Marcina Szczygielskiego poznałam bawiąc się w „Berka”. Zauroczona jego spojrzeniem na świat, nietuzinkowym dowcipem i doskonałym stylem, szybko pochłonęłam wszystko to, co było sygnowane jego nazwiskiem. No, może prawie wszystko, na koniec zostawiłam sobie bowiem PL-BOYa, który bawił mnie w lipcowe popołudnia, a o którym Wam teraz opowiem.

PL BOY

Przyznam już na wstępie, że moim skromnym zdaniem PL- BOY nie należy do najlepszych dzieł, które wyszły spod pióra Pana Szczygielskiego, nie mniej jednak warto sięgnąć po tą pozycję, gdyż nieoceniony humor i trafność w ujmowaniu sedna sytuacji, charakteryzujący osobę autora, widoczny jest tu niemal na każdej stronnicy.

Zabawmy się w łańcuch skojarzeń. Słowo REDAKCJA: gazeta, dziennikarze, gro pracy, obowiązkowość, pomysłowość, intelekt. Cóż, myślę, że ten ciąg kojarzonych ze słowem redakcja słów, może nieco ulec zmianie, gdy do Waszych rąk trafi PL- BOY.

Powieść stojąca u progu groteski i z jej charakteru bogato czerpiąca, obnaża realia polskiego dziennikarstwa. Gotowy produkt, a więc magazyn, prezentujący dobre teksty, piękne zdjęcia czy interesujące konkursy, nie opowie Wam, ile potu, łez i śmiechu towarzyszyło całej redakcji, gdy tworzyła ów numer. Opowie o tym, i to w sposób bardzo zabawny, Marcin Szczygielski, dzięki czemu żadne opublikowane w magazynie zdjęcie nie wpędzi mnie już w kompleksy, a żadna ważna persona, nie zawstydzi swoim wybujałym ego. Dystans i humor, absurd i przerysowane postaci zawsze kradną moje serce i czas. Dlatego też kilka lipcowych popołudni i wieczorów śledziłam poczynania Zieni, drżąc na samą myśl, że w dniu dzisiejszym zaprawa, jaką pracowicie nałożyła sobie na twarz, przegra walkę ze zbyt wysoką temperaturą powietrza. Towarzyszyłam też Marcinowi przy przeprowadzce i trzymałam kciuki, żeby w dniu wyborów, dublerka nie przesadziła z kermitami. Nie wiecie o co chodzi? No cóż, ja Wam nie odpowiem, sięgnijcie do książki i bawcie się równie dobrze jak ja!

Najgorsza jest świadomość, że za kilka lub kilkanaście minut wymyślę dziesiątki miażdżących ripost, na które już będzie za późno, a o których będę myślał przez pół nocy.”

Pośrodku, na dość obskurnym krześle, siedzi Zosia, a właściwie bardziej zwisa, niż siedzi. Ma ewidentną gorączkę, błędny wzrok i wątróbkowe rumieńce na policzkach. Podobnie jak reszta panienek w garderobie nie ma na sobie prawie nic, ale w tym przypadku nie jest to widok przyjemny. Prawa pierś wygląda prawie dobrze, choć wciąż jest lekko napuchnięta, ale lewa to istny horror. Coś jakby Atak krwiożerczych pomidorów w ostatnich sekwencjach, kiedy to tytułowi bohaterowie bardziej przypominają już keczup, ale jeszcze nie całkiem. Nie mogę oderwać wzroku.”

Fragmenty PL- Boya autorstwa M. Szczygielskiego.

kolekcja:)

A oto cała kolekcja, z niecierpliwością oczekuję nowego tytułu!