decyzji o wyjściu z seansu. Bezdomność, alkoholizm oraz całokształt barwy paryskiego marginesu społecznego, został pokazany tak wiernie, intensywnie i szczegółowo, iż w kinie czuło się zapach „żulerni”. Moja niepodjęta koniec końców decyzja o wyjściu, wiązała się z obawą, że „nie dam rady”, że jest to za mocne, a nie z ogólnym stosunkiem do obrazu. Owe nie dam rady, to po prostu zmęczenie tematem bezdomności, marginalizacji, uprzedmiotowienia… oraz bezsilność człowieka, który mimo że ma kredki, to nie potrafi nic sensownego narysować.

 

 

Motyw oka.

 

Były też momenty, kiedy to zaciskałam powieki lub tępo patrzyłam na swoje kolana, wszystko przez wszechobecny motyw oka. Oko, moja pięta achillesowa, zawsze mnie osłabia. Nie będę się nad tym rozwodzić, gdyż być może nie dotrwam do końca akapitu. Jeśli jednak kogoś oko, jego choroby i metafory z nim związane, nie przeraża, to film zapewne bardzo mu się spodoba.

 

 

Miłość, która wzrusza, mnie napawa lękiem.

 

Wychodząc z kina zauważyłam kilka par, trwających w namiętnym uścisku, tudzież wymieniających pocałunki w sposób żarliwy i pełen ideologicznego charakteru względem zjawiska miłości właśnie. Cóż, film był o miłości, prawda. Może i był happy end. Dla mnie jednak ta historia miała tak zwany ciąg dalszy, któremu daleko będzie od happy endu. Zaborczość i zazdrość manifestująca się wcześniej podpalaniem, kłamaniem czy zepchnięciem do wody, powróci ze zdwojoną siłą bumerangu, przy każdej różnicy zdań. Ludzie się nie zmieniają, miłość też nie zmienia ludzi. Jest już o tym jakiś film?

 

 

Pozdrawiam,

 

Spryciara

 

 

ciekawostka, słowa: logo, długi. baza danych, kontrola, rozwój firmy, prestiż, marka, uznanie, wiarygodność … oraz temat: list miłosny

Oto, co powstało;)

Mój Drogi,
By zdobyć Twoje uznanie, spłaciłam wszystkie długi, rozliczyłam się z  przeszłością i zapomniałam o Wojtku!

Cóż mam więcej  zrobić, aby uwiarygodnić swoją miłość?! Oddaję Ci pełną kontrolę nad swym sercem, a Ty nadal wątpisz w szczerość mych uczuć. Wiem, że jesteś zajęty rozwojem własnej firmy i zdobywaniem prestiżu, jednak wierzę, że o mnie myślisz…

Gdyby stworzyć bazę danych z Twoich myśli, jestem przekonana, że to myśli na mój temat stanowiłyby większość zbioru.

Miłość to marka sama w sobie- jej logo: czerwone serce od wieków wyznacza kierunek ludzkich działań.

 

Na zawsze Twoja

Wanda Windykacja


 

Autorki: Agnieszka, Aleksandra, Kamila

 

Miłość i ekonomia, mają jednak wspólny mianownik. Ha ha!


  • RSS