Wpisy z tagiem: życie

Czarny czwartek, czarny protest i różowa książka. Wspaniała. Jej barwny wydźwięk nie poprawił mi humoru, ale skłonił do refleksji. Dlatego właśnie przedstawiam Wam „Długą Bertę” ze składu książek, #3,50.

Długa Berta

Myślę, że przypadki nie chodzą po ludziach, one naumyślnie ich wybierają, podobnie jak zdarzenia, stany, rzeczy, okoliczności… Dziś, kiedy wszyscy mądrzy ludzie, którzy w tym kraju jeszcze pozostali, walczą o prawa kobiet czarną falą zalewając plac przed Sejmem, cała reszta łączy się z nimi sercem i czarnym selfie w mediach społecznościowych, w moje ręce wpada książka cienka (tylko 160 stron!) i niezwykła. „Długa Berta”  Cucy Canals- przeczytałam ją szybko i na jednym oddechu, zamiast oczywiście skupić się na robocie zleconej przez bibliotekę, baśniowy klimat, czarny humor, brak logiki i ludzka głupota. Zupełnie jak dziś.

Mam prawie trzydzieści lat i kiedy ktoś mnie pyta, kiedy urodzę dzieci mam ochotę mu odpowiedzieć dosadnie, że w tym kraju ciężko o szczęśliwe życie, zwłaszcza dla dziewczynek, gejów i kobiet. Wydawać by się mogło, że bezpiecznie można mieć jedynie kota. Choć sympatia do tego gatunku zwierząt człowieka u władzy niespecjalnie przekłada się na walkę w obronie praw zwierząt… I tu znów klops, nie ma się czego chwycić. Strach się rozmnażać i zakładać rodzinę. Społeczeństwo bardziej oburza fakt, że ktoś domaga się przynależnego mu prawa wyboru i ochrony zdrowia, niż zbrodnia wykorzystania seksualnego 11- letniego dziecka oraz zmuszenie go do porodu- bestialstwo! Dygresja jak zwykle za długa, do książki wrócić należy.

Cała poetycka opowieść Canals rozgrywa się w większości w malowniczej,  bogatej w ubóstwo i wyjątkowych mieszkańców wiosce Navidad. Poznajemy „Długą Bertę”, jej szalonego ojca i na pozór spokojną matkę Robertę, przygłupiego Amadeusza Głuptaka i księdza Federico. Wszyscy są jednocześnie bardzo zwyczajni w swoich pragnieniach, troskach i marzeniach oraz nadzwyczajni zarazem. Wszystko za sprawą tęczy, zakazanej miłości, Różowej Najświętszej Panience i rywalizacji o władzę na mapie z miejscowością na P.

Autorka powieści w sprytny, humorystyczny sposób przemyca informacje na temat ludzkich błędów, przywar i głupot. „Długą Bertę” kończy wojna, jednak nie polsko- ruska, a różowo-niebieska. Wojna, jak to wojna- jest bezsensowna i krwawa. Ofiar dużo, zysków brak…

I to właśnie dziś, kiedy kolor czarny zasmuca, w ręce wpadł mi różowy, który mimo powierzchownej szaty, jest równie smutny… Tak, jak kiedyś Juan Quintana w obawie przed utratą córki, pobił ją… a w dalszej konsekwencji stracił życie, tak dziś Polska, okłada ciosami nas Kobiety… Zapłaczmy, a z nieba spadnie deszcz, tylko czy to coś zmieni?

 

Głupi jak osioł? Zastanów się czy warto tak mówić, kiedy osioł Federico ucieka od ludzi, ma rację!

Cuca Canals 

 

Wolności i godności,

Spryciara

czarnyprotest

Zawsze uważałam, że podróże dookoła świata muszą być fascynujące. Wydawało mi się, że podróżowanie czyli poznawanie nowych kultur, krain geograficznych, zmaganie się z przeciwnościami losu i bycie w drodze jest wspaniałe… jednym słowem PRZYGODA! Przygoda zarezerwowana tylko dla odważnych, na szczęście dla reszty pozostaje jednak równie interesująca alternatywa, mianowicie KSIĄŻKA. Nie muszę chyba dodawać, że zaliczam się do tego drugiego zbioru. Jako przedstawicielka osób bojących się dzików, wysokości i krwi nawet nie marzę o tym, by z plecakiem wybrać się w podróż do Tybetu.  Udało mi się jednak poznać tę niezwykłą krainę od pięknej, fascynującej strony, a to za sprawą malarki i pisarki, Aya Goda i jej magicznemu „TAO”. Tutaj powinno pojawić się „serduszko” .

Aya Goda

Aya Goda

„TAO” to opowieść o dwóch pokrewnych duszach, które los zetknął w podróży i połączył wspólną przygodą i uczuciem. Nie brakuje w nim ważnych w kulturze Chin i Tybetu zwrotów i faktów historycznych, uczuć, które nie wymagają nazywania pasji-pasją, a miłości- miłością (Azjaci są w tym temacie wyjątkowo oszczędni), jest za to wspólne przebywanie, empatia i wyrozumiałość. Dla zepsutego wzniosłym „Ja” świata zachodu  jest to zjawiskowo piękne, ale też tak bardzo „egzotyczne” i niezrozumiałe do końca.

W opowieściach Aya i Cao o Tybecie najbardziej ujęła mnie historia „mistrza ceremonii w pochówków przez powietrze”. Tseren, którego poznajemy w czwartej części powieści, zajmuje się  pochówkiem przez powietrze, jest więc grabarzem, ale jakże wyjątkowym.

Mieszkańcy Tybetu z uwagi na trudne warunki, w jakich przyszło im żyć, wydają się obcować w 100% w zgodzie z naturą, przystosowując się do łańcucha, jaki jest w przyrodzie przypisany. Zjadanie się, umożliwiające przetrwanie jest czymś naturalnym. Robaki i ryby jedzą ludzkie ciało, psy jedzą kupy i padlinę, odchodami jaka pali się w piecu, etc.  Nic nie może się zmarnować, nawet ludzkie odchody,  które ze smakiem są zjadane właśnie przez psy.

Wracając do pochówku; otóż występują jego cztery rodzaje; poprzez spalenie- tylko dla najbogatszych, poprzez ziemię- dla zmarłych na choroby zakaźne, w wodzie- dla niemowląt i samobójców oraz przez powietrze- dla wszystkich pozostałych. Ostatni jest najciekawszy! Wysoko w górach na specjalnej platformie odbywa się ta interesująca i przez Europejczyków być może nazwana „makabryczna” ceremonia.  Przywiezione na specjalnym wózku owinięte w płótno nagie zwłoki układa się na kamieniu rzeźniczym, przywiązując jednocześnie głowę za pomocą liny do dużego kamienia. W tym samym czasie zapala się ogień, by dymem dać sygnał ptakom. W  dalszej kolejności mistrz ceremonii odkrawa części ciała ludzkiego i rzuca je sępom na pożarcie. Makabryczne? Wydaje się, że tak jednak poznając bliżej kulturę i warunki panujące w Tybecie, wydaję się to być nieco bardziej naturalne rozwiązanie. Żywi, mają szanse przeżyć, a martwe ciało zostaje wykorzystane w 100%. Poza tym Tybetańczycy wierzą, że dusza nieboszczyka, którego ciało nie zostanie w całości zjedzone przez sępy, będzie się tułać po świecie i cierpieć, dlatego też dbają o solidną zapłatę dla mistrza ceremonii, którego jednak wolą omijać na ulicy- za paznokciami może mieć bowiem nadal strzępki ludzkiego ciała…

TAO na swoich niespełna trzystu stronnicach mieści wiele równie interesujących i prawdziwych historii. Wybrałam tę, ze względu na osobiste zainteresowania lękiem egzystencjonalnym, od lat badanym w ramach Terror Management Theory.

Nie mogę zakończyć tego wpisu nie zwracając uwagi na trudną sytuację Chińczyków zmuszonych do życia w socjalistycznych Chinach. Kiedy Cao Yong wreszcie ucieka w tego kraju, w którym rządzi zakaz, bezpieka i donosicielstwo, dręczy mnie lęk… widziałam bowiem „Przypadek” Krzysztofa Kieślowskiego, ostatnie wyrazy do momentu, w którym pojawia się hasło „wylądowaliśmy”, czytałam  niemal na bezdechu w obawie przed awarią samolotu. Yong miał  więcej szczęścia, niż Witek- główny bohater filmu Kieślowskiego, dzięki czemu cały świat mógł się poznać na jego wspaniałym talencie. Wielka w tym również zasługa Aya Gode, bez której to wszystko mogło się po prostu nie udać.

Podsumowując, wspaniała książka! Dzięki niej poszerzyłam swój horyzont, poznałam magiczne krainy i obowiązujące w nich normy społeczno- polityczne. Śmiem twierdzić, że rozumiem więcej, ale wiem wciąż za mało… Ot, magiczna moc lektury!

 

praca wre by Spryciara

praca wre by Spryciara

Dla zainteresowanych przekazuję link obrazujący twórczość Cao Yonga. Prawda, że wielki artysta?:)


http://caoyong.us/

 

Mieliście  w rękach tą magiczna książkę?!
Jakie są Wasze odczucia po jej lekturze.
Dzielcie się proszę swoimi spostrzeżeniami w komentarzach!

 

Serdeczności!

Spryciara

Bywa suką, kiedy spogląda w lustro, kiedy się kocha z przypadkowo poznanym mężczyzną i także wtedy, gdy zwalnia lub awansuje swoich ludzi. Tak często o niej mówią „suka”, że sama tak o sobie myśli, a co gorsza w to wierzy… Tymczasem Ewita Szot to inteligentna, odważna, atrakcyjna kobieta, którą życie nie rozpieszczało, a ona i tak okiełznała jego żywioły i ocaliła w sobie dobro.

 #suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka  #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

#suki to my! #sobota #dzienkota #wygrzewamsie z dobra #ksiazka #krystynakofta #lubieczytac #literatura #kobiety #silnebabki #dobrybut i #mozg robia robote!

Suka mała w koncie stała i tak się przechwalała: zdolna jestem niesłychanie, najpiękniejsze mam ubranie, umiem wiersze opowiadać,  tyra ryra ryra tyra, tańczę, kiedy gra muzyka..- tańczyć to
i ona może potrafi ale jak jej zagra ten jej facet! Skubana suka złapała takiego, to już go nie puści. Przystojny, bogaty, przyrodzenie ma niczym dobry kruszec warzące i na swoim miejscu zamocowane. Co za suka zabiera kobietom w wieku dojrzałym, pięknym, inteligentnym
i doświadczonym,  rówieśników z rynku matrymonialnego? Tylko parszywa suka!

 

„SUKA”. O tym jak często to okropne słowo jest nadużywane zarówno przez mężczyzn, jak i kobiety uświadomiła mi Krystyna Kofta w książce, którą popełniła w ubiegłym roku „Suki”. Przyznam, że Kofta dotkliwie zadała cios etyce i kulturze osobistej, jaką sądzimy, że reprezentujemy- my intelektualiści
i intelektualistki, wolni ludzie. Też coś!

Na kolana zupełnie powala „Traktat o sukach”, jaki na łamach powieści tworzy pisarka Adela, jedna z głównych bohaterek książki, choć sama z „typową” suką się nie kojarzy, to i tak często tym słowem obrywa. Adela zauważa w jaki sposób to słowo, używane z taką lekkością rani, krzywdzi, a co gorsza na dobre wdziera do jakże wybitnego języka polskiego i wachlarza nawyków społecznych zezwalających na przypisywanie tego określenia wedle uznania każdej kobiecie. „Suka”, niczym „kurwa” stała się przecinkiem w mowie potocznej, w mowie kuluarowej, w mowie polskiej.

„Ty suko, jak zaparkowałaś!?”, „Nie chce mi dać podwyżki wredna suka!”, „Udław się suko tym swoim uśmiechem.”, „Tylko takiej suce mógł się trafić taki facet.”, „Skąd ta suka ma tyle kasy?”, „Suka-puszcza się na prawo i lewo.”, „Dupą to stanowisko wywalczyła, suka jedna”, „Gdybym był ładny jak ty, też miałbym dobre oceny, ty suko.”,  eteceraaaa….

Mowy nie ma o solidarności jajników, kobiecej przyjaźni, czy lojalności. Zazdrośni mężczyźni
i małpujące po nich kobiety na zmianę obdarowują uśmiechem i określeniem na „s” co drugą napotkaną kobietę. Po co? Cóż, może czują się dzięki temu lepiej. Słowo „suka” nie stanowi komplementu, nie jest też miłe, obniża zatem wartość obdarowanego nim bohatera, w tym wypadku bohaterki.  No i wkracza wspaniałe odkrycie psychologii społecznej pod nazwą slut schaming., które wszystko wyjaśnia, ale tylko jeśli mowa o płci jakże pięknej.

Po co obniżać wartość innych? A po to, by samemu poczuć się lepiej. Tak, tak jesteśmy bardzo zakompleksionym społeczeństwem XXI wieku, zaryzykuję, że bardziej, niż kiedyś… Wniosek  z tego taki Czytelniku- jeśli usłyszysz o pewnej kobiecie, że jest suką więcej niż 4 razy, biegnij ją poznać! Może i nawet się z nią zaprzyjaźnisz lub się w niej zakochasz,  bo prawdopodobnie to inteligentna, asertywna i zaradna życiowo kobieta.

To tyle. Rozumni, pojęli. I hope! J

Nie będę pisać więcej o książce Kofty, nie chce odbierać Wam radości płynącej z jej lektury.
Do książek zatem i do następnego wpisu!

Pozdrawiam,

Xoxo Spryciara

Matką być, czy też nie? – Oto jest pytanie.. Ważne by móc je sobie zadać, zaś potem udzielić odpowiedzi zgodnej z samą sobą, swoimi planami i wizjami … a następnie żyć w roli, którą same sobie napiszemy, nie zaś tej narzuconej odgórnie przez społeczeństwo. Chcesz być matką bądź, nie chcesz to nie bądź… Nie ma nic gorszego niż bycie niekochanym i niechcianym dzieckiem- miej to w pamięci podejmując decyzję…

CZARNE MLEKO

Po kolejną książkę Elif Safak sięgnęłam zauroczona prozą, jaką popisała się autorka przy „Pałacyku Cukiereczek”, tym razem padło na polecone przez znajomą „Czarne mleko”, które już na początku  uznałam za lekturę wysoce nietrafioną, bynajmniej dla mnie. Wraz z kolejnymi stronami, było jednak coraz lepiej i choć książka z pewnością nie znajdzie się w zbiorze okraszonym nazwą „ulubione”, postanowiłam ją Państwu przedstawić. Dlaczego? Otóż, dręczące autorkę dylematy życiowe, mogą być tożsame z dylematami nie jednej kobiety; bez względu na kulturę, granice geograficzne, czy tez status społeczny, MACIERZYŃSTWO to temat, z którym każda kobieta w jakimś stopniu się mierzy.

„Czarne mleko” to zbiór myśli, refleksji, wspomnień gnieżdżących się w umyśle pisarki, które postanowiła przelać na papier w trudnym dla niej okresie, winnym być dla niej bardzo radosnym. Książka powstała,  kiedy to dotknięta depresją poporodową Safak stawiała pierwsze kroki w pełnieniu nowej dla niej samej roli, roli matki.  Jest ona próbą uporządkowania zdarzeń, zorganizowania przeszłości i teraźniejszości, nadania im struktury, aby skutecznie wesprzeć przyszłość pisarki, nadać jej utracony sens.

CAM03099Elif Safak zaprasza Czytelnika do podziemia swojej duszy, przedstawiając  swój wewnętrzny harem kobiet, z których każda choć zgoła inna, stanowi cząstkę samej Safak. Przyznam uczciwie, iż ta część najbardziej mnie irytowała; dysputy pomiędzy „Mamcią Puding Ryżowy”, a „Panną Intelektualistką” doprowadzały mnie do absurdalnej furii, zmuszając poniekąd do uruchomienia klawisza „skip”. Jakoś jednak przebrnęłam, pokusiłam się nawet o tezę, iż małe Calineczki symbolizować miały wielość ról, jakie pełnią kobiety, zaś konflikty pomiędzy małymi paniami to nic innego, jak kobiece konflikty wewnętrzne: „Kariera, czy oddanie mężowi? Cynizm, czy empatia? Dzieci, czy rozwój zawodowy?”…

Uważam jednak, iż taki wewnętrzny harem jest niezdrowy, odciąga myśli od rzeczy istotnych i ważnych, dysputy i wciąż rozwiązywane dylematy są dobre, o ile prowadzą do rozwiązań, nie zaś permamentnej stagnacji, objawiającej się stanem „rozważania”. W pewnym momencie lektury chciałam krzyknąć do samej pisarki „Nie myśl tyle, działaj! Przegapisz swoje życie!”.

Przyszła pora na pochwały i podziękowania, dotyczą one pomysłu na wprowadzenie do fabuły (bądź co bądź w głównym nurcie dość nudnej) znanych, aczkolwiek może częściowo zapomnianych postaci kobiet piszących, walczących, mówiących w swoim imieniu i przełamujących pewne konwenanse…Pisarek przez wielkie „P”.  Muszę przyznać, że ich historie były dla mnie bardzo inspirujące, obudziły też dumę płynącą z przynależności do płci pięknej ciałem i umysłem, o duszy zapomnijmyJ

Notka bibliograficzna:

Elif Safak- turecka pisarka urodzona we Francji, obecnie zamieszkała w Stambule i Londynie. Wielokrotnie nagradzana, uznana na świecie. Artystka płodna i inspirująca, której udało połączyć się macierzyństwo z pisarstwem. Turecka feministka, nie do końca jednak sfeminizowana… koniec końców, to ona zajmowała się niemowlęciem, mimo depresji pisarki, jej mąż nie zajął się zmianą pieluch… a niania;-)

„Nigdy nie będziesz tak dobrą matką jak byś chciała”

-Jodi Picoult


Drodzy Czytelnicy, które książki Elif Safak polecacie?

Pozdrowienia,

Spryciara

Małżeńska intryga, intryga małżeńska tak druzgocąco zniweczona przez rozwód, widać ma się całkiem nieźle, świadczyć  o tym może historia Madeleine, uwieczniona lekkim i subtelnym piórem Jeffreya Eugenidesa.

Książka

Intryga małżeńska

Historia tej młodej kobiety zdaję się przekonywać, iż pomimo, że małżeństwo straciło na trwałości, to wciąż wzbudza silne emocje. Phi! Jakie znaczenie ma to kogo poślubi kobieta, jeśli może się z nim rozwieść, całe doświadczenie można anulować, by pójść do przodu w zupełnie innym kierunku u boku innego już mężczyzny; przekonywał główną bohaterkę jej profesor, promotor i mentor. Jednak Madeleine głucha na dogodności współczesnego życia społecznego, otumaniona barwą myśli „Rozważnej i romantycznej” namiętnie oddawała się miłosnym rozterkom po to tylko, by na koniec zupełnie pochopnie podjąć bezsensowną decyzję o zamążpójściu…Decyzja ta nie wywarła wpływu na całym jej życiu, a jedynie zatrząsnęła nią tuż na początku samodzielnej drogi, zwanej dorosłością. I dzięki bogu, bo jakież by miała ona życie z tym Leonardem!

„Intryga małżeńska” to splot historii trzech młodych osób, które butnie stają u progu dorosłości, i które nie do końca wiedzą, co mają z tym fantem zrobić. Czas uchwycony w powieści to dla nich okres prób i błędów, pierwszych decyzji, seksualnych uniesień i zobowiązań, to czas nauki i poznania- przede wszystkim samego siebie. Eugenides sprytnie i nie wprost uchwyca niedojrzałość dorosłych już ludzi, osób które nie tylko nie mają pomysłu na siebie, ale także nie wiedzą jacy są i czego oczekują, co lubią, a czego nie. Informacji tych zaczerpną w praktycznej życia tułaczce. Urodzeni pod szczęśliwą gwiazdą współczesnych czasów, nie będą musieli zmagać się z konsekwencjami swoich złych wyborów przez całe życie, wszystko można cofnąć, anulować, zapomnieć.. można bowiem się rozwieść! Autor słusznie zauważa, iż jeśli mowa o ludzkim rozwoju, to okres moratorium znacząco się wydłużył, pomimo oficjalnych 21 lat i dyplomu w kieszeni, bohaterowie powieści wciąż uczą się latać…

miłość pomiędzy wierszami

Pomimo pozytywnej oceny samej książki, nie podpisałabym się pod recenzją Zuzanny Ziomeckiej, której fragment pozwolę sobie przytoczyć: „Eugenides przeprowadza na swoich bohaterach intelektualno- miłosny eksperyment. To, co się tu wydarzy, na pewno nie będzie proste…”.
Cóż, moim zdaniem to, co dzieję się na łamach powieści, to po prostu jeden z archetypów znany ludzkości, znany literaturze, znany sztuce… ten ostry, miłosny trójkąt wpisany jest w ludzkie perypetie, jak kąt ostry w geometrie. Najkrótsze ramię to oczywiście Mitchell, silny i interesujący, lecz nie dość genialny i fascynujący, by zetknąć się z pozostałą dwójką na równym szczytu poziomie. Wybiera mądrze i odchodzi; nie dość typowo przystojny, by za nim szaleć i na tyle dobry i czuły, a także inteligentny by chcieć go mieć blisko siebie… ilu takich chłopaków krąży wokół Was?

 

,)

Ameryka

#Obama #American Film Festiwal #wredny smok

 

Pozdrawiam,

Spryciara

Więcej: Eugenides, J. (2013). Intryga małżeńska. Kraków: Wydawnictwo Znak

Lala, Laleczka, Lalunia… Helena Bieniecka z nazwiska, kobieta silna, mądra i fascynująca z opowieści…

"Lala" J. Dehnel

„Lala” J. Dehnel

Skąd to wszystko wiem? Cóż, z powieści,  którą miałam okazję niedawno przeczytać. „Lala” autorstwa Jacka Dehnela zauroczyła mnie i przeniosła w odległe czasy, pogłaskała życiową pokorę i psikusem obudziła dawno uśpiony podziw dla kobiet, tych znanych i zupełnie mi obcych. Kobiet przewrotnych, urokliwych i silnych duchem, choć wątłych figurą. Matek, ciotek, babć i prababek, które mimo przeciwności losu i egoistycznych pobudek kurdupli zwanych „władcami”, żyły jak ta lala i życia uczyły innych…

„Lalę” czyta się z uwagą należną każdej ciekawej historii. Historii, którą choć można by przypisać nie jednej polskiej rodzinie, po przeczytaniu powieści Dehnela niezmiennie odtąd kojarzyć się będzie już tylko z jedną, wyjątkową i tak polsko krnąbrną rodziną. Ta wspomniana typowa polska krnąbrność to splot genów polskich, niemieckich i rosyjskich, które dają się bliżej poznać na przestrzeni życia uroczej wnuczki Pana Brokla- Heleny,  której wnuk słowami wybudował pomnik na jej właśnie cześć „Lala”  imię mu nadając.

Mimo niespójnej struktury i braku silnej linii narracji, która wpędza Czytelnika w odległe w czasie zakamarki tajemnic rodzinnych, tylko po to by za moment przywrócić go do teraźniejszości, „Lala” ma swój urok. Roztkliwia wspomnieniami, czułością ludzką i piękną polszczyzną. Dawno już nie czytałam książki, której autor w tak umiejętny sposób splatałby ze sobą słowa z języka codziennego z tymi zaczerpniętymi ze sztuki i nauki.

Wiele jest tu spraw, wiele wątków i bohaterów też wielu. Trudno to wszystko spamiętać, ale nie trzeba… najważniejsze i tak pojawia się na koniec. „Lala” pokazuje, że nieuchronnie nadchodzące pożegnanie zaprosić może do wspólnego przeżywania w teraźniejszości, przeszłości i poniekąd przyszłości… słowo zapisane posiada bowiem gen nieśmiertelności.

Przepis na pyszną zupę z Lisowa, czy słodką kawę za czasów okupacji przetrwa zatem kolejne lata..

Piękna polska jesień w towarzystwie „Lali” to doskonale dobrana kompozycja smaków, barw, kolorów, słów, znaczeń, metafor i opowieści. Przekonajcie się sami.

"Lala"

„Lala”

 

Spryciara

Dziś opowiem o książce, która jeden dzień cieszyła moje spragnione słów spisanych, więc wyrazów oczy, zaś znacznie dłużej zagościła w serca mego pamięci. „ Dwanaście słów” Jana Jakuba Kolskiego kusi i bawi słowem dosadnym, smutnym, ludzkim i krnąbrnym, bo przeistaczającym się w obraz. Widać taka dola reżysera, iż tworzy słowem obrazy, nawet na papierze ;-)

"Dwanaście słów"

„Dwanaście słów”

Do narracji wracając, artystycznego wyrazu i bohaterów… przyznać muszę, iż wielki problem sprawiłoby mi opisanie tej książki jedynie i aż w 12 słowach. Mimo to, 12 słów nie przypadkowo dobrane, pasuje jak ulał do dialogów głównych bohaterów. Nie mówić za dużo, by zbyt wiele nie zdradzić, by mieć ochotę na więcej, jednocześnie tak bardzo nie obnażając pragnienia miłości… miłości ludzkiej, której ani drewniany Jezus na krzyżu, Bóg, ani muzyka i idee nie są w stanie zaspokoić w sposób, jaki potrafi to zrobić drugi człowiek.

O tym właśnie jest ta książka; o ludzkim pragnieniu miłości, chęci jej okazywania i obdarzania nią, pragnieniu tak głupio tłumionym przez te wszystkie schematy, obrządki, wstyd i poczucie niższości, sprytnie maskowanej wyniosłością…

W tym kontekście „(…) chciało jej się ruchać.” nie razi tak bardzo, a jedynie dosadnie przedstawia ludzkość z całym jej inwentarzem. Czy to dobrze, czy źle? Nie o tym tu należy dyskutować. Książkę polecam, a Kolskiego podziwiam za zmysł obserwacyjny i przedstawienie historii nie gorzej od jednego uczonego psychologa, co to w ludzkich historiach siedzi po uszy. Struktura bohaterów, ich charakterów, schematów poznawczych, pragnień i zachowań… jest nieskromnie doskonała i trafiająca w sedno. Kto się bowiem kocha tak czule i tęskno jak nie narcystyczno oralni…

CAM02175

„Moją matką bądź tylko w lepszej, kobiety mej odsłonie.
Napraw to, co ona zepsuła.”

 

To moje… i aż 14 słów;)

Pozdrowienia śle

Spryciara

„Nie udało mi się zbudować satysfakcjonującego związku,
gdyż jak dotąd na mojej drodze stawali sami egoiści!”

Naprawdę? Wzierający w relacje interpersonalne egoizm, znacząco przechyla szalę relacji na stronę „Ja” i własnych potrzeb, przy absolutnej ignorancji potrzeb partnera, czy partnerki. Taka postawa, zdaniem wybitnego terapeuty par, nie jest sposobem na bliski, udany związek.

 

Książka/ Poradnik

Książka/ Poradnik

 

Miliony ludzi na całym świecie nieustannie spotyka na swojej drodze interesujące osoby, zakochuje się, przeżywa namiętne doświadczenia, kłóci się, rozchodzi, dobrze się bawi… Mimo to, odsetek zawieranych małżeństw wciąż spada, co gorsza wskaźnik rozwodów wzrasta ochoczo. Dlaczego ludzie coraz rzadziej decydują się na małżeństwo i coraz trudniej jest im wspomniany związek utrzymać? Odpowiedzi na to oraz wiele innych pytań poszukiwałam oddając się ciekawej lekturze noszącej wdzięczny i dobrze rokujący tytuł: „I żyli długo i szczęśliwie” autorstwa Willarda F. Harleya.

Związek związkowi nierówny, jednak przeczytawszy wyżej wspomnianą książkę, stwierdziłam, iż ludzie nie różnią się od siebie tak bardzo, jeśli chodzi o dynamikę miłosnych relacji. Mimo, iż pierwsze przeczytane strony obudziły we mnie bunt: „Skąd taka schematyczność w poglądach”, kolejne 200 stron wypełnione opisami przypadków, uwagami, wyjaśnieniami, a wreszcie poradami psychoterapeuty, przekonało mnie do większej części proponowanych rozwiązań, a co ważniejsze skłoniło do refleksji.

„I żyli długo i szczęśliwie” to dobry poradnik, który dedykowany jest małżeństwom z długim lub krótkim stażem. Mimo, iż Willard F. Harley bezpośrednio nie udziela odpowiedzi na pytania dotyczące współczesnych związków, takich jak: wolne związki, związki homoseksualne, czy poliamoryczne; to każdy może odnaleźć w treści książki coś dla siebie oraz dla swojej miłosnej relacji. Szczególnie cenne okazują się być ćwiczenia oraz testy, dzięki którym Czytelnicy samodzielnie nazywają i priorytetyzują swoje potrzeby, diagnozują problemy i wypracowują skuteczne strategie zaradcze.

Co więcej, autor dotyka też tematu zdrady; jego zdaniem sama zdrada jest jedynie objawem pewnego problemu, który występuje u danej pary. Błyskotliwie wyjaśnia przy tym, iż nowo powstały związek z kochankiem lub kochanką, okazuje się zaskakująco krótkotrwały, a z czasem wysoce rozczarowujący. Relacji takiej nie sprzyja bowiem ujawnienie, gdyż to właśnie czar tajemnicy sprawiał, iż relacja ta wydawała się tak wyjątkowa. Romanse na ogół są miłe, jednak głównie wtedy, gdy nie trzeba się z nich tłumaczyć zwłaszcza przed dziećmi, rodziną i przyjaciółmi.

recepta

Dzięki lekturze „ I żyli długo i szczęśliwie” skłonna jestem uznać, iż istnieje recepta na udany związek. Jaka? Otóż cytując Harleya, należy permanentnie podtrzymywać stan zakochania. Jak to zrobić? Wystarczy wykupić i zastosować lek o składzie: czułość, seks i rozmowa! Najlepiej w dawkach 3* 15 godzin tygodniowo. Od czego bowiem zaczynają się najgorętsze romanse, jak nie od rozmów intymnych właśnie. Ludzie są ze sobą szczęśliwi, gdy czują się wyjątkowo oraz gdy ich potrzeby są zaspokajane. Znana w psychologii reguła wzajemności, wydaję się tu odnajdywać wspaniale.

 

 

Książkę polecam wszystkim parom, które chcą przez wiele lat tworzyć satysfakcjonującą dla obu stron relację, a także wszystkim tym, którzy planują pracę z małżeństwami właśnie.

 Pozdrawiam,

Spryciara

„Smak miodu”

1
IMG_20140727_185421

książka

erotyczne spazmy,

myśli namiętne

mimo, że ze słownika skreślone

i z życia wyklęte

wciąż obecne

… na szczęście

 Są kultury, w których nie można mówić otwarcie o seksualności, potrzebie miłości, czy hedonizmie. Człowiek jest czysty, odziany w białe szaty i obmyty świeżą wodą, jego język jest pozbawiony wszelkich słów z seksem związanych, nie mówi się „uprawiałem seks”, „kochałam się”, tylko „spałem z nią”, bez względu na to, czy to tylko sen, czy aż spółkowanie.

„Gdy ci go wetknie, zalewaj się łzami i wypowiadaj nieprzyzwoite słowa- to zawsze wzmaga głębie przeżycia i siłę orgazmu”. Jego orgazmu. Takiej instrukcji czasem udziela matka, wychodzącej za mąż arabce. Podobnego typu przekonania, które śmiało można zatytułować „szczęśliwy i spełniony mężczyzna-instrukcja obsługi”, dbają o męskie rozkosze, potęgując anorgazmie i pochwice u kobiet. Udawany orgazm zmywa bowiem chęć przeżycia tego prawdziwego dość skutecznie. Salwa an-Nu’jami autorka książki „Smak miodu”, zdająca sobie sprawę z braku świadomości i edukacji arabów w dziedzinie seksuologii, gorzko zauważa, iż pozorna wstrzemięźliwość, cenzura i o zgrozo, bolesna niewiedza w obszarze ludzkiej seksualności, ” (…) to norma w czasach seksualnego upadku, jaki moja kultura teraz przeżywa”.

„Smak miodu”, to delikatny erotyk, będący kobiecym manifestem: tak jesteśmy, tak kochamy się, tak lubimy przeżywać orgazmy i chcemy się uczyć, poznawać, smakować życie nie tylko to duchowe, ale i cielesne, chcemy to robić bez zakazów, poczucia winy, czy wstydu. W kontekście tego, co wiemy na temat kultury arabskiej, która po 11 września daleka jest od historii opisanych w baśniach z 1001 nocy, jest to manifest niezwykle odważny. Za tę odwagę i poznawczy głód, winno się zatem docenić autorkę, bowiem dzięki takiej postawie, coś może sie zmienić na lepsze.

Bohaterka powieści jest kobietą świadomą zarówno zakazów i hipokryzji, jak i własnej seksualności, którą z radością poznaje i przeżywa. Jest sama dla siebie wartością, a swojego życia nie podporządkowuje normom, do których przestrzegania nakłania społeczeństwo. Jej spotkania, przyjaźnie, seksualne relacje, czy przytoczone rozmowy, odkrywają prawdziwą naturę arabskich kobiet, które mimo nakazów, zakazów i uciśnień, czasem myślą o sobie i swojej przyjemności, nie mając do końca odwagi by powiedzieć, to co czują głośno… Przyjdzie jednak i na to pora.

 

„Tego bardziej kocham, kto więcej mnie nauczy”.

” Jesteś piękna, mówił (…). Nie jestem piękna, po prostu żyję”

 miłość w słowa ubrana

„Poszukiwanie błony dziewiczej w świecie arabskim jest teraz niczym szukanie igły w stogu siana,
a oczekiwanie na wzrost świadomości i kultury seksualnej arabskich dziewcząt to czekanie na Godota”.

Wydaję się iż, niniejsza książka ma szansę obudzić świadomość seksualną arabskich kobiet, by czekanie stało się działaniem, a wiedza zawładnęła umysły. Najbardziej seksualnym narządem, jaki posiada człowiek jest mózg, od niego wszystko się zaczyna...„Oprócz miłości najcudowniejsze jest mówienie o niej” -Loise Labe.

 Dla zainteresowanych: Salwa an-Nu’jami, „Smak miodu”, Grupa Wydawnicza Foksal, MMIX, wydanie II. Warszawa.

Autor: Spryciara

Biało czarna mozaika podłogowa, spoglądające z ram okien pstrokate witraże, nieproszeni goście w postaci gołębi i kilku świętych porozrzucanych tu i ówdzie, a wśród nich nagi ON- współczesny człowiek przyszłości. I jakby paradoksu w nazewnictwie było mało, ów człowiek mimo dbałości o osiągnięcie doskonałości, daleki jest od ideału.
do color the...

Fabuła najnowszego filmu Terrego Gilliama osadzona jest skomputeryzowanej przyszłości miasta przypominającego Londyn, przyszłości, którą rządzą cyfry, równania, wynik i władza. Ten kolorowy świat pełen innowacyjnych rozwiązań, skupia miliony utalentowanych, inteligentnych, kolorowych i niezwykle indywidualistycznych ludzi. Ludzi, którzy świetnie się bawią w swoim towarzystwie, tańcząc do zupełnie różnej muzyki, którą aplikują sobie poprzez najnowsze słuchawki przenośnych urządzeń. Razem, a jednak osobno. W tym świecie nie trudno o informację, naukę, czy rozwój? To jest w 100% zapewnione. Trudno jednak o bliskość, relacje i własną tożsamość. W dobie czasów tak bardzo skoncentrowanych na „Ja”, niezwykle trudna okazuje się próba jego zdefiniowania. Piętrzą się zatem w głowach pytania: Kim jestem? Dokąd zmierzam? Kim chcę być?

Kto mi podpowie…
Kto odpowie…
Kto odpowiedź zna…
Ring, ring… waiting for a call!

Czas przedstawić Państwu Qohena Letha, którego postać oddał Christoph Waltz, człowieka genialnego i dziwnego jednocześnie, pracoholika i nieszczęśnika, którego świat staje na głowie za sprawą uroczej blondynki i uczuć. Nie martwcie się, nie będzie jednak tak oczywistego happy endu, blondynkę wygryzie bowiem LOC wewnętrzny, a więc wewnętrzne poczucie kontroli i sprawstwa… Ciekawi?
Wspomniany wcześniej Qohen to dość osobliwa postać. Niski, łysy i niezdarny, w dodatku wypowiadający się w liczbie mnogiej : „Na imię mi Qohen. Miło nam poznać”… Dziwak! Co ciekawe ten uroczy nawyk, który przylgnął do bohatera, stał się konsekwencją… wirtualnej wizyty u psychologa, który podpowiedział, iż bycie częścią większej całości, może uchronić człowieka przed samotnością. Jak można się jednak domyślić, owa porada została opacznie zrozumiana i zamiast współtowarzyszenia i współprzeżywania, pozostało jedynie samo, samotne „my” niestrudzenie czekające na telefon, który powie, jaki jest sens ichniego istnienia.
Film Terrego Gilliama sprytnie przeplata abstrakcje z ponadczasową mądrością na temat życia i egzystencji. Stanowi tym samym pewną prognozę, tego, co być może i nas czeka. Już dziś bowiem zaobserwować możemy ułamki zachowań, w które Gilliam wyposaża swoich bohaterów. Chaos informacyjny, potrzeba nowości, nieustanny rozwój, czy pościg za karierą zupełnie zmienia styl funkcjonowania poznawczego człowieka. Dobitnie ilustruje to wypowiedź Boba : „Nie chce być stary. Mam dopiero 15 lat, a już wszystko mnie nudzi”.
Zobrazowany styl funkcjonowania pracowników kolorowego komputerowego korpo obrazuje styl funkcjonowania osób narcystycznych, które zdeterminowane są, by osiągnąć sukces, być kimś wyjątkowym i wspaniałym. Ciężko pracują, zaniedbując relacje z innymi, dążą do efektów i je uzyskują, do funkcjonowania potrzebują jednak korporacji z całym pakietem: wytłuszczonymi drukiem wartościami, jej misją i wizją. Wszystko, by nazwać to, kim są: „Jestem managerem, jestem liderem projektu, moje wartości to innowacyjność i uczciwość… jestem też wyluzowany, bo mamy w firmie casual fridays. Wszystko to wiem, kiedy jestem w firmie, ale kiedy jestem sam … czasem nie wiem, kim tak naprawdę jestem i dokąd zmierzam”.
Ot, współczesny Narcyz uwięziony w korporacyjnej machinie sukcesu, nie własnego, lecz sukcesu właściciela danej firmy.
A w tle czarna dziura, czarnej dziury siła…

CAM00463

Kończąc tekst, będący skromną recenzją filmu, nie mogę odmówić sobie ukwiecenia go cytatem:
„W życiu, jak w przyrodzie wszystko dąży do równowagi. Zawsze musi być 1:1”.

Zwiastun filmu, enjoy the art,)

i coś dla ciekawskich, zgadnij któż to?

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=305887866107095&set=a.305885092774039.89437.100000576525608&type=3&src=https%3A%2F%2Fscontent-a-fra.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xfp1%2Ft31.0-8%2F336826_305887866107095_1911076322_o.jpg&smallsrc=https%3A%2F%2Fscontent-a-fra.xx.fbcdn.net%2Fhphotos-xaf1%2Ft1.0-9%2F392692_305887866107095_1911076322_n.jpg&size=682%2C1024

made by: http://www.miloszpoloch.com/

Serdeczności,
Spryciara,)


  • RSS