Londyn, teatr i niesamowicie dobra narracja- to wystarczyło, abym pokochała „Buddę z przedmieścia” autorstwa Hanifa Kureishi. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, iż aby Was- Drodzy Czytelnicy zachęcić do sięgnięcia po tę niezwykłą książkę, muszę opowiedzieć nieco więcej. Proszę bardzo- to dla mnie wielka przyjemność!

Budda z przedmieścia

Mężczyzna- osobnik płci męskiej, dowolnej rasy. Jaki powinien być, aby wzbudzać szacunek, sympatię, a nawet zachwyt? Zdania mogą być podzielone. Czy ów mężczyzna powinien być przystojny, bogaty, a może niezwykle inteligentny? Najlepiej pełen pakiet! Czy jednak nie straci w naszych oczach, gdy rzeczywista sytuacja obnaży jego absolutny brak umiejętności podstawowych, chociażby takich jak przygotowanie śniadania? Cóż, Karim- główny bohater powieści „Budda z przedmieścia” zderzając te dwa odległe światy, jakim była rzeczywistość, a więc proza życia i super ego człowieka doskonale mu znanego, stwierdził, iż jego ojciec jest po prostu żałosny i kompletnie mu nie imponuję. Wówczas w Londynie, w jednym z mieszkań bezpowrotnie upadł MIT mężczyzny, jaki wykreowały Indie.. W Londynie nie obowiązywał bowiem system kastowy… obowiązywał jednak klasowy; dobrze urodzeni, inteligenci kontra klasa robotnicza, zamieszkująca na przedmieściach Londynu…

Zupełnie niesłusznie, imigranci zostali wykluczeni z tej pierwszej, pomimo oficjalnie przyjętej poprawności politycznej. Nie mogli być jak rdzenni mieszkańcy, więc przyjęli pozycję po przeciwnej stronie bieguna. Często szczycili się tym, iż się nie uczą, nie rozwijają, nie pracują… zupełnie nieświadomie zamykając sobie drzwi do lepszego świata, o którym przecież marzyli- oni, ich rodzice, dziadkowie , a także krewni, którzy planowali rozpocząć życie w lepszym świecie- UK!

Czy o tym jest tak książka? I tak, i nie. Losy Karima- potomka rdzennej Brytyjki i Hindusa, ocierają się podobny zarys rzeczywistości- jednak nie wyczerpuje on tematu. Bohaterowie Kureishi są autentyczni, chwytają się ludzkich umysłów i na długo zapadają w pamięć. Każdy z nich jest inny; zarówno w zbiorze, jak i pomiędzy zbiorami- a wiec zupełnie inny niż Czytelnik. W każdej wariancji. To właśnie ta „inność” sprowadza na Czytelnika natrętne myśli dotyczące podobieństw i nierzadkiej niesłuszności własnych postaw i przekonań. Dodam, iż cieszy mnie punkt widzenia autora- nie dzieli on bowiem społeczeństwa na dwa zbiory MY-ONI, a wskazuje nawet na wewnętrzne konflikty, chociażby pomiędzy imigrantami , którzy jak się okazuję, również bywają uprzedzeni chociażby względem Pakistańczyków.

 

„Budda w z przedmieścia” skłania do refleksji, ale co ważniejsze dodaje odwagi w pogoni za własnymi marzeniami i ich realizacją, jednocześnie boleśnie przestrzegając, iż samo spełnienie marzeń, nie uczyni nas szczęśliwymi ludźmi.

Mnie osobiście wątek Karima- chłopaka, który na początku zupełnie od niechcenia staję się aktorem, uwiodła najbardziej. Podobnie z resztą jak ten cały egotycznie i seksualnie rozbuchany świat artystów. Sceptycyzm i pożądanie czasem nie mogą się wykluczać. Zwłaszcza jeśli mowa o sztuce przez wielkie „S”- ktoś musi poświęcić swój tyłek…w przenośni i dosłownie, warto zatem nosić przy sobie wazelinę.

Kureishi nie kończy optymistycznie, ale daję nadzieję i poucza. Zmiana i chaos, a także mieszane uczucia względem otaczających nas osób stanowią stały element naszego życia. Czy to w Londynie, czy w Nowym Jorku, czy też we Wrocławiu… Serdecznie polecam lekturę „Buddy z przedmieścia”!

 

Powyższy wpis dotyczy książki Hanifa Kureishi „Budda z przedmieścia”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa ZNAK w 2015 roku.