Wpisy z tagiem: Wrocław

Wyobraź sobie, że stoisz na rozgrzanym placu i bierzesz udział w jakimś szkolnym konkursie, niech będzie z „przysposobienia obronnego”.  Masz kilkanaście lat. Ładujesz broń, wykonujesz rozkazy, przyjmujesz pozy, a wszystko to według określonego schematu, z precyzją i szybkością. Szorstki mundur drażni twoje pokryte pryszczami plecy, równie pryszczata skóra na twarzy piecze jak cholera, pot się leje, ale jakoś ci idzie. Inni się wykruszają, po pewnym czasie zostaje  już tylko jeden przeciwnik. Niestety jest to prymus, ulubieniec dziewczyn, nauczycieli, ukochany syn, którego starzy kibicują z trybun. Jednym słowem godny przeciwnik, który jednak popełnia błąd i to Ty zwyciężasz konkurencję, co zostaje ogłoszone. Hurra!?

Tłum gromadzi się przy przegranym, pocieszając go i chwaląc jego wysiłki, nauczyciel także mu gratuluje walki do końca, a Ty stoisz sam, bo jesteś Henry Chinasky i nawet twoi starzy nie ruszyli tyłków z domu, by cię zobaczyć. Masz pryszcze, wdajesz się w bójki, pijesz i jesteś dziwny. Nikt Cię nie lubi. Codziennie dostajesz mega lanie odkąd stanąłeś na swoich wątłych nóżkach kilkulatka. Jesteś workiem treningowym swojego popieprzonego i sadystycznego ojca i nikt nie przychodzi ci z pomocą w tej cudownej Ameryce, w której spełnia się wszystkim „amerykański sen”. Tak proszę Państwa rodzi się mroczny, cyniczny talent Charlesa Bukowskiego….

 

„Piękne myśli i piękne kobiety nigdy nie zagrzewają miejsca”

Charles Bukowski

 

-Co czytasz?

-Teraz- Bukowskiego „ Historie o zwykłym szaleństwie”

-Aaaa to muszą być bardzo smutne opowieści …

 

W rzeczy samej, smutne, ale jakże prawdziwe, zaś sama poszarpana fabuła cholernie wciągająca. Charlesa poznałam „za dzieciaka”, tzn. zaczęłam od książki „ Z szynką raz” i potem jakoś trudno było mi wybić sobie z głowy to, co tam przeczytałam. Ta pierwsza z przeczytanych przeze mnie książek tego autora kładzie się cieniem na pozostałe, wpływa na odbiór i interpretacje, dlatego też w tym wpisie zaprezentuje Wam klasyczny subiektywny obiektywizm;-)

 

Charles Bukowski

Charles Mc Boski Bukowski jest autorem wymagającym. Dlaczego? Otóż jego opowieści przesycone są taką ilością alkoholu, iż nie sposób przeczytać ich na trzeźwo! Być może z tego względu czytając Bukowskiego dzierżę w jednej dłoni książkę, a w drugiej szklaneczkę whisky (na bogato) lub wina (gdy portfel groszem nie śmierdzi). Jak to dobrze się pośmiać, czy oburzyć kiedy Hank, Henry lub jakiś tam przypadkowy bohater jednej opowieści wda się w głupią bójkę, przyciśnie do ściany w chuci jakąś wątpliwej urody damę noszącą za to różowe majtki, zaś sam Bukowski puści pawia tuż przed spotkaniem z czytelnikami. W odpowiednich ilościach  ta proza jest na swój sposób relaksująca. Ba, nawet pouczająca. Bukowski jest bowiem facetem mrocznym, zapitym, ale też okrutnie inteligentnym, jego złote myśli wzbogacają Czytelnika i dają mu na wstrzymanie, jeśli chodzi o głupią życiową pogoń za czymś tam… istotnie ważnym.

 

„Różnica między sztuką, a życiem polega na tym, że sztuka jest znośniejsza”

 

Człowiek fascynujący, ale z daleka. No bo powiedz Drogi Czytelniku, czy chciałbyś się z Bukowskim  spotkać, przeżywać dłużej niż tydzień, wytrzeć jego pawia, zmyć jego gary, zrozumieć go? Byłoby to trudne, zwłaszcza jeśli jesteś pedantem. Być może właśnie dlatego świadomy swego naznaczenia Bukowski spędził życie w otoczeniu wielu osób, przyjaciół od kieliszka i interesu, jako człowiek samotny. Cenię go za dystans, czarną barwę poczucia humoru i skromność. Lubię to, co wyszło spod jego pióra. Zabawne, że dzięki niemu inaczej przechodzę obok otulonych oparami alkoholu, śpiących na gwoździa dżentelmenów. Trochę to głupie, wiem.

 Charles Bukowski

 

„Prawie każdy człowiek rodzi się geniuszem i jest pochowany jako idiota”

 

 

 

 

 

 

Serdeczności,

Spryciara

 

Wpis zawiera cytaty Charlesa Bukowskiego

Upalne lato sierpień 2015. Kiedy słupki rtęci dobijały do trzydziestki -czułam się świetnie, kiedy zaś dosięgły do trzydziestki piątki i na dłużej zadomowiły się na tej wysokości, poczułam lekki dyskomfort. Brak oddechu w tramwaju, niemoc joggingu i trud spacerów rozgrzanymi, miejskimi chodnikami,  wzmagały deprywację; aby nie dopuścić do kolejnego etapu, jakim jest irytacja, przekształcająca się nie rzadko w agresję, sięgnęłam po książkę, jak to zwykle w mym życiu bywa. Jednak tu zaskoczenie… przełamałam bowiem pewien schemat w kwestii wyboru tytułu…

Trudno mi określić, czy to z wewnętrznej przekory, cech charakterologicznych jakie prezentuję, czy też ze zwykłej głupoty, posiadam nawyk nie pochylania się nad niczym, czym zachwyca się większość. Ot, taka moja ludzka przypadłość. W egoistycznej chwale nazywam się „nonkonformistką”. Nie oglądam filmów, które podobają się wszystkim, nie zachwycam się trendami w modzie, które stają się popular, nie lubię muzyki puszczanej w radio i nie czytuję książek prezentowanych na półce w empiku opatrzonej tabliczką „bestselery”.

Tak już mam. Dlatego też moja stała odpowiedź na szereg pytań związanych z twórczością pewnego wrocławskiego autora: „Czytałaś już najnowszego Krajewskiego?”, „Czytasz/ znasz Krajewskiego?”, „Co myślisz o książkach Krajewskiego?”, brzmiała zazwyczaj podobnie, przy czym, przy ostatnim pytaniu zmuszona byłam zmodyfikować odpowiedź z „Nie.” na „Nie znam”. Czytelnik winien wiedzieć, iż od dziewięciu bowiem lat pomieszkuję we Wrocławiu jako „słoik”; tutaj studiowałam, tutaj pracuję i tutaj mam znajomych oraz przyjaciół rozkochanych w kryminałach Krajewskiego, którzy kolekcjonują jego książki, mówią o nich, piszą na ich temat… a przede wszystkim czytają je z wielką pasją!

 Dlaczego i ja miałabym je czytać? Broniłam się. Przyszła jednak pora i na mnie, a wszystko za sprawą leżaka i gazety, której strony przewracałam lepkimi od potu dłońmi pobierając jednocześnie naturalny ekstrakt witaminy D, kiedy to natrafiłam na wywiad, kryminalny w skutkach rzekłabym :)

Dziś mogę o tym napisać; po kryminały autorstwa Marka Krajewskiego sięgnęłam nie ze względu na ich popularność i uznanie, a postać samego pisarza, bowiem tak dobrego i szczerego wywiadu nie czytałam od dawien dawna. „To musi być niezwykle interesujący człowiek”- pomyślałam, w tym samym czasie efekt aureoli przeniósł przymiotnik z nad osoby pisarza na jego dzieła, i tak sięgnęłam po „Dżumę w Breslau” (tak wiem, zachwiałam kolejność… symetria i powtarzalność nie jest mi jednak tak bliska jak Panu Romualdowi Zaleskiemu z „Foto Tęczy”) i wpadłam jak śliwka w kompot!

kryminał

Marek Krajewski- „Dżuma w Breslau” & „Władca liczb”

 

Lato 2015, upalny sierpień podczas którego padają same rekordy temperatur- 38,9! Jak żyć? Tylko na tarasie wieczorną porą w towarzystwie kryminału, lampki schłodzonego wina i dobrego kryminału. Kryminału, którego akcja rozgrywa się w mieście tak bliskim i odległym w czasie jednocześnie. 1923, 1956 i 2015 dnia dzisiejszego. Nie będę rozpisywać się nad fabułą, pewnie większości z Was jest ona doskonale znana- przyznaję, iż w tej kwestii jestem znacznie opóźniona; muszę jednak wyrazić swój zachwyt dla postaci Eberharda Mocka, choć i Pan Popławski ma w sobie coś intrygującego… ta druga postać o dziwo ma kilka cech wspólnych z samych autorem… Nie sądzicie?:)

Z doświadczenia mola książkowego wiem, iż kryminalne fabuły nie różnią się od siebie w dużej mierze;  w tym gatunku karty rozdawane są przez szczegóły, sentyment wyzierający z tła rozgrywających się wydarzeń, główne postaci oraz styl pisania. Ja osobiście uwielbiam czytać prozę wykształconych ludzi… i nie mówię tu o klasycznym Magister of Art… you know :)

Skwarne lato 2015

Skwarne lato 2015

Język polski jest piękny; im prostszy i przystępniej podany, zachwyca jeszcze bardziej zwłaszcza, gdy przeplatają go pewne łacińskie zwroty… człowiek się uczy, za to kocham książki!

 

W kolejnej odsłonie.. Wojciech Kuczok i jego wytwory artystyczne. Śledźcie mnie na spryciara.crazylife.pl

 

Pozdrowienia,

Spryciara

 

Mimo PKP-owego archaizmu, ludzie wciąż podróżują koleją. Nawet Ci, którzy zazwyczaj wożą swoje eleganckie cztery litery na wygodnych, usłanych miękką skórką w odcieniu bieli wygodnych fotelach samochodowych w równie drogich i komfortowych autach, czasem grzeszą i pięknie odzianą stopę stawiają na posadzce szczynami pachnącej, posadzce miejskiego dworca stacji PKP. To jedna ze skrajności wachlarza pasażerów, pośpiesznie przemierzających perony lub też oczekujących na pociąg. Drugą grupę stanowi mniej zasobne finansowo towarzystwo, są to bezdomni czasowo lub pernamentnie lub też „ciężko” pracujący stręczyciele, prostytutki i prostytuci, złodzieje, osoby, które uraczą Cie pogawędką: „Czeka Pan na pociąg? -Ja mam pociąg do Pani!”.

 

Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami zasiada grupa najliczniejsza, jednak najmniej w swej zwyczajności interesująca: studenci, ludzie młodzi i starzy, uczciwie pracujący, podróżujący koleją zawsze lub często. Niby zwyczajni ale także i oni mają swoje intrygujące sekrety, czy grzeszne pragnienia, które tylko czekają, aż skieruje się na nich soczewka światła po to, by w jego blasku mogły odstawić swoje własne show…

 

 

I ot znajdujesz się w poczekalni na dworcu PKP. Czekasz. Minuty rozciągają się w czasie i powolnie wracają do pierwotnej formy. Mógłbyś zrobić coś pożytecznego, przeczytać książkę lub gazetę, nawiązać jakąś znajomość…to miejsce nie bardzo jednak temu sprzyja, letarg. Patrzysz na ludzi z naprzeciwka, na ich szare twarze, rozbiegane na czole myśli i nerwowe ruchy stopą. Czekacie. Tyle że oni grają, a Ty oglądasz spektakl…

 

poczekaj w toalecie

 

Poczekalnie. O” spektakl Krystiana Lupy.

 

Spektakl długo wyczekiwany i na wyczekiwaniu bazujący. A przecież ludzie czekać nie lubią, tym razem też to pokazali, opuszczając spektakl już przed końcem pierwszej połowy. Ja jednak czekałam na to, co wyniknie z kolejnych etapów odkrywania zagadki o tytule znanym, lecz wciąż inspirującym- „Człowiek”. Doczekałam się. Reżyser zdarł maski aktorom, zabrał im kostiumy i cały ten blichtr. Mimo, że część z nich nie wiedziała, czy gra w szkolnym przedstawieniu, czy w spektaklu przez wielkie „S”, Lupie udało się pokazać samotność i egoizm współczesnego człowieka, osoby która każde zdanie zaczyna od „Ja” i która nie umie czerpać z wolności, stając się swoim własnym niewolnikiem.

 

Nie jestem zwolenniczką sztuki odartej z metafor, humanistycznego uniesienia, sztuki podłej, gdzie oglądam gołe fallusy w sytuacji porno-intymnej, zwyczajnej, bolącej prostotą. Nie lubię, gdy w teatrze krzyczą „kurwa”, taką sztukę prezentują aktorzy z mojego osiedla, codziennie odgrywając podobne przedstawienie na ławce pod trzepakiem. Pomimo wszystko, uważam jednak, iż warto pójść na „Poczekalnie.O.” Lupy, czasem bowiem trzeba zejść niżej, by zobaczyć więcej…

Hej ho,

Spryciara

 

 


  • RSS