Wpisy z tagiem: seks

Jeśli powrót, to z przytupem i dobrym tematem. Mam dla Was coś interesującego. Włóżcie ulubione, niekoniecznie wygodne buty, bo czeka nas mała, piesza, perwersyjna wędrówka.

Uważa się, że różnice indywidualne dzielą ludzkość na podzbiory także w kategorii kroków, a dokładniej rzecz ujmując stylu ich stawiania. Krok krokowi nie równy. Niektóre żwawe, inne powolne i ociężałe, jeszcze inne sprężyste. Kroki podobno nas zdradzają. Na ich podstawie bowiem, wszak obrzydliwi złoczyńcy potrafią w ułamku sekundy ustalić szanse złamania upatrzonej ofiary i własnego sukcesu. Krokami, zupełnie nieświadomie, ale zawsze, interesują się chociażby gwałciciele… Tak jest! Dlatego nigdy nie zdrabniaj dziewczyno, stawiaj pewne kroki, trzymaj dystans między stopami i co ważniejsze- nie oglądaj się za siebie!  To było jedno z moich głównych przykazań z dekalogu bezpieczeństwa. Było i jest. No dobra,  koniec  z osobistymi dygresjami, zacznijmy od nowa, czyli od „Kroków” Kosińskiego Jerzego- jednego z moich ulubieńców. Jak ja lubię tę jego prozę!

Kroki

 

Och Jurek, Jurek… Ty to musiałeś mieć życie…

„Kroki” to kolejna książka autora nasycona wątkami autobiograficznymi. I tutaj zaczyna się zabawa! Dlaczego bowiem tylko dobre lub nieszkodliwe postępki miałyby mieć źródło w stanie faktycznym, zaś te złe miałyby pozostać wytworem wyobraźni? Wiedzieć musicie, że poszarpany tekst doskonale oddaje historie bohatera o dość poszarpanym życiorysie. Tutaj uratuje kobietę, wskaże hipokryzję kościoła.. a tu gardło podcina, jaja miażdży i zabija… Czy to wciąż jedna i ta sama osoba, czy kilka historii niezależnych? Ot cały Jurek! Zastanawiaj się Czytelniku! To samo, czy już inne? A jaki Ty masz system wartości? Zrobił byś to, czy tamto? Rozdzielił, czy też połączył zło i dobro na jednej półce sadzając? Pomyśl!

Czytam i myśli kotłują mi się pod kopułą, a mimo to oderwać się od lektury nie mogę? Dowiaduję się, że ludzie mogą być szlachetni, że czasem mają honor… albo że są dobrzy, a co z tym się wiąże- ufni i naiwni, podatni na manipulację kochanków…(Miłość to najgorszy doradca w kwestii oceny drugiego człowieka. Zawsze zmyli, w pole wywiedzie, na niebezpieczeństwo narazi…), bywają też hipokrytami, manipulantami, egoistami i chamami.. a jaka jestem ja? Jaki system wartości mam tak na oficjałkę, a jakiego się trzymam tak naprawdę? Czy posunęłabym się do pewnych rzeczy? Co cenię, a czego nie znoszę w ludziach? Pytam i staram się odpowiedzieć. To trudne, bo trudne być musi.

„Kroki” to początek wędrówki w głąb siebie. Wędrówki nie łatwej, bo zahaczającej o religię, ego i kompleksy…Wędrówki bardzo potrzebnej. Zachęcam do lektury, choć nie rozumiem kto projektował okładki dla polskiej edycji książek tego autora… Straszne są! Owszem jest w prozie Kosińskiego sporo seksu, ale to nie znaczy, że ma on sprzedawać książkę ubierając ją w tak banalną oprawę. Dobrze, że nie dla okładki, a treści większość czytelników kupuje i czytuje książki.

Kroki

Serdeczności, słodkości i przyjemności,

Spryciara

 

 

„Pan szary i jego przywary” tym razem na ekranie.
Czy było warto? Nie, ale jeśli już obejrzałam, to napiszę słów kilka.

Przyznam, iż film „50 twarzy Grey’a” rozczarował mnie wysoce, co stanowi nie lada wyczyn- jak może bowiem rozczarować coś, co z góry skazane jest na porażkę- wiem co mówię, przeczytałam książkę! O filmie jednak pisząc;  o ile Dakota Johnson doskonale wcieliła się w postać dziewiczej idiotki- Panny Steel, o tyle skomplikowany Pan Grey, a w jego roli Jamie Dornan … okazał się być stanowczo za mało zimny, tajemniczy i magnetyzujący, ot miły przystojniak… nie o to przecież chodziło…

IMG_3343

Chciałabym napisać jedynie o filmie, niestety trudno mi  nie odnieść się do powieści L. James; miał być romans z sado maso, miało być ciekawie i zaskakująco… koniec końców  było jak na półce z harlekinami w miejskiej bibliotece, przy której to półce moja matka nigdy nie chciała przystanąć ani na moment.  Ja jednak odrobiłam lekcję za nią, bowiem już jako 11 letnia dziewczynka wykradając trzy różowe książeczki sąsiadce babci, zatopiłam się w ich lekturze…po drugiej „książce” miałam już dość, zawsze bowiem to samo, u Geya też to samo. Ona- jest niepoprawną romantyczką, dziewicą i brak jej pewności siebie, dlatego też nie wygląda jak trzeba, On-jest przystojny, bogaty, władczy, otoczony tabunem  kobiet, ale oczywiście zakochuje się w szarej myszce…

Jaki jest przekaz: „Kobieto nie rób nic,  siedź w domu przed TV, wcinaj batony, zapomnij o depilacji, a lada dzień zjawi się twój książę, dotknie cię zaledwie raz, a Ty już będziesz szczytować! Zajmie się Twoim wyglądem, antykoncepcją, wykształceniem i karierą… nie będziesz musiała robić nic, tylko zgrywać zagubioną duszyczkę”. Cóż, współczuję wszystkim facetom, którzy trafią na kobietę z takimi oczekiwaniami.. Co im zrobiłaś Pani James, jak mogłaś?

 

Tyle na temat dygresji, jak zwykle przydługiej, do ekranizacji powróciwszy przyznać muszę, iż za dobry marketing może czasem źle wpłynąć na odbiór filmu. Otóż, spodziewałam się czegoś więcej…mowa nie o głębszym przekazie, ale scenach seksu, o których tak głośno było.. Podobno aktorka odniosła poważne kontuzje w czasie kręcenia pewnych scen, nagość zaś otaczała aktorów i ekipę filmową z każdej strony… No nie! Kto widział „Życie Adeli”, czy też „Nimfomankę” ten wie, co to znaczy oglądać życie seksualne bohaterów na ekranie… w dodatku bardziej przypominające rzeczywistość niż mrzonki, które de facto skomplikowane nie są, a klasyczne po prostu.. Który „Pan i Władca”, na co dzień praktykujący, identyfikuję się z Greyem?!

Chyba żaden, ale z pewnością większość Pań chciałoby znaleźć się na miejscu Anastazji, polatałaby z chęcią helikopterem, dostała maca i autko, wreszcie coś by się działo, facet wreszcie by się postarał, nie trzeba by było podawać piwa i obiadu gotować…Ot marzenia, dla tych marzeń niektórzy chodzą do kina. Ja też, tyle że moje marzenia są zgoła inne… co kobieta, to inna gama potrzeb…

 

PS. Nie mogę uwierzyć, że film ten grany jest w Kinie Nowe Horyzonty…bez komentarza

Bywajcie,

Spryciara

Małżeńska intryga, intryga małżeńska tak druzgocąco zniweczona przez rozwód, widać ma się całkiem nieźle, świadczyć  o tym może historia Madeleine, uwieczniona lekkim i subtelnym piórem Jeffreya Eugenidesa.

Książka

Intryga małżeńska

Historia tej młodej kobiety zdaję się przekonywać, iż pomimo, że małżeństwo straciło na trwałości, to wciąż wzbudza silne emocje. Phi! Jakie znaczenie ma to kogo poślubi kobieta, jeśli może się z nim rozwieść, całe doświadczenie można anulować, by pójść do przodu w zupełnie innym kierunku u boku innego już mężczyzny; przekonywał główną bohaterkę jej profesor, promotor i mentor. Jednak Madeleine głucha na dogodności współczesnego życia społecznego, otumaniona barwą myśli „Rozważnej i romantycznej” namiętnie oddawała się miłosnym rozterkom po to tylko, by na koniec zupełnie pochopnie podjąć bezsensowną decyzję o zamążpójściu…Decyzja ta nie wywarła wpływu na całym jej życiu, a jedynie zatrząsnęła nią tuż na początku samodzielnej drogi, zwanej dorosłością. I dzięki bogu, bo jakież by miała ona życie z tym Leonardem!

„Intryga małżeńska” to splot historii trzech młodych osób, które butnie stają u progu dorosłości, i które nie do końca wiedzą, co mają z tym fantem zrobić. Czas uchwycony w powieści to dla nich okres prób i błędów, pierwszych decyzji, seksualnych uniesień i zobowiązań, to czas nauki i poznania- przede wszystkim samego siebie. Eugenides sprytnie i nie wprost uchwyca niedojrzałość dorosłych już ludzi, osób które nie tylko nie mają pomysłu na siebie, ale także nie wiedzą jacy są i czego oczekują, co lubią, a czego nie. Informacji tych zaczerpną w praktycznej życia tułaczce. Urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą współczesnych czasów, nie będą musieli zmagać się z konsekwencjami swoich złych wyborów przez całe życie, wszystko można cofnąć, anulować, zapomnieć.. można bowiem się rozwieść! Autor słusznie zauważa, iż jeśli mowa o ludzkim rozwoju, to okres moratorium znacząco się wydłużył, pomimo oficjalnych 21 lat i dyplomu w kieszeni, bohaterowie powieści wciąż uczą się latać…

miłość pomiędzy wierszami

Pomimo pozytywnej oceny samej książki, nie podpisałabym się pod recenzją Zuzanny Ziomeckiej, której fragment pozwolę sobie przytoczyć: „Eugenides przeprowadza na swoich bohaterach intelektualno- miłosny eksperyment. To, co się tu wydarzy, na pewno nie będzie proste…”.
Cóż, moim zdaniem to, co dzieję się na łamach powieści, to po prostu jeden z archetypów znany ludzkości, znany literaturze, znany sztuce… ten ostry, miłosny trójkąt wpisany jest w ludzkie perypetie, jak kąt ostry w geometrie. Najkrótsze ramię to oczywiście Mitchell, silny i interesujący, lecz nie dość genialny i fascynujący, by zetknąć się z pozostałą dwójką na równym szczytu poziomie. Wybiera mądrze i odchodzi; nie dość typowo przystojny, by za nim szaleć i na tyle dobry i czuły, a także inteligentny by chcieć go mieć blisko siebie… ilu takich chłopaków krąży wokół Was?

 

,)

Ameryka

#Obama #American Film Festiwal #wredny smok

 

Pozdrawiam,

Spryciara

Więcej: Eugenides, J. (2013). Intryga małżeńska. Kraków: Wydawnictwo Znak

Dziś opowiem o książce, która jeden dzień cieszyła moje spragnione słów spisanych, więc wyrazów oczy, zaś znacznie dłużej zagościła w serca mego pamięci. „ Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego kusi i bawi słowem dosadnym, smutnym, ludzkim i krnąbrnym, bo przeistaczającym się w obraz. Widać taka dola reżysera, iż tworzy słowem obrazy, nawet na papierze ;-)

"Dwanaście słów"

„Dwanaście słów”

Do narracji wracając, artystycznego wyrazu i bohaterów… przyznać muszę, iż wielki problem sprawiłoby mi opisanie tej książki jedynie i aż w 12 słowach. Mimo to, 12 słów nie przypadkowo dobrane, pasuje jak ulał do dialogów głównych bohaterów. Nie mówić za dużo, by zbyt wiele nie zdradzić, by mieć ochotę na więcej, jednocześnie tak bardzo nie obnażając pragnienia miłości… miłości ludzkiej, której ani drewniany Jezus na krzyżu, Bóg, ani muzyka i idee nie są w stanie zaspokoić w sposób, jaki potrafi to zrobić drugi człowiek.

O tym właśnie jest ta książka; o ludzkim pragnieniu miłości, chęci jej okazywania i obdarzania nią, pragnieniu tak głupio tłumionym przez te wszystkie schematy, obrządki, wstyd i poczucie niższości, sprytnie maskowanej wyniosłością…

W tym kontekście „(…) chciało jej się ruchać.” nie razi tak bardzo, a jedynie dosadnie przedstawia ludzkość z całym jej inwentarzem. Czy to dobrze, czy źle? Nie o tym tu należy dyskutować. Książkę polecam, a Kolskiego podziwiam za zmysł obserwacyjny i przedstawienie historii nie gorzej od jednego uczonego psychologa, co to w ludzkich historiach siedzi po uszy. Struktura bohaterów, ich charakterów, schematów poznawczych, pragnień i zachowań… jest nieskromnie doskonała i trafiająca w sedno. Kto się bowiem kocha tak czule i tęskno jak nie narcystyczno oralni…

CAM02175

„Moją matką bądź tylko w lepszej, kobiety mej odsłonie.
Napraw to, co ona zepsuła.”

 

To moje… i aż 14 słów;)

Pozdrowienia śle

Spryciara

„Smak miodu”

1
IMG_20140727_185421

książka

erotyczne spazmy,

myśli namiętne

mimo, że ze słownika skreślone

i z życia wyklęte

wciąż obecne

… na szczęście

 Są kultury, w których nie można mówić otwarcie o seksualności, potrzebie miłości, czy hedonizmie. Człowiek jest czysty, odziany w białe szaty i obmyty świeżą wodą, jego język jest pozbawiony wszelkich słów z seksem związanych, nie mówi się „uprawiałem seks”, „kochałam się”, tylko „spałem z nią”, bez względu na to, czy to tylko sen, czy aż spółkowanie.

„Gdy ci go wetknie, zalewaj się łzami i wypowiadaj nieprzyzwoite słowa- to zawsze wzmaga głębie przeżycia i siłę orgazmu”. Jego orgazmu. Takiej instrukcji czasem udziela matka, wychodzącej za mąż arabce. Podobnego typu przekonania, które śmiało można zatytułować „szczęśliwy i spełniony mężczyzna-instrukcja obsługi”, dbają o męskie rozkosze, potęgując anorgazmie i pochwice u kobiet. Udawany orgazm zmywa bowiem chęć przeżycia tego prawdziwego dość skutecznie. Salwa an-Nu’jami autorka książki „Smak miodu”, zdająca sobie sprawę z braku świadomości i edukacji arabów w dziedzinie seksuologii, gorzko zauważa, iż pozorna wstrzemięźliwość, cenzura i o zgrozo, bolesna niewiedza w obszarze ludzkiej seksualności, ” (…) to norma w czasach seksualnego upadku, jaki moja kultura teraz przeżywa”.

„Smak miodu”, to delikatny erotyk, będący kobiecym manifestem: tak jesteśmy, tak kochamy się, tak lubimy przeżywać orgazmy i chcemy się uczyć, poznawać, smakować życie nie tylko to duchowe, ale i cielesne, chcemy to robić bez zakazów, poczucia winy, czy wstydu. W kontekście tego, co wiemy na temat kultury arabskiej, która po 11 września daleka jest od historii opisanych w baśniach z 1001 nocy, jest to manifest niezwykle odważny. Za tę odwagę i poznawczy głód, winno się zatem docenić autorkę, bowiem dzięki takiej postawie, coś może sie zmienić na lepsze.

Bohaterka powieści jest kobietą świadomą zarówno zakazów i hipokryzji, jak i własnej seksualności, którą z radością poznaje i przeżywa. Jest sama dla siebie wartością, a swojego życia nie podporządkowuje normom, do których przestrzegania nakłania społeczeństwo. Jej spotkania, przyjaźnie, seksualne relacje, czy przytoczone rozmowy, odkrywają prawdziwą naturę arabskich kobiet, które mimo nakazów, zakazów i uciśnień, czasem myślą o sobie i swojej przyjemności, nie mając do końca odwagi by powiedzieć, to co czują głośno… Przyjdzie jednak i na to pora.

 

„Tego bardziej kocham, kto więcej mnie nauczy”.

” Jesteś piękna, mówił (…). Nie jestem piękna, po prostu żyję”

 miłość w słowa ubrana

„Poszukiwanie błony dziewiczej w świecie arabskim jest teraz niczym szukanie igły w stogu siana,
a oczekiwanie na wzrost świadomości i kultury seksualnej arabskich dziewcząt to czekanie na Godota”.

Wydaję się iż, niniejsza książka ma szansę obudzić świadomość seksualną arabskich kobiet, by czekanie stało się działaniem, a wiedza zawładnęła umysły. Najbardziej seksualnym narządem, jaki posiada człowiek jest mózg, od niego wszystko się zaczyna...„Oprócz miłości najcudowniejsze jest mówienie o niej” -Loise Labe.

 Dla zainteresowanych: Salwa an-Nu’jami, „Smak miodu”, Grupa Wydawnicza Foksal, MMIX, wydanie II. Warszawa.

Autor: Spryciara

 

Niejednokrotnie natknęłam się na informacje, iż swingersi oburzają się gwałtowanie, gdy ich styl życia jest charakteryzowany w sposób pozbawiający zabarwienia emocjonalnego. Ba, uczuciowego. Dla laika, swinging oraz poliamoria nie różnią się zanadto, zakładają bowiem związek otwarty na polu uciech cielesnych. W swoich różnych wariantach poliamoria faktycznie czasem może przypominać swingerstwo, jednak filozofia od której się wywodzą oba zjawiska, jest zgoła inna.

Swinguj, ale kochaj tylko mnie

Poliamoria oparta na uczciwości i wolności zakłada, iż para otwierając swój związek na doznania seksualne z innymi osobami, otwiera również swoje serca na miłość. Co więcej poliamoria zakłada także możliwość zakochania się w innych osobach bez konieczności uprawiania z nimi miłości fizycznej. Swingerstwo z kolei bazuje na monogamii emocjonalnej, przy jednoczesnym przyzwoleniu na seks z wieloma partnerami. Rodząca się pomiędzy parami przyjaźń nie jest wykluczona, natomiast zawsze poprzedza ją seksualne zaspokojenie.

Więcej:

Anapol, D. (2013). Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam

 

Więcej żon, to więcej dzieci? Cóż, najnowsze badania wskazują na omylność tego przekonania. Poligamia nie sprzyja płodności kobiet, które dzielą zarówno harem, jak i męża.Bowiem z ewolucyjnego punktu widzenia jeden mąż nie zrealizuje potrzeb kobiet oraz ich potomstwa, mimo że tak zapewnia kultura.

Zachód lubi mono.

Czym jest monogamia? Według definicji jest to „stan, zasada lub zwyczaj pozostawania w związku małżeńskim tylko z jedną osobą”. Przytoczona definicja wskazuje na stan raczej prawny, aniżeli duchowy czy cielesny, nie ma więc mowy ani o zdradzie, ani o zazdrości. Monogamia nie gwarantuje też wierności, mimo to znaczna większość europejskiego społeczeństwa oraz społeczeństwa amerykańskiego, uważa iż związki monogamiczne są najbardziej optymalną formą relacji. W kontekście przytoczonych danych, trudno uwierzyć, że aż w 84% kulturach, poligamia oraz społeczne przyzwolenie na harem są powszechne. Odpowiednik poligamii, a więc poliandria nie jest już tak popularny, bowiem tylko 0,5 % wspólnot zezwala na posiadanie kilku mężów, co po raz kolejny wskazuje na nieuzasadnioną dominację pierwiastka męskiego w świecie.

Harem, komu, po co i dlaczego?

Popularność haremów tłumaczy się często potrzebą opieki nad kobietami, których jest więcej niż mężczyzn oraz zapewnieniem biologicznej nieśmiertelności poprzez posiadanie licznego potomstwa. Jak się jednak okazuję poligamia nie sprzyja płodności. Przeprowadzone badania dowiodły, iż kobiety pozostające w monogamicznych związkach były bardziej płodne, niż te ze związków poligamicznych. Wyjątek stanowiła jedynie pierwsza żona w haremie. Co prawda instytucja haremu doskonale sprawdza się w świecie zwierząt, na przykład koni czy goryli, dla świata ludzi monogamia, dziś seryjna monogamia, pozostaje naturalną formą reprodukcji.

monogamia

Podsumowując, poligamia stanowi wtórną i raczej oportunistyczną strategię reprodukcyjną, powstałą w wyniku zaspokojenia męskiej potrzeby władzy i dominacji, strategii, która zawodzi w obszarze, dla którego teoretycznie została powołana, a mimo to nadal funkcjonuje.

Więcej:

Anapol, D. (2013) Poliamoria. Miłość i intymność z wieloma partnerami i partnerkami. Warszawa: Czarna Owca.

Kam Pasek

Ciekawość moja nie zna granic, tym razem padło na relacje damsko- męskie. Uczciwie dodam, iż pierwiastek męski częściej mnie zajmuje, a to za sprawą zmienności w jego osobistym zbiorze kobiet, kobietek, dziewcząt, panienek…etc.
Kiedy pytam mężczyznę o kobietę: „Jak tam X-Panna?”, zdarza się, że zapytany delikwent odpowiada: „Nie przypominam jej sobie”, „To nic takiego”, „Co?”, „To nic poważnego” lub co gorsza „Weź przestań…”. Okay,rozumiem. Jednak przypominając sobie wpatrzone w owego delikwenta oczy X-Panny, tak zwane oczy cocker spaniela, śmiem sądzić, że ona na podobne pytanie odpowiedziałaby nieco inaczej… chociażby „Poznajemy się”, „Jest cudowny”albo „Zobaczymy”.
Opisana sytuacja zmusza do zadania kilku pytań:
1. Skąd dana dziewczyna ma wiedzieć, że w uznaniu faceta jest „tą na teraz”, „ było miło”, „nie, to nie ta”?
2. Czy kobiety szybciej angażują się w relacje, niż mężczyźni? Czy tylko grają?
3. Dlaczego oko cocker spaniela przylgnęło do płci pięknej?

Pytania niby głupie i pewnie nigdy bym ich nie zadała, gdyby nie wyniki badań, do których dotarłam dzisiejszego wieczoru.

Doctor Helen Fisher, autorka modelu dzielącego miłość na trzy rodzaje:pożądanie, miłość romantyczną i więź, przestrzega: „Nie kopulujcie z osobami, w których nie chcecie się zakochać!”
Dlaczego? Cóż, jak tłumaczy Fisher, testosteron odpowiedzialny za pożądanie, może uruchomić neuroprzekaźniki, które odpowiadają za miłość romantyczną. Co więcej, sam orgazm uwalnia oksytocynę, hormon odpowiedzialny za budowanie więzi… Pójdźmy dalej! Wazopresyna, inny hormon prężnie działający w obszarze więzi,  zwany jest „ monekułą monogamii” (Robi się niebezpiecznie…). Jednak jego działanie jest w większym stopniu uwarunkowane genetycznie, jak zauważył Hasse Walum, mężczyźni u których wazopresyna działała słabiej, gorzej sprawdzali się w roli mężów. (I oto cała filozofia; hormon, nie charakter czy brak odpowiedzialności;)).
Z kolei Maria Robinson, autorka „Peace between the sheets”, przekonuje, iż orgastyczna wstrzemięźliwość, może zapobiec jałowości i rutynie w związku. Zdaniem badaczki, powstrzymywanie się od uwalniających dopaminę orgazmów, które zostanie wzbogacone o  pieszczoty, np. głaskanie, wpływa pozytywnie na budowanie więzi oraz budowanie relacji odpornej na seksualne pokusy. Są to raczej spekulacje, jednak jeśli okażą się prawdziwe, pozwolą na wyjaśnienie innej zależności pomiędzy kobietami, orgazmem, a przywiązaniem. Otóż kobiety, które stosunkowo rzadko osiągają orgazm podczas seksualnego zbliżenia, bardziej się przywiązują do swojego partnera! Tymczasem mężczyźni osiągający orgazm w akcie miłosnym zawsze i bez problemów, z biegiem czasu mogą doświadczyć spadku intensywności pożądania wobec tej konkretnej partnerki.
Wnioski są następujące:
1. Dla dobra relacji kobiety i mężczyźni winni czasem powstrzymywać się od orgazmu.
(Chociaż szczerze wątpię, by frustracja mogła przerodzić się w chęć głaskania i przytulania… czego nie robi się w imię miłości:D)
2. Kobiety, nie osiągające orgazmów w czasie stosunku, dla równowagi powinny ów orgazm osiągnąć i kochać się bez syndromu cocker spaniela, zwłaszcza nieodwzajemnionego.
kiss

Oczywistym jest, że związki miłosne i relację międzyludzkie zależą od większej ilości złożonych czynników niż geny, hormony, czy neuroprzekaźniki. Głupotą byłoby jednak ignorować biochemię zwłaszcza, że tak wiele piszę się teraz o chemii miłości:)

Polecam: http://www.psychologia-spoleczna.pl/aktualnosci/1369-pachnaca-atrakcyjnosc.html

Wszystkim zainteresowanym orgazmami kobietkom polecam artykuł dla dorosłych: http://seksualniesensualnie.uchwycone-chwile.pl/2013/05/07/cwicz-swoj-orgazm-olimpiada-dla-napalonych-kobiet/

Rosyjskie romansidło, ma się przy tym okazie „sztuki współczesnej”, jak pantofel do kapcia…

Wiem, że jest to książka okrzyknięta mianem „ bestsellera”. I co z tego powiadam, i tak zamierzam ją „pojechać”… Obiecuję być łagodna jak baranek.

 

Mh, żeby przeprowadzić ten zabieg jak najmniej boleśnie, opowiem w krótkim streszczeniu moją osobista podróż w odkrywaniu twarzy Christiana, od A do Z, czyli od 1 do 50…

hahah, very funny!- MOJA WEWNĘTRZNA BOGINI PODSKOCZYŁA Z RADOŚCI…

 

Po pierwszych 20 stronach miałam zrezygnować, jednak kontynuowałam zawzięcie, a to dlatego, że cechuje mnie wysoki stopień wytrzymałości, jak mniemam. Tyle lukru, nie widziałam na najbardziej tłustym pączku. Banał za banałem, czyli znowu do znudzenia:

 

ONA: inteligentna, skromna, nie potrzebująca makijażu, ani pięknych ubrań kobieta, która w późniejszej części lektury wilgotnieć i szczytować będzie już po dwóch ruchach partnera…

 

ON: piękny, zimny i bogaty! W dodatku, o zgrozo, facet, który zmienia się pod wpływem kobiety!

 

Tylko kilkadziesiąt stron, a tyle zakłamanych informacji…

Mimo to, czytałam, czytałam, czytałam, mówiłam sobie, jakie to głupie i czytałam dalej…

 

Ożywiałam się przy niektórych elementach dialogu, zwłaszcza, gdy Grey wypowiadał zdanie w stylu” Teraz będę Cię pieprzył ostro.”… a był po prostu seks.

Być może, moje zboczenie polega na tym, że oprócz praktyki, znam też teorię, seks nie tylko uprawiam, ale zgłębiam wiedzę na temat ludzkiej seksualności już od dłuższego czasu… i będę nudna, może mi nie uwierzycie, ale ludzie zazwyczaj kochają się w podobny sposób…

Oczywiście James opisuje pewną perwersję, jednak więcej jest zapowiedzi na jej temat, niż samej treści… a lukrowy kontekst i wszystkie banały wokół punktu głównego, spychają ją na dalszy plan, sprawiając jednocześnie, że traci ona swój smaczek.

 

Zainteresowanych seksualnością odsyłam do literatury naukowej lub w publikacji Prof. Lwa Starowicza czy Andrzeja Depko. Z nich naprawdę możecie się dowiedzieć czegoś sensownego na temat seksualności człowieka.

 

Skoro ta powieść jest tak, nie taka, jak być powinna, dlaczego tyle osób ją kupuje i czyta?Marketing?

Zgoda, zapewne znajdzie się wielu takich, którzy dali się nabrać (w tym ja, chociaż książkę na szczęście jedynie wypożyczyłam), ale nie tylko specjaliści od reklamy przyczynili się do sukcesu komercyjnego książki… Moim zdaniem, przyczyniła się do tego sama autorka, pisząc powieść w stylu harlequin, ubierając ją przy tym w na pozór mroczne barwy. Powiecie zapewne, że historia harlequina jest długa. Zgodzę się. Nie wiem też, dlaczego akurat dzieło Pani James, a nie innego pisarza, zostało okrzyknięte mianem bestsellera. Wiem jedno, to powieść zakorzeniona w baśni, a ludzie uwielbiają archetyp baśniowy, chłoną go nieświadomie jak gąbka i czekają na więcej. Cóż, trzeba sobie jakoś umilić trudy życia…

 

między jednym, a drugim kotletem schabowym

 

między trzecim, a czwartym praniem rzeczy białych

 

między piątą, a szóstą godziną nudnej pracy

 

między siódmym, a ósmym zdaniem o zabarwieniu

niezadowolenie, wypowiedzianym przez partnera mego

 

między dziewiątym, a dziesiątym pragnieniem czułości

 

Moja wewnętrzna bogini zamilkła i postanowiła zapalić z wrażenia.

 

 

 

Pozdrawiam,

Spryciara

Razem ze Zdzichem, (kot, współlokator, czynnie biorący udział w zaprzyjaźnianiu się z laptopem i portalami bloggerskimi), czekamy na Andrzejki. Motywacje mamy różne, ale radość oczekiwania taką samą. Chodzi oczywiście o wróżby i o naszą jakże tajemniczą przyszłość. On ma nadzieję, wywróżyć sobie z wosku gotowanego kurczaka, ja faceta, samca alfa, słodkiego jak landrynka, o którym zapomnę, gdy go zjem.

Listopad był dla mnie okropny, długi, ponury, bardzo samotny i bardzo bolesny. Czuję w kościach, że ten adwentowy grudzień, będzie jeszcze gorszy… Dlatego sprytnie wymyśliłam, ażeby życie sobie nieco ubarwić, męskiego Andrzeja w Andrzejki. Bo jeśli już mam pościć i oczy wypłakiwać za miłością i nowym startem w Nowym Roku, to muszę się na to psychicznie przygotować, czytaj mieć co wspominać  w okresie niedoli. Niedola moja zapowiada się tak: wysyłanie maili, brak pracy, brak kasy, światło w lodówce i szron w zamrażalniku, próba zapomnienia o swoim byłym, trzyletnim związku i o tym, że jestem nieudacznikiem z krwi i kości.

Żarty!!!

Prawdziwa niedola polega na tym, że nie mogę być tym, kim chcę być, a nie chcę być kimś, kim mogę zostać.

Jak to rozwiązać, pomyślę o tym jutro, jeśli jutra dożyję, a póki co kolejna rundka „bez tajemnic”… gdybym miała terapeutę, może w życiu by się lepiej ułożyło…

Spryciara


  • RSS